Frida.
Piotrowski pochyla się nad klawiszami, jakby dotykał sekretów, które dzień zostawił w cieniu. Pod jego palcami czas zwalnia i spływa w kawiarnianą ciszę. Nuty pianina rozlewają się po sali, mocne jak srebrna nić tkana na wieczornym niebie. Kontrabas Baraniaka, gęsty i ciemny, dawkuje swoją opowieść, stąpając po granicy melodii i milczenia. W tej muzyce, zdaje się, zaklęte jest wszystko, o czym słowa milczą – w kącie jakaś para ścisza głos. Inny on i inna ona splatają dłonie, jakby bali się zgubić tę chwilę, która zawisła między nimi.

W tej muzyce, zdaje się, zaklęte jest wszystko, o czym słowa milczą: puls nocy, muśnięcia strun, chwile zawieszone między ciszą a dźwiękiem. Neon wisi za oknem. Jeszcze niedawno myślałem, że mam tylko jedno takie miejsce, a tu podchodzi ona. Mija mnie w skupieniu, zjawiskowa, z kieliszkiem w dłoni, a każdy jej ruch zakrzywia się w nim jak jazzowe frazy rozpisywane w powietrzu.
„Frida!”, ktoś woła z drugiego końca sali. Ona odwraca się z niekrytym uśmiechem – nie do mnie, lecz jakby przeze mnie. W tle wibrują niezliczone konstelacje dźwięków, każdy takt jak osobna historia. Przesuwają się niezauważalnie, jak te noce, które zdają się trwać wieczność, choć mijają w okamgnieniu. Ruszam w stronę głosu, który wypowiedział jej imię, ukradkiem obserwując, jak na moment przystaje obok, by za chwilę rozpłynąć się w jazzowym kosmosie. Rozświetlić przestrzeń drobnymi iskrami – chwilami układającymi się w kropki, kreski, powidoki fraz, które w końcu przygasną i odpłyną w zapomnienie.

W tej muzyce, zdaje się, zaklęte jest wszystko, o czym słowa milczą – para w kącie nadal trzyma się za ręce, przysuwa bliżej, jakby pod wpływem muzyki, miejsca, atmosfery, które – czy można je jakkolwiek odmalować, uchwycić, wpasować w rama? Pewnie tak, ale kto się tym dziś przejmuje, kiedy nad nami wisi półmrok, goście zaczynają talk, zaczynają spleen, a w ich oczach błyszczy coś więcej niż odbicie klubowego światła.
Wychodzę na moment, by zaciągnąć się listopadowym chłodem. W eter wciąż uchodzą nieuchwytne brzmienia – spokojne, przejmujące, wszystkie. I choć samoloty przelatują mi nad głową, puszczając do mnie oko, te nuty zostają tutaj. I ja jeszcze chwilę tu zostanę.
Fot. Małgorzata Tomica (Tomikaart)






















































































































































































































