Rozmowa z Witoldem Kozłowskim, marszałkiem województwa małopolskiego
– Zaczynające się Igrzyska Europejskie są najważniejszym przedsięwzięciem w Pańskiej kadencji na stanowisku marszałka?
– Siłą rzeczy tak właśnie jest, bo to największe multidyscyplinarne sportowe wydarzenie w historii naszego kraju, a jednocześnie największe wydarzenie sportowe na świecie pomiędzy olimpiadami w Tokio i Paryżu. Nie mogę na to przedsięwzięcie patrzeć inaczej, skoro przyjedzie do nas siedem tysięcy sportowców z 48 krajów, około dwóch tysięcy dziennikarzy, a do tego doliczyć trzeba jeszcze kolejnych kilka tysięcy osób towarzyszących poszczególnym ekipom. Dodam, że Igrzyska odbywać się będą w czterech regionach: Małopolsce, Dolnym Śląsku, Podkarpaciu oraz na Śląsku. I m.in. dlatego pod względem organizacyjnym będzie to impreza, jakiej menedżerowie zajmujący się tego typu przedsięwzięciami jeszcze w Polsce nie przerabiali. Zauważmy również, że przygotowania do organizacji Igrzysk przebiegały w skrajnie trudnych okolicznościach – najpierw pandemii coronawirusa, a potem agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.
– Im bliżej dnia inauguracji, tym mocniej górę bierze u Pana spokój czy trema?
– Jestem pewien, że wszystkie z zaplanowanych 29 dyscyplin zostały starannie przygotowane. Dobrze jednak wiemy, że przed startem trema towarzyszy każdemu zawodnikowi, nawet temu, który ma ogromne doświadczenie. Powiem nawet, że temu bardziej doświadczonemu towarzyszy jeszcze mocniej, bo w jego przypadku odpowiedzialność za wynik jest większa. Przedstartowa trema nie jest obca również zespołowi ludzi w spółce organizującej Igrzyska, by dopiąć wszystkie szczegóły i niuanse. Jeśli ktoś nie był wewnątrz przygotowań do tak ogromnej imprezy, to trudno mu wyobrazić sobie skalę tego, co trzeba zrobić, zaplanować i przewidzieć.
– Podczas Igrzysk będzie Pan podejmował wielu ważnych gości. Jeśli któryś z nich zapyta, dlaczego zdecydował się Pan na organizację tej imprezy, to co mu Pan powie?
– W przeszłości już inne regiony Polski przymierzały się do tego przedsięwzięcia, ale ostatecznie nie podjęły się realizacji tego zadania. Zarząd województwa małopolskiego, którego pracami kieruję, od początku obecnej kadencji zaczął się interesować inicjatywą organizacji Igrzysk Europejskich w Małopolsce. Dlaczego? Odpowiem do bólu szczerze, choć pewnie mówiłem to już przy różnych okazjach wiele razy. Jeśli chcemy wprowadzić Małopolskę na salony europejskich regionów, to nie możemy tego robić przy użyciu długopisów z logiem, kubków i koszulek, tylko musimy użyć narzędzia adekwatnego do założonego celu. Igrzyska Europejskie są właśnie takim narzędziem. Zwłaszcza, że Kraków to kolebka polskiego sportu. To tutaj został powołany Polski Komitet Olimpijski, a współcześnie w Małopolsce gościmy sportowe wydarzenia światowej rangi. I druga rzecz – naszym założeniem nie było budowanie wielkich aren na potrzeby Igrzysk, ale remonty, liftingi, estetyzacja tych już istniejących. Trudno o lepszy pretekst do zasadniczej poprawy stanu istniejącej bazy. Tysiące sportowców z całej Europy po dwóch tygodniach rywalizacji rozjedzie się do domów – mam nadzieję, że wyłącznie z dobrymi wspomnieniami – a baza sportowa modernizowana i przygotowywana na Igrzyska zostanie dla naszej młodzieży, dla naszych sportowców, turystów i wszystkich mieszkańców.
– Mówiąc o remontach i liftingach obiektów ma Pan na myśli np. stadion Wisły w Krakowie, halę lodową w Krynicy?
– Mam na myśli wszystkie obiekty, na których odbywać się będą zawody. Może to będzie dla kogoś zaskoczeniem, ale największym beneficjentem Igrzysk – w tym zakresie – jest krakowska Akademia Wychowania Fizycznego, której obiekty były już mocno wyeksploatowane. Ta uczelnia przy rocznym budżecie 56 mln zł jaki przeznacza na swoją działalność, w ciągu niespełna 18 miesięcy zrealizowała inwestycje o wartości 66 mln zł! W normalnych warunkach na zdobycie takich środków na modernizację, AWF potrzebowałaby nie wiadomo jak wielu lat. Skończą się Igrzyska, a studenci wrócą do wyremontowanych obiektów i akademików. Jakimi jeszcze argumentami mam przekonywać krytyków bez krzty małopolskiego patriotyzmu, że to nie są pieniądze wyrzucane w błoto? Panowie, pokażcie mi to błoto, o którym mówicie, a ja chętnie w nie wejdę i wyzbieram te pieniądze, tylko gdzie jest to błoto? Wszystkie pieniądze wydane na Igrzyska Europejskie trafiają do kieszeni mieszkańców Małopolski.
– Skoro pojawiło się słowo pieniądze w kontekście Igrzysk Europejskich to w obiegu publicznym funkcjonują bardzo rozbieżne kwoty – od 400 mln do dwóch miliardów złotych. Ile ta impreza faktycznie kosztuje?
– Przy okazji kosztów najczęściej dochodzi do manipulacji kwotami, głównie dla jakichś doraźnych interesów politycznych. Takich pseudo wyliczeń jest mnóstwo, bo w social mediach każdy może napisać co mu tylko przyjdzie do głowy, bez żadnej kontroli i konsekwencji. Bądźmy precyzyjni i rozdzielmy dwie rzeczy: pieniądze na organizację Igrzysk od pieniędzy na poprawę infrastruktury drogowej i sportowej. Budżet Igrzysk został oszacowany jeszcze przed pandemią i opiewał on na 400 mln zł. Województwo Małopolskie przekazało na ten cel 100 mln zł, tyle samo miasto Kraków, a Ministerstwo Sportu i Turystyki 200 mln. To pieniądze na organizację: przyjęcie gości, noclegi, wyżywienie, transport, opiekę medyczną itd. To są spore wydatki, zgoda, ale przecież te pieniądze trafią do małopolskich firm, które wygrały przetargi w poszczególnych obszarach organizacyjnych. Te pieniądze po prostu trafią do ich pracowników, do ludzi, którzy tu żyją i pracują. Najprościej tłumacząc – tysiące sportowców i towarzyszących im gości będzie jadło chleb tutaj upieczony, więc zainwestowane w Igrzyska pieniądze zostaną w Małopolsce – u przedsiębiorców, producentów, handlowców. To abecadło obiegu pieniądza. Z tych środków będą wypłacone pensje i płacone podatki. W Małopolsce! To lepiej żeby trafiły do kieszeni innego województwa? Ostatecznie na wniosek spółki organizującej Igrzyska budżet przeznaczony na organizację, głównie w wyniku inflacji, został decyzją Sejmu podwyższony do 466 mln zł.
– To kwota potrzebna na organizację imprezy, a inne?
– Ale jest jeszcze druga część środków i one są skierowane na modernizację infrastruktury drogowej w Krakowie oraz wspomnianych już obiektów sportowych: w Krynicy, Oświęcimiu, Nowym Targu, Tarnowie, Krakowie, Zakopanem i innych miejscach. Trudno te wszystkie inwestycje wymieniać. Najlepiej wybrać się na Górę Parkową w Krynicy, gdzie po Igrzyskach zostanie najpiękniejszy w Polsce tor dla kolarstwa górskiego. Do Krynicy na inwestycje trafiło dodatkowe 56 mln zł, do Tarnowa 80 mln, do Zakopanego 24 mln, do Krakowa blisko 150 mln zł. Można tak długo wyliczać, a są to pieniądze z różnych funduszy rządowych przeznaczonych dla samorządów. Gdybyśmy nie organizowali Igrzysk, te pieniądze trafiłyby do innych regionów Polski. Trudno chyba znaleźć bardziej przekonujące argumenty, że pieniądze zainwestowane w Igrzyska Europejskie na trwałe podniosą standard obiektów w naszym województwie. Trzeba dużo złej woli, by inwestycje służące nam wszystkim żyjącym w Małopolsce nazywać wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Teraz życzmy sobie wyłącznie przeżywania sportowych emocji przez najbliższe dwa tygodnie.



































































































































































































