Żegiestów. ,,Zamkną drogę, my zbankrutujemy!” Burmistrz: trzeba podejść ze zrozumieniem, innej opcji nie ma

Żegiestów. ,,Zamkną drogę, my zbankrutujemy!” Burmistrz: trzeba podejść ze zrozumieniem, innej opcji nie ma

Trzy lata temu osuwisko zabrało część jezdni drogi wojewódzkiej 971 w Żegiestowie-Zdroju. Pierwszy przetarg na odbudowę trasy skończył się fiaskiem, bowiem wybrany wykonawca ostatecznie się wycofał. Drugie postępowanie przetargowe wyłoniło kolejnego wykonawcę. Zadanie jest trudne. Drogowcy chcą całkowicie zamknąć odcinek, co oznacza, że Żegiestów zostanie odcięty od świata. Trwa szukanie optymalnych rozwiązań. Co również nie jest proste.

Trzy lata temu, po ulewnych deszczach, w Żegiestowie uaktywniło się osuwisko, które zabrało połowę jezdni drogi wojewódzkiej 971. Od tego czasu ruch odbywa się wahadłowo. Odbudowa, to nie jest prosta rzecz, bowiem po pierwsze, chodzi o osuwisko, po drugie – jest to główna droga, więc w razie gdyby cała się osunęła, Żegiestów zostałby odcięty od świata, po trzecie, w bliskim sąsiedztwie są tory.

Pierwszy przetarg na odbudowę zakończył się fiaskiem. Zgłosiło się do niego sześć firm. Propozycje zaczynały się od 2 mln zł aż do niespełna 10 mln. Za najlepszą ofertę uznano tę złożoną przez spółkę Keller Polska z Ożarowa Mazowieckiego. Przedsiębiorstwo chciało naprawić drogę za 2 742 000 zł. Umowy finalnie nie podpisano, bo potencjalny wykonawca wycofał się. Jak udało nam się dowiedzieć, chodziło o nieopłacalność, zbyt duże koszty, które pojawiłyby się w trakcie. W drugim przetargu, na który przeznaczono już 7 742 000 zł, wybrano propozycję spółki Remost z Dębicy. Co ciekawe, postępowanie podzielono na dwie części. Wykonawca może naprawić dwa odcinki drogi, ale i zająć się trzecim. Firma złożyła ofertę na 8 660 452,73 zł, z czego 6 674 844,82 zł za pierwszy wariant i 985 607,91 za drugi.

Wykonawca chce przystępować do prac. Obecnie szukane jest optymalne rozwiązanie, by nie sparaliżować funkcjonowania miejscowości. Padło kilka propozycji m.in. inwestor i wykonawca chcieli ją całkiem zamknąć od godziny 15 do rana.

 – W ubiegłym roku kupiliśmy z żoną przedwojenną willę „Zosieńka” i ją intensywnie remontujemy i przywracamy do funkcjonowania. Otworzyliśmy restaurację, udostępniliśmy część pokoi, na sezon zimowy otworzymy kolejne pokoje. Jeżeli nasi goście, którzy w zimie przyjadą na narty, nie będą mogli wrócić z Jaworzyny czy Tylicza, bo droga będzie zamknięta o 15, to po prostu nie będziemy mieć żadnych. Podobnie z restauracją – otwieramy o 14:00, o 15:00 droga będzie już zamknięta i nikt do nas nie przyjedzie, a mamy codziennie gości z Krynicy, Muszyny czy Nowego Sącza – podkreśla Jakub Kryczyński, właściciel ,,Zosieńki”.

Przedsiębiorca podkreśla, że zamknięcie drogi oznacza dla niego bankructwo, a dla mieszkańców – problemy z możliwością wykonywania pracy.

Szukamy rozwiązań

Na zamknięcie drogi od godziny 15:00 nie zgodził się burmistrz Muszyny i zaproponował, aby wyłączenie z ruchu następowało między 18:00, a 5:45. W ten sposób udałoby się przywrócić do ,,życia” trasę w około trzy miesiące, a później prace byłby kontynuowane do września. Gospodarz Muszyny uspokaja, że podczas budowy wykonawca zapewni komunikację autobusową do i od budowy.

– Ale dokąd? jeżeli ktoś z Piwnicznej pracuje w Krynicy, to co mu da komunikacja autobusowa? A znamy takie osoby – zaznacza Jakub Kryczyński.

Burmistrz Muszyny podkreśla, że perspektywy są dwie – albo droga zostanie wyremontowana, albo zwyczajnie się zawali i do centrum Żegiestowa trzeba będzie jeździć objazdami nawet do 100 kilometrów np. przez Słowację, czy Nowy Sącz.

– Nie da się tego inaczej naprawić, niż zamykając drogę. Nie unikniemy ograniczeń w ruchu, nie ma takiej możliwości, ale chcemy zrobić tak, aby to się odbyło z najmniejszymi szkodami dla interesów mieszkańców. Bo to jest dla mnie ważne. Wykonawca musi zapewnić transport autobusowy i kolejowy także do Piwnicznej-Zdroju – zaznacza burmistrz Jan Golba w rozmowie z naszą redakcją.

W tej sprawie odbyło się wczoraj spotkanie on-line, w którym udział wzięli: wykonawca, inwestor, czyli wojewódzki zarząd dróg, a także gospodarze gmin – Piwnicznej i Muszyny.

Burmistrz Jan Golba szuka rozwiązań w tej sprawie, chociaż to nie gmina jest inwestorem, ale mieszkańców gminy problem dotyczy. Dzisiaj ma się odbyć wizja lokalna i rozmowy z nadleśnictwem, by sprawdzić, czy da się przystosować tamtędy biegnącą trasę rowerową do ruchu samochodów osobowych. Jeśli się uda – kierowcy będą mogli z niej korzystać. Nie byłby to jednak oficjalnie oznaczony objazd.

– Jedyny szlak rowerowy, którym można się przedostać do Muszyny, to 6 km przez Żegiestów i Palenicę, potem Góry Milickie, do Szczawnika i potem do Złockiego. Ten szlak to 6 km przez Żegiestów, potem prowadzi przez 3 km leśną drogą gruntową z zakazem ruchu, potem kolejne 6 km przez Szczawnik, Złockie, do Muszyny – zaznacza właściciel ,,Zosieńki”.

Co do konieczności naprawy drogi i potrzeby tej inwestycji nie ma wątpliwości ani burmistrz, ani przedsiębiorcy, jednak ważne jest znalezienie złotego środka, by po otwarciu trasy, nie okazało się, że turyści nie mają do czego przejeżdżać, bo restauracje zbankrutują. – Cierpliwość, wyrozumiałość, spokój i wspólne działanie – to według burmistrza Muszyny teraz klucz do przetrwania sytuacji i znalezienia optymalnego rozwiązania. Sprawa jest w toku i nie należy do najprostszych.

Czytaj także: Choinka dotarła już na gorlicki rynek. W planach uroczyste rozświetlenie [zdjęcia]

Fot. Krystian Jakub Kryczyński

Filmoteka dts24

218 Videos