Jego mały świat leży na wzniesieniu z dala od centrum miejscowości, a prowadzi do niego wąska, kręta droga. Wokół cisza i spokój. Willę Michała Marszała jednak trudno przeoczyć i to nie tylko dlatego, że obok nie ma zbyt wielu domów. Na kamiennym murku przy wjeździe zobaczyć można logo firmy – DJ Marshall Show. Później odwiedzających wita ogrodzenie z pięciolinią i nutami oraz siedzące na nim metalowe smoki. Na szerokim podjeździe widnieje ułożony z kostki klucz wiolinowy.
Ostatnio policzył, że na studniówkach, które przez te wszystkie lata prowadził, bawiło się w sumie około 180 000 osób, nie mówiąc już o weselach, czy innych imprezach. Terminy w trakcie karnawału ma zarezerwowane do 2027 roku, choć przyznaje, że stara się już trochę mniej pracować. Kocha to, co robi. Swoją markę buduje od lat, a firmę założył w 2006 roku. Znany jest ze swoich zwariowanych pomysłów na urozmaicenie imprez. Sam siebie nazywa perfekcjonistą. Wydarzenia, które prowadzi, to nie tylko muzyka, ale i światła, dym, efekty pirotechniczne, kostiumy, rekwizyty, czy konstrukcje – jak podesty czy stanowiska do konsoli, które sam wymyśla i projektuje. Nieustannie coś udoskonala. Gdy wkracza w ten świat, dostaje ogromny zastrzyk energii.
Michał Marszał mieszka w Korzennej. Niektórzy pytają jego sąsiadów, czy w okolicy nie jest zbyt głośno, skoro znajduje się tam dom DJ-a. Nic bardziej mylnego. To jego miejsce na ziemi, oaza spokoju, do której mnie zaprasza. Dom ma ponad 400 metrów kwadratowych. Wchodząc do środka, można rzucić okiem na przestronny, jasny salon z dużym okrągłym oknem. Za nim widać okazały ogród z równo przystrzyżonym trawnikiem, licznymi roślinami ozdobnymi, fontanną, ogromną altaną i jacuzzi na tarasie. Gospodarz zdradza, że z tyłu posadził sad – 250 drzew. Czereśnie i jabłka niezwykle w tym roku obrodziły.
Showroom
Najciekawsza część domu rodziny Marszałów znajduje się w miejscu, które pierwotnie miało być garażem, choć po bramie garażowej nie został już nawet ślad. W środku natomiast można zobaczyć niebo i posąg Atlasa…
Showroom powstał w 2017 roku. To tu DJ Marshall przyjmuje swoich klientów. Wcześniej zapraszał ich do salonu, a spotkania trwały często do późnych godzin nocnych, co było problematyczne dla jego żony i córek. Była to główna motywacja do stworzenia miejsca, które Michał Marszał nazywa teraz pubem. Klienci wchodzą do środka i przenoszą się niejako do innego świata – świata imprez, luksusu. Czeka na nich bar, stylizowane meble, ciężkie bordowe zasłony, kryształowe żyrandole, nie brakuje dużego ekranu, na którym mogą zobaczyć przykładowe realizacje DJ-a, a wszystko to okraszone jest bogatą sztukaterią, kolumnami i greckimi detalami. Wzrok najbardziej przyciągają dwa elementy – wznoszący się po sufit posąg oraz… sam sufit.
Michał Marszał wspomina, że podczas jednego z wesel, które prowadził, zobaczył w lokalu rzeźbę, która bardzo mu się spodobała. Zamarzył, by wizerunek Atlasa – tytana z greckiej mitologii, podtrzymującego sklepienie nieba – znalazł się w jego domu. Zdobył numer telefonu do autora posągu – krakowskiego artysty Zbigniewa Budnika.
– Kiedy usłyszałem cenę (…)
Cały tekst przeczytasz bezpłatnie w specjalnym wydaniu DTS. Kliknij link i czytaj numer za darmo.
Fot. Arch. DJ Marshalla



























































































































































































































