Zabytków w Sączu wcale nie jest mało

Rozmowa z Leszkiem Migrałą - autorem publikacji „Nowy Sącz - przewodnik śladami przeszłości”

wsb3

- Promocja Pańskiego dzieła odbyła się w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu przed dwoma tygodniami. Pozycję można już zakupić w wielu miejscach. Czym Pan się kierował podejmując się opracowania nowego przewodnika po mieście?

- Można powiedzieć, że wymusił to rynek. Tak po prawdzie przewodników po naszym mieście jest jak na lekarstwo - przewodników monograficznych, nie tylko jakichś okazjonalnych. Dość powiedzieć, że na przestrzeni blisko 130 lat ukazało się ich w sumie 12. Począwszy od publikacji ks. Jana Sygańskiego, kiedy to na 600-lecie miasta w 1892 r. wydał przewodnik pt. „Nowy Sącz i jego pamiątki dziejowe”. Ta publikacja spełniała już kryteria przewodnika monograficznego. A przecież od tego czasu nastąpił burzliwy rozwój miasta i pojawiły się nowe wydarzenia, nowe fakty materialne, nastąpił w ostatnich latach rozwój badań regionalnych. Jakoś to wszystko chciałem uporządkować, stąd pomysł pracy nad tym przewodnikiem.

- Od kiedy zaczął się Pan interesować tak na poważnie dziejami swojego rodzinnego miasta?

- (Śmiech) Można powiedzieć, że od urodzenia… Ale tak na poważnie, zawodowo od ukończenia studiów historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim, kiedy w 1992 r. z okazji 700-lecia Nowego Sącza w Civitas Christiana wydaliśmy I tom „Almanachu Sądeckiego”. Kierowałem tym kwartalnikiem 25 lat. Otworzyło się też w wolnej Polsce większe pole do badań regionalnych. Przed 1990 r. nie było do tego klimatu politycznego, choćby ze względu na cenzurę. Impulsem do tych badań było wspomnienie 700-lecie miasta i wznowienie w zupełnie innym stylu wydania „Rocznika Sądeckiego”, z którym związałem się od 2002 r. A od 2007 r., do niedawna, byłem sekretarzem redakcji.

- Nowy Sącz to nie Kraków z wielkością zabytków. Tych u nas jest jak na lekarstwo. Które z nich uznał Pan za najciekawsze, godne zainteresowania ze strony choćby naszych sąsiadów ze Słowacji?

- Nie jest tak źle z tymi zabytkami. Nie jest ich znowu tak mało. Godne polecenia turystom, także ze Słowacji, jest bazylika św. Małgorzaty. Na początku XIX w. Austriacy dokonali na tej świątyni barbarzyństwa niszcząc jej gotycki charakter. Trwało to niemal 130 lat i dopiero w latach 50. ówczesny proboszcz ks. Władysław Leśniak z pomocą finansową wiernych przywrócił np. gotycki charakter wieżom kościelnym, później nawie głównej. Te prace tzw. regotyzacji trwały do 1970 roku.

- Co Pan w swoim przewodniku jeszcze poleca zwiedzającym miasto rodakom i cudzoziemcom?

- Do takich zabytków niewątpliwie należą: kościół pw. św. Ducha - dawny klasztor norbertanów, a później jezuitów, dawny kościół franciszkanów a od lat zbór ewangelicki, kamienica Lubomirskich, czyli Sądecka Biblioteka Publiczna, kościoły św. Elżbiety, kaplica szkolna św. Kazimierza i wiele innych.

- Czytając monografię i przeglądając cenne zdjęcia w Pańskim dziele „Nowy Sącz przewodnik śladami przeszłości” ma się ochotę wziąć do ręki książkę i samotnie podążać wytyczonym przez Pana szlakiem, zwłaszcza, że dużym walorem są plany miasta.

- O to mi właśnie chodziło. Poszczególne rozdziały są tak ułożone, że idąc od północy miasta od Baszty Kowalskiej i kierując się do Rynku, Jagiellońską po kolei mijamy lata i obserwujemy, jak się miasto rozwija od starodawnych czasów. Właśnie na osi północ-południe. Warta obejrzenia jest secesja kamienic przy Jagiellońskiej, potem podążamy Plantami, ul. Kunegundy i mamy wspaniały przykład budownictwa przemysłowego, Starą Kolonię, dworzec kolejowy, Dom Robotniczy. Mamy całą historię miasta. Wymieniam tutaj jedynie hasła naszej wędrówki. A przecież trakt węgierski prowadził na Słowację m.in. do Starej Lubowli, Podolińca i dalej na południe. Chciałem to w moim przewodniku mocno uwypuklić.

- Olbrzymim walorem przewodnika są zdjęcia oraz stara ikonografia miasta i jego przedmieść.

- W wydaniu tej książki wielkie zasługi dołożyło wiele osób. Przede wszystkim wydawca Flexergis, spółka kierowana przez Marka Urbana, zdjęcia archiwalne udostępnił Robert Ślusarek, dyrektor Muzeum Okręgowego, a zdjęcia to zasługa fotografików – Piotra Droździka, Kazimierza Fałowskiego, Sławomira Sikory, Józefa Steca i Piotra Tengowskiego. Zapraszam do lektury.

Fot. Monika Zagórowska

 

KOMORA

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.