Rozmowa z dr Martą Brachowicz, sądeckim psychoterapeutą, psychologiem i pedagogiem

- Stawia Pani pytanie: Dlaczego dzieci chorują? Czy odpowiedź nie jest prosta: Dlatego, że mają infekcję?

BOCHENSKI

- Dzieci chorują, bo na przykład choruje rodzina. Pojawiają się konflikty, rozwody.

- Czyli nie mówimy tu o bakteriach i wirusach?

- Nie, nie mówimy tu o grypie. Choć zaburzenia lękowo-depresyjne można porównać do infekcji. Dziecko bowiem może zostać czymś zainfekowane, co wywoła u niego taki stan. To nie jest jednak choroba fizyczna, chociaż lekarze podają w takich przypadkach lekarstwa przeciwdepresyjne, przeciwlękowe. Trzeba jednak głośno powiedzieć, że one pomagają tylko ograniczyć lub usunąć objawy, by dziecko nie cierpiało. Przyczyna nadal jednak istnieje.

- Jakie więc mogą być przyczyny tej infekcji?

- Wspomniane już problemy rodzinne. Gdy pojawia się rozwód, alkohol czy po prostu brak czasu dla dzieci ze strony zapracowanych rodziców. Rodzice wracają wieczorami i ich kontakt z dziećmi ogranicza się do krótkiego zapytania: Czy wszystko w porządku? Później każdy ucieka do swoich zajęć i jako samotne okręty funkcjonują w swoich pokojach. Do „zainfekowania” może też dojść na przykład w wyniku straty.

- Śmierci?

- Dziecko trzeba przygotować na takie sytuacje. Niestety, znam rodziców, którzy, gdy córce zdechł chomik, szybko pobiegli do sklepu zoologicznego, by kupić nowego. Licząc przy tym, że mała nie zauważy różnicy. Tymczasem pytania o śmierć są wpisane w rozwój dziecka. W pewnym momencie z pewnością usłyszymy: Mamo, czy ty umrzesz? I tu rodzi się pytanie do rodzica, czy jest przygotowany na to, by dać dziecku odpowiedź.

- Śmierć rodzica to również źródło „infekcji”?

- Strata rodziców jest dla dziecka bardzo bolesna. Badania pokazują, że jeśli dziecko straciło mamę, ma zakorzenione poczucie braku bezpieczeństwa i jest to element związany z depresyjnością.

- Babcie, ciocie mogą załagodzić ten brak?

- Tak, ale nigdy nie w takim stopniu, jak zrobiłaby to matka.

- Jakie są inne źródła „infekcji”?

- Jest ich naprawdę bardzo wiele. Mówiłam o rodzinie, ale do „zainfekowania” mogą przyczynić się też rówieśnicy. Powszechny dziś hejt, porównywanie się, wykluczanie z grupy. Dzieci boją się samotności, chcą być kochane i akceptowane, a z drugiej strony potrafią być wobec siebie bezwzględne. Jeśli ktoś podchodzi do dziecka i chwali go publicznie, w pozostałych zamiast poczucia dumy rodzi się zazdrość i zawiść. Problem tkwi też w nauczycielach. Dzieci czują, że dzielą ich na tych, których bardziej lub mniej lubią. Ponadto szkoła nie idzie z duchem czasu, co sprawia, że często słyszymy ze strony młodych: „Po co się uczyć? Mój tata wyjedzie za granicę i zarobi więcej niż osoba z wyższym wykształceniem”. Trudno się kłócić z takim argumentem. Szkoła stawia na pamięciowe, a nie praktyczne nauczanie. A dziś dzieci w rozwoju umiejętności praktycznych wyprzedzają nas, dorosłych, i to znacznie. Potrzebują więc stymulacji. Kiedyś mówiło się o ADHD, teraz o potrzebie ciągłego dziania się. Coś, co jest statyczne, dla młodych po prostu oznacza nudne. W takiej sytuacji nie mają motywacji do podejmowania wysiłku, a to kolejny objaw, który niesie za sobą depresyjność.

- To znaczy, że szkoła prowadzi dziecko do lęków i depresji?

- Aż tak nie można uogólniać. Do depresji na pewno nie prowadzi jeden czynnik. To zwykle zespół czynników, które się kumulują, niosąc za sobą nieraz tragiczne skutki. „Infekowanie” może być nieraz po stronie samego dziecka, które ma niską samoocenę, negatywne nastawienie do świata, mówi o sobie „Jestem debilem”, „Do niczego się nie nadaję”.

- Ale to pewnie też ma swoje drugie dno?

- Dzieci, jeżeli nie dostają pochwał, to wolą dostać karę i mieć poczucie, że zostały zauważone, niż że ktoś je potraktował z obojętnością.

- Kiedy mówimy o depresji? Jakie są jej objawy u dzieci i młodzieży?

- Diagnozowanie depresji u dzieci i młodzieży nie jest łatwe. Często depresja ma w ich przypadku tendencję maskującą. Różnica między depresją u dzieci a u dorosłego polega między innymi na tym, że zamiast smutku pojawia się drażliwość, złość, podenerwowanie, wahania nastrojów. Depresji towarzyszy lęk, dlatego mówi się o zaburzeniach lękowo-depresyjnych. Dorosłym depresja nie kojarzy się ze złością i lękiem. Łatwiej nam mówić, że jest się smutny, niż że czegoś się boję. Dlaczego? Bo smutek jest społecznie akceptowany, a lęk niekoniecznie.

- Ale bunt, złość, agresja to cechy, które naturalnie przypisujemy dojrzewającym nastolatkom.

- Dlatego zwykle, gdy przychodzą do mnie rodzice z nastolatkiem, proszę, aby zrobili badania pod kątem hormonalnym, związane z testosteronem. Nie można tylko na podstawie złości stwierdzić, że mamy do czynienia z depresją. Za tym idą też inne objawy. Uważny rodzic dostrzeże, że zmieniło się funkcjonowanie dziecka, na przykład było energiczne, towarzyskie, a teraz nie wychodzi z domu, jest smutne i jakby nieobecne. Niepokojącymi objawami może być utrata zainteresowań, izolacja, zmęczenie, brak siły i motywacji. Do myślenia powinno dać również brak apetytu lub nadmierny apetyt dziecka, tak zwane zajadanie napięcia, również dolegliwości, które nie mają podstaw medycznych: zaburzenia snu, ból brzucha, głowy. Rodzice często mi opowiadają, że byli u lekarza, ale ten stwierdził, że wszystko jest w porządku. Depresyjne dziecko balansuje też na granicy między życiem a śmiercią. Próbując poradzić sobie ze smutkiem, złością, ucieka w alkohol, narkotyki. Dochodzi też do samookaleczeń.

- W ten sposób chcą zwrócić na siebie uwagę?

- To też. Ale, kiedy rozmawiam z młodzieżą, okazuje się, że samookaleczanie przynosi im po prostu ulgę. Zadaję sobie wówczas pytanie, ile w nich musi być napięcia! Niedawno przeczytałam, co mnie mocno zastanowiło, że w rozwoju dziecka ważne jest, czy rodzice pozwalają mu na złość. Jeżeli ta emocja nie jest przez dorosłych akceptowana, to dziecko kumuluje tę złość w sobie, byle nie utracić miłości rodzica. Ma to swoje konsekwencje w ciele – objawia się spłyceniem oddechu, napięciem, blokadą w ciele, wypieraniem emocji, ale będą sytuacje, gdy dziecko będzie tracić kontrolę. Kij jednak ma dwa końce. Hamowanie złości, to jak napychanie worka coraz to większą ilością rzeczy. On ma swoją pojemność, jak się ją przekroczy zwyczajnie pęknie.

- Co to znaczy pozwolić dziecku na złość? Trudno zaakceptować krzyki malca, tupanie nogami i zwalanie produktów ze sklepowych półek, bo nie dostał zabawki, którą chciał.

- Nie chodzi o to, by dziecko niszczyło czyjąś własność i wpadało w histerię. Pytanie, czy rodzic potrafi wówczas opanować swoje emocje i ze spokojem podejść do dziecka i krótko zakomunikować: „Tak nie wolno” bądź wziąć za rękę i powiedzieć: „Wychodzimy ze sklepu, twoje zachowanie jest niegrzeczne”. Dziecko niestety często nakręca się przez emocje rodziców, którzy w złości na malca zaczynają mu wygłaszać kazanie. Tymczasem on zrozumie z tego tylko jedno, pierwsze zdanie, reszta w ogóle do niego nie dociera.

- Jaka jest skala zjawiska depresji u dzieci i młodzieży?

- Ostatnie statystyki WHO [Światowa Organizacja Zdrowia – przyp. red.) wskazują, że na depresję może cierpieć 0,3 procenta dzieci w wieku przedszkolnym, dwa procent dzieci wczesnoszkolnych i aż cztery-osiem procent nastolatków. Niestety zjawisko ma tendencję wzrostową. Badania mówią również, że objawy depresyjne częściej obserwowane są u dziewczynek niż u chłopców. Choć powiedziałabym, że to zaczyna się zmieniać. Chłopcy są dziś bardziej wrażliwi, dziewczynki z kolei stają się bardziej zadziorne, ale i przebojowe.

- Czyli role się odwracają? Z czego to wynika?

- To temat kolejnych rozważań, które można zacząć od pytania: Gdzie są nasi mężczyźni? Gdzie są nasi mężowie? Przyczyna może też tkwić w tym, że kobiety w pewnym momencie się zbuntowały, że zepchnięto ich role do rodzenia dzieci i opiekowania się domem. Chciały rozwijać się zawodowo. Pojawiała się więc element rywalizacji z mężczyznami i to niesie za sobą szereg konsekwencji. Wiele z takich kobiet ma problemy z zajściem w ciążę. To niestety problem rywalizacji z mężczyzną nawet na poziomie plemnika. Ale, jak powiedziałam, to temat na osobną rozmowę.

- Co zatem uzdrawia dzieci?

- Przede wszystkim uwaga rodziców. Bycie przy dziecku, uważne słuchanie, rozmowa. Więź z rodzicami jest najlepszą ochroną przed wszelkimi infekcjami.

Wykład dr Marty Brachowicz „Dlaczego dzieci chorują i co je uzdrawia?” otworzy konferencję na temat zaburzeń lękowo-depresyjnych u dzieci i młodzieży 27 maja, w WSB-NLU w Nowym Sączu. Organizatorem wydarzenia jest Fundacja Ostoja. Wstęp wolny, ale wcześniej trzeba się zapisać na stronie www.ostoja.szkola.pl lub pod nr tel. 733737578.

 

 

TRADYCJATEXT

1 comment

  1. Aga 29 Maj, 2019 at 16:50 Odpowiedz

    U mojej siostry stwierdzono właśnie zaburzenia lękowo-depresyjne.
    Siostrę już zapisaliśmy do ośrodka, polecono nam Szpital Psychiatryczny w Konstancinie. Ale siostra jeszcze przez tydzień będzie z nami w domu i zupełnie nie wiemy co robić. Ciągle jest na nas zła i nie chce rozmawiać. Co mamy zrobić?

Wypowiedz się w tej sprawie