To było podpalenie? Rok od pożaru, a pytań tak wiele [FILM]

To było podpalenie? Rok od pożaru, a pytań tak wiele [FILM]

Płonący pustostan, który określany jest mianem Starego Młyna, stał się ogromnym wydarzeniem na skalę Nowego Sącza. Strzelające w niebo płomienie widoczne były poza granicami miasta, a czerwona łuna wzbudzała ciekawość ze znacznie większych odległości. Prawie stu strażaków w akcji wygrało walkę z żywiołem, natomiast później do działania ruszyły stosowne instytucje. Dzisiaj, w pierwszą rocznicę tej sytuacji, przyglądamy się postępom, jakie zostały poczynione w sprawie. Budynek miał być rozebrany, ale nadal stoi…

Aby spojrzeć na to wydarzenie z perspektywy minionych dwunastu miesięcy, odwiedziliśmy komendę Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Sączu. To strażacy byli przecież głównymi bohaterami tej sytuacji, w której trzeba było walczyć o bezpieczeństwo całej okolicy, w której znajdują się między innymi dwa budynki szpitalne, w tym jeden położniczy. – Ten pożar został zakwalifikowany w naszej nomenklaturze, jako bardzo duży. Ogień był widziany z daleka, toteż już podczas dojazdu na miejsce pierwszych zastępów Państwowej Straży Pożarnej, dowódca zwrócił się do stanowiska kierowania o zadysponowanie dodatkowych sił i środków – opowiedział nam st. kpt. Mateusz Górski, zastępca dowódcy JRG PSP. 

– Głównym problemem, który już w pierwszej fazie dał się zauważyć, to był rozmiar pożaru, ale też zagrożenie dla sąsiednich budynków. Tam było zagrożonych pięć sąsiednich budynków, ale też skład z maszynami budowlanymi. Udało się te obiekty obronić przed zniszczeniem. Oczywiście powstały na nich uszkodzenia w postaci stopienia elewacji czy okien. Natomiast większość obiektów udało się ochronić – dodał nasz rozmówca. 

Co w tej akcji stanowiło największe niebezpieczeństwo? – Dużym zagrożeniem podczas prowadzenia takich działań jest bezpieczeństwo samej budowli. Wysokie ściany stanowią zagrożenie, ale też stropy które często w takich pożarach, zwłaszcza jeśli konstrukcja jest drewniana, przepalają się. Zawalają się do środka, co też utrudnia akcję gaśniczą. Robi się wówczas wielowarstwowa powierzchnia do gaszenia. Ważne są też konstrukcje i pokrycie dachu, które po przepaleniu po prostu spada – podkreślił oficer Straży Pożarnej. 

– Akcja bardzo długa. Trwała praktycznie 23 godziny, zaangażowała duże siły i środki. Mówimy tutaj o dokładnie 17 zastępach i ponad 90 ratownikach, którzy brali udział w działaniach – podsumował st. kpt. Mateusz Górski w rozmowie z DTS24

Głównym pytaniem nurtującym nowosądeczan było, czy doszło do podpalenia. Krążyło wiele teorii, ale ta przewijała się wówczas najczęściej. Z okazji rocznicy udaliśmy się zatem do Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu, aby dopytać o śledztwo. Czy można dziś powiedzieć, że każda realna przyczyna przez te dwanaście miesięcy została sprawdzona, w tym również celowe wzniecenie pożaru? – W toku prowadzonego postępowania zakłada się wiele wersji śledczych, które podlegają gruntownej weryfikacji. Niewykluczona jest też wersja o celowym podpaleniu. Ta wersja jest przez prokuraturę weryfikowana –  powiedziała nam prokurator Justyna Rataj-Mykietyn.

– W tej chwili niewyjaśniona pozostaje tożsamość osób, które przebywały w rejonie pożaru. Zabezpieczono zapisy kilkunastu kamer. Poddawane one są szczegółowym oględzinom i analizom. Na ich podstawie wytypowano trasy przejścia, a także osoby które mogą mieć związek z tym zdarzeniem. W wyniku tych analiz przeprowadzono również liczne przeszukania i zabezpieczono różne dowody, między innymi różne nośniki danych, które aktualnie poddawane są szczegółowym oględzinom. W tym celu wykorzystywane są wszystkie możliwości techniczne, w celu poprawy jakości tych nagrań. Czekamy na opinie biegłych w tym zakresie. Dlatego trzeba przyznać, że te zapisy monitoringu mają bardzo istotne znaczenie dowodowe w tej sprawie – wyjaśniła rzeczniczka prasowa prokuratury.

Czy w toku śledztwa pojawiły się jakiekolwiek sygnały, że ten obiekt mógł być wcześniej przygotowany do pożaru? – Trudno powiedzieć, że obiekt miał być przygotowany do pożaru. Trzeba mieć na względzie, że w tym miejscu były składowane różne przedmioty, które mogły sprzyjać rozprzestrzenianiu się ognia. Między innymi stare meble. Dostęp do tego obiektu był również swobodny. Natomiast nie ma sygnałów świadczących o tym, że w jakiś specjalny sposób obiekt został przygotowany do pożaru – podkreśliła nasza rozmówczyni.  

Dlaczego to śledztwo wymaga aż tyle czasu? – Czas trwania śledztwa uwarunkowany jest ogromną ilością czynności dowodowych, które w tej sprawie były przeprowadzone i których potrzeba przeprowadzenia jeszcze zachodzi. Trzeba mieć na względzie, że śledztwo to ma charakter złożony i w istocie czas trwania postępowania nie odbiega od podobnych postępowań o podobnym stopniu skomplikowania – dodała Justyna Rataj-Mykietyn. 

– Aktualnie oczekujemy na uzyskanie specjalistycznych opinii biegłych i w związku z tym aktualnie śledztwo to jest zawieszone. Natomiast po uzyskaniu opinii biegłych śledztwo zostanie podjęte i czynności dowodowe w tej sprawie będą kontynuowane – podsumowała rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu. 

Ważnymi instytucjami, z którymi bezwzględnie musimy jeszcze w tej sprawie porozmawiać, to konserwator zabytków oraz Inspektor Nadzoru Budowlanego. Stamtąd pochodzą bowiem decyzje, o konieczności rozebrania Starego Młyna. Miało to się wydarzyć do końca lutego w ubiegłym roku. Szacunkowy koszt takiego działania to 150 tysięcy złotych. Właściciel obiektu się nie zastosował. Takie sprawy mogą trwać latami… Niebawem kolejna część reportażu.

Czytaj także: Agent specjalny i syndrom władzy. Awantura na rondzie [FILM]

fot. Michał Śmierciak

Filmoteka dts24

195 Videos