Na jednej, pożółkłej kartce – imię, ulica, numer obozowy i historia, która w niemieckim katalogu aukcyjnym opisana została jako filatelistyczny „walor”. List napisany w Auschwitz przez Jana Krokowskiego, sądeczanina, harcerza, żołnierza konspiracji, więźnia nr 226, jednego z pierwszych Polaków deportowanych do obozu miał zostać wystawiony na aukcję. Ta aukcja nie miała prawa się wydarzyć.
Dom aukcyjny Felzmann w Niemczech zapowiedział sprzedaż ponad sześciuset dokumentów z czasów nazistowskiego terroru: listów więźniów, akt sterylizacji, dokumentów osób prześladowanych. Wszystko opatrzone tytułem: „System terroru 1933–1945. Część II.” Wczoraj Polsat News pokazał światu, co naprawdę znajduje się w katalogu. Głos zabrała Barbara Wojnarowska-Gautier, była więźniarka Auschwitz. – To nieetyczne. Tego się nie robi. To pamięć ludzi, którzy zginęli. Pytała też, jak to możliwe, że pamiątki wynoszone latami z rodzinnych domów trafiają do prywatnych kolekcji. Jak to się dzieje, że listy, które rodziny trzymały jak relikwie, lądują na aukcjach obok znaczków i banknotów?
Po tej reakcji ruszyła lawina: Prezydent RP zażądał wykupu i zwrotu wszystkich artefaktów i nazwał je częścią „rachunku reparacyjnego”, Ministerstwo Spraw Zagranicznych interweniowało u strony niemieckiej, Ministerstwo Kultury rozpoczęło działania w celu ochrony pamiątek po ofiarach obozów. Efekt był niemal natychmiastowy: wszystkie obozowe dokumenty zniknęły z katalogu, a aukcja została odwołana.
Jeden artefakt okazał się szczególny i zwrócił uwagę Pawła Sikory, naszego kolegi – dziennikarza, który swoją zawodową przygodę rozpoczynał niegdyś w nowosądeckim Radio Echo, a od 2008 przygotowuje informacje ze świata sportu dla telewizji Polsat.
„An Herrn
Johann Krokowski
Neu Sandez
Mickiewiczgasse 14”
To okupacyjna forma adresu: Nowy Sącz, ulica Mickiewicza 14. Ale najważniejsze znajduje się w rubryce „Absender”, nadawcy. A tam:
„Schutzhäftling Pöl. Krokowski Johann
geboren am 8.5.1921
Gef.-Nr. 226, Block 3
Konzentrationslager Auschwitz O/S”
To nie jest „jakiś Krokowski”. To jest Jan Krokowski. Urodzony 8 maja 1921. Aresztowany w styczniu 1940. Deportowany do Auschwitz w październiku 1940. Więzień o numerze 226 – jednym z najniższych przyznanych Polakom. Kartę pisał ten sam człowiek, którego nazwisko nosi dziś ulica w Nowym Sączu. To list Jana Krokowskiego do jego własnego domu.
Regulamin obozowej korespondencji był nieludzko drobiazgowy: 15 linijek, tylko po niemiecku, żadnych paczek, żadnych zdjęć, żadnych próśb o zwolnienie, żadnych odwiedzin, błędnie zaadresowaną korespondencję niszczono.
W rubryce „Meine Anschrift” więźniowie musieli podać swój adres rodzinny, bo tylko tam wolno było im pisać. Dlatego Jan Krokowski napisał kartkę do domu, na Mickiewicza 14.
I ta właśnie kartka, pisana w Auschwitz ręką 19-letniego chłopaka, trafiła po latach do prywatnej kolekcji. A później do katalogu. Z ceną.
Kim był Jan Krokowski?
Był harcerzem, członkiem konspiracji. 18 stycznia 1940 roku aresztowało go gestapo . W październiku trafił do Auschwitz pierwszym transportem Polaków. Nie zginął. Przeżył Auschwitz. Przeżył Sachsenhausen. Po wojnie zeznawał w procesach niemieckich zbrodniarzy. Jako świadek, który widział rzeczy, których nie powinien widzieć żaden człowiek. Był jednym z tych, którzy wrócili. I właśnie dlatego jego list jest jak oddech w piętnastu linijkach, które SS zgodziło się wypuścić za druty. Na pożółkłej karcie jest coś, czego nie da się ani kupić, ani sprzedać: człowieczeństwo, które przetrwało obóz, a prawie przegrało z rynkiem.
źródła: polsatnews.pl; Archiwum Instytutu Pileckiego, Zapisy Terroru, Jan Krokowski, Zeznanie z postępowania sądowego/karnego z 15.09.1947, [dostęp: 17.11.2025], oryginał: Instytut Pamięci Narodowej, GK 196/137.












































































































































































































