Z Nowego Sącza do Krakowa w godzinę zamiast trzech. Nowoczesna linia kolejowa i najdłuższy tunel w Polsce mogą zmienić filozofię podróżowania. Czy nowe połączenie kolejowe stanie się impulsem rozwojowym dla Sądecczyzny? Jak rewolucja kolejowa wpłynie na mieszkańców? Jakie są jej mielizny? Rozmawiamy z urodzonym w Krynicy sądeczaninem profesorem Andrzejem Szaratą, rektorem Politechniki Krakowskiej.
– Lubił Pan w dzieciństwie pociągi?
– Nadal lubię wszystkie mechaniczne urządzenia, a lokomotywa od zawsze była jednym z tych, które mnie fascynowało. Mieszkałem obok Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego w Nowym Sączu, tam stał mój rodzinny dom, a koło niego przechodziły całe zespoły kolejarzy wychodzących czy przychodzących do pracy. W moim krajobrazie zawsze byli obecni, i to blisko. Parowozem jeździłem regularnie do Limanowej, to była wielka frajda, nawet wtedy jak w oczy wpadał mi gryzący dym z buchającej parą lokomotywy. I chyba miałem w życiu szczęście, bo pasja została moją pracą, a zawód, który wykonuję dziś, a jestem w dużym uproszczeniu planistą transportu, powiązany jest także z koleją.
– Dziś o kolei i Nowym Sączu mówi się w kontekście rewolucji kolejowej. Dlaczego trzeba było tak długo na nią czekać?
– Proces inwestycyjny w kolejnictwie jest mocno skomplikowany i długotrwały. Kolej przez wiele, wiele lat była traktowana jako gorszy brat wśród innych braci infrastrukturalnych. Przez długi czas ogromne pieniądze pompowano w drogi, co zresztą widać. Na początku lat 90. mieliśmy nieco ponad 300 kilometrów dróg szybkiego ruchu, teraz jest ich ponad 5 tysięcy, to gigantyczny przeskok. W kolei w ciągu tych lat powstały pojedyncze linie, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. Trasa z Krakowa do Nowego Sącza, budowa połączenia Podłęże-Piekiełko to jedyna poważna linia kolejowa, która w Polsce od transformacji ustrojowej była realizowana. To niemalże symbol tego, jak traktowano w naszym kraju kolej.
Na szczęście to się zmieniło. W mojej ocenie tym punktem przestawienia zwrotnicy było Euro 2012. Od tego czasu zaczęto konsekwentnie inwestować w kolej, rewitalizowano ją i modernizowano, co obserwuję na co dzień. Przez siedem lat byłem dziekanem na Wydziale Inżynierii Lądowej Politechniki Krakowskiej, gdzie jest między innymi specjalność kolejowa na kierunku budownictwo. Kiedy objąłem to stanowisko, nie cieszyła się zbytnią popularnością i szacunkiem, a skrót „DK”, czyli Drogi Kolejowe był rozwijany przez studentów jako Dziekan Kazał. Studiowanie tam było niemalże jak zesłanie.
I to się zmieniło. Firmy kolejowe kompletują nowoczesną kadrę, przewoźnicy i operatorzy mają dobre oferty dla absolwentów, kolej w tym momencie przeżywa absolutny boom. Więc jeśli ktoś poszukuje kierunku studiów, zachęcam do wzięcia pod uwagę ścieżki kolejowej. Bo to, że się buduje nowe linie to jedno, ale trzeba je przecież później utrzymywać, modernizować itd. Są ogromne obszary do zagospodarowania, począwszy od sterowania ruchem, bezpieczeństwa na kolei, skończywszy na podtorzu – budowie nasypów, skarp, obiektów kolejowych, rozjazdów kolejowych, projektowaniu zwrotnic. To pasjonujące i idą za tym coraz większe pieniądze.
– Rozumiem, że wzrasta lub zostaje przywrócony prestiż zawodów związanych z kolejnictwem? (…)



































































































































































































