Wieczór zasnuł znowu kawiarniane progi; światła zmiękły i rozlały się po wnętrzu. Goście przywarli do krzeseł, wtulili się w szkło, podparli ściany. Jestem tam. W końcu cud MIÓD – duet Aleksandry Luberdy i Alicji Stępniak – zrobił mi to, czego oczekiwałem, że zrobi, kiedy już tu dotrą. Stanęły, zagrały, wplotły swoje głosy w przestrzeń, jakby inkantowały zaklęcia ukryte w nutach. Pewnie i zwiewnie, słowa nie rzucone na wiatr, ale na prawdę – przemyślane, obdarzone mocą.
Magiku, magiku, wezwij mnie na swą scenę, okryj peleryną, nakryj kapeluszem – bym mógł się naprawić, odczarować; by słowa i dźwięki zaczęły krążyć we mnie na nowo, bym mógł wesprzeć się na nich, łapiąc czas. Ale jeszcze nie teraz, nie, gdyż teraz słyszę głos – tak ciepły i spokojny – i instrumentarium, tak proste i doskonałe. Słyszę przypomnienie. Coś bliskiego, niemal zapomnianego – tęsknoty zaklęte w poezji, wyciągnięte z pradawnych ksiąg o magii chwil, które dla mnie zawsze miały moc przenoszenia. Gdzie indziej – gdzie lepiej. Dorosłem znów i znów zapomniałem, że istnieją jeszcze takie drzwi. A przecież miałem kiedyś w sobie dość fantazji, by o nie dbać. Jak w blasku miodu – ciepłym i lepkim – wspomnienia unoszą się w przestrzeni kawiarni, tej Kawiarni; dotykają, nęcą, skapują na krawędzie zmysłów.

Jest w muzyce Miodu coś, co prowokuje, co otula, ale i coś, co impregnuje na przyziemność i ziew nudy. Wspieram się o tę ścianę. Po kątach inni goście zastygają w bezruchu. Patrzcie, jak patrzymy na zaimprowizowaną scenę. Na siebie. Jak wylatujemy przez okna – nad Planty, nad którymi noc powoli rozpina swoje gwiazdy na chłodnym niebie.
To był wieczór, w którym wszystko stanęło w miejscu, a muzyka stała się zaklęciem, prowadzącym mnie za rękę przez myśli pełne spokoju, magii i tego, co z perspektywy osoby kończącej ten tekst mogę określić jako noc niewypowiedzianego piękna i noc niewypowiedzianej straty. Straty, kiedy znowu liczę do pięciu, odwracam się i wychodzę – kiedy rozpływam się w myślach i melancholii, kiedy wyruszam gdzieś daleko, a co zaczęło się tutaj. W pięknie, które zastałem, a które weszło mi promenadą ciszy i harmonii. Preludium do wszystkich moich przyszłych narracji, które mogę wam obiecać.
Foto/wideo: Bartosz Szarek
















































































































































































































