SBB w Nowym Sączu. Muzycy i Muzyka pisani wielką literą

SBB w Nowym Sączu. Muzycy i Muzyka pisani wielką literą

W kolarskim Giro d’Italia o takich spektaklach mówi się „tappone”. Na najwyższe szczyty z łatwością wjeżdżają tylko najwięksi mistrzowie. Inni nigdy nie będą w stanie wspiąć się na ten poziom. SBB w Nowym Sączu zagrało koncert absolutny. Nawet wytrawni bywalcy sal koncertowych przyznają, że takiego muzycznego spektaklu już nikt może nie powtórzyć. Czas to zweryfikuje.

Choć Józef Skrzek, Jerzy Piotrowski i Apostolis Anthimos grają razem od 55 lat, ich muzyka okazuje się całkowicie odporna na upływ czas. Szkoda tu miejsca na banały „starzeje się jak markowe wino” (bo to oczywiste), ale z pewnością nieustająco dojrzewa. Te same kawałki (przepraszam – utwory), które słyszałeś 30-40 lat temu i już wówczas zachwycały, dzisiaj brzmią jeszcze lepiej. Soczyściej, jeszcze odważniej, z jeszcze większym rozmachem i muzyczną wyobraźnią. Ktoś zapyta, skąd się bierze ta ściana muzyki, przecież na scenie znajduje się ledwie trzech facetów, a mamy wrażenie, jakby grał duży band. Po pierwsze i kluczowe, każdy z nich jest majstrem w swoim fachu, wirtuozem swojego instrumentu. Po drugie zaś, Józef Skrzek podczas występu nieustająco programując swoje syntezatory na konkretne motywy, buduje złudzenie, że słuchamy multiinstrumentalnej kapeli (jazzowej, rockowej* – niepotrzebne skreślić). Ale to przecież nie jest złudzenie, to się naprawdę dzieje. Precyzyjniej – działo się w czwartek w sądeckim Sokole, w ramach trasy Tour 2026.

– Obawiam się, że trudno będzie się jeszcze znaleźć na lepszym koncercie – mówił Krzysztof „Wagon” Warzecha, który słucha SBB od końca lat 70. XX wieku. – To monumentalne brzmienie, do którego nie potrzebne było nawet nadzwyczajne zaangażowanie gitary Anthimosa, który zwykle miewał więcej partii solowy. Jerzy Piotrowski to pewnie jeden z najlepszych perkusistów na świecie i nie można się przestać zachwycać tym co robi na scenie.

I faktycznie, kiedy operował pałeczkami, można było odnieść wrażenie, że smugi jakie zostawiają w powietrzu to efekt ponaddźwiękowej prędkości. Z kolei uderzenie stopy bębna Piotrowskiego sprawiało, że zwykły teatralny fotel „Sokoła” stawał się fotelem terapeutycznym z funkcją masażu – kręgosłupa i duszy.

– Cieszę się, że muzyka SBB podobała się mojej córce Zosi, jej koledze Wojtkowi, czyli maturzystom, ludziom chyba najmłodszym na sali, ale też starszej córce Inez. Reszta widowni, w tym ja, była pokoleniowo z innej półki, ale widziałem, że reagowali, jakby czas nie miał do nich dostępu – relacjonował muzycznych koncertów w całej Europie Włodzimierz Dunikowski.

– Było magicznie – dodaje Paweł Gnutek. – Dobrze, że są jeszcze tacy Muzycy i dzięki nim możemy zanurzyć się w przeszłości, za którą tęsknimy i w pięknie Muzyki.

Zachowujemy pisownie oryginalną tej krótkiej recenzji – Muzycy i Muzyka pisani wielką literą. A owacje dostali na stojąco.

Fot. Kinga Ptak | MCK SOKÓŁ

Filmoteka dts24

211 Videos