Sandecja jest bezradna u siebie. Stadion trzeba odczarować

Sandecja jest bezradna u siebie. Stadion trzeba odczarować

Przegrane spotkanie w ostatnią sobotę było trzecim, jakie Sandecja rozegrała na własnym obiekcie, po jego oficjalnym otwarciu. Tak się składa, że kibice niemal w każdym z tych meczów zapełnili trybuny stadionu, ale zwycięstwa swojej drużyny jeszcze tam oglądać nie mogli. Ogólnie we wszystkich wrześniowych rywalizacjach Biało-Czarni zanotowali tylko jedno zwycięstwo, dwie porażki oraz remis. Ten bilans daje cztery zdobyte punkty na dwanaście możliwych.

Unia Skierniewice okazała się lepsza niż nowosądeczanie. Pomimo, iż to Sączersi zdobyli pierwszego gola w tym meczu, to później dali sobie strzelić trzy gole, a następnie musieli przełknąć gorycz porażki. To spotkanie miało jeszcze jeden wydźwięk, bo w 20. minucie Łukasz Mierzejewski z powodu problemów ze zdrowiem opuścił ławkę rezerwowych, a po zakończeniu rywalizacji wylądował na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Obecnie wiemy, że szkoleniowiec po badaniach wyszedł już ze szpitala bez groźnej diagnozy.

– Trener się źle poczuł w pierwszej połowie i musiał opuścić ławkę rezerwowych. Byliśmy w kontakcie z trenerem, natomiast musieliśmy my reagować na wydarzenia na boisku i brać to na klatę. Jak to się mówi, jak faceci. Tak samo chłopcy… trzeba to przyjąć teraz na siebie i tyle. Poprawić grę i iść do przodu dalej – mówił po meczu Marek Sromek, asystent i analityk w sztabie szkoleniowym Sandecji.

Jak sam przyznał, nie był to dobry występ w wykonaniu gospodarzy. – Nie ułożył się ten mecz tak, jakbyśmy tego chcieli. Mieliśmy na niego plan, tak jak zawsze, natomiast źle zareagowaliśmy na boisku na pewne sytuacje i wydarzenia. Wiedzieliśmy, że przeciwnik nas wysoko pressował. Chcieliśmy spod tego pressingu wychodzić długim podaniem na dziewiątkę i wsparciem dziesięć, natomiast zbyt długo przetrzymywaliśmy piłkę. To samo się stało przy otwarciach, kiedy już przegrywamy, to zamiast szukać przestrzeni u góry, skupiamy się na otwarciu krótkim. Z tego mamy ogromne problemy, gdzie przeciwnik podszedł pod nas wysoko, mieliśmy dużo strat tam w strefie niskiej. Z tego były sytuacje tak naprawdę i po prostu złe reakcje. Zrobimy teraz wszystko, żeby zareagować dobrze z drużyną i zdobyć w następnym meczu trzy punkty – argumentował.

Trzy mecze przed własną publicznością i w żadnym z nich nie udało się wygrać. – Nie ma żadnego wytłumaczenia, że to jest nowa sytuacja dla nas. Tak jak mówię, robimy wszystko na każdym treningu, aby przygotować zespół maksymalnie, ale też sytuacja na boisku jest taka, a nie inna. My musimy na to zareagować. Dzisiaj ta reakcja była słaba z naszej strony  i po prostu przeciwnik wykorzystał nasze błędy. Dużo też błędów indywidualnych, co złożyło się na bramki tak naprawdę dla przeciwnika. Przy stałym fragmencie, o ile pierwszym nie upilnowaliśmy zawodnika, który poszedł na dobitkę… tak przy trzeciej bramce mamy wszystko przygotowane. Rozpisane kto ma  gdzie wychodzić i w jakim sektorze, w jakim momencie doskoku do przeciwnika, kiedy grają 2 na 1. Natomiast to nie zostało zrealizowane. Trudno. Druga bramka tak samo jest błąd indywidualny, no i bierzemy to na klatę. Zrobimy wszystko, aby w kolejnych meczach wygrać i przełamać passę na tym stadionie – podsumował Marek Sromek, który zastępował Łukasza Mierzejewskiego na konferencji prasowej.

Czytaj także: Łukasz Mierzejewski po meczu trafił do szpitala!

fot. Adrian Maraś

Filmoteka dts24

217 Videos