Sądeckie morze kiedyś i dziś

Niemcy mają swoje Ostsee, Polska Bałtyk, ale Sądecczyzna swojskie Jezioro Rożnowskie – tak sobie dumałem w Jadłodajni „Barbara” w Gródku nad Dunajcem. Podczas peregrynacji wokół jeziora w zeszły piątek akurat w tym miejscu złapała mnie i osoby towarzyszące ze Śląska Opolskiego potworna ulewa. Na jeziorze natura namalowała cudowny obraz mgielno-deszczowy z Małpią Wyspą w tle.

Cóż było robić zasiedliśmy do stołu nad szklanką piwa (6 zł) i miejscowym smakołykiem – okoniem smażonym z ziemniakami i sałatką (35 zł). Smaczne to było, ale trudno sobie wyobrazić, by tak stołować się codziennie choćby przez tydzień pobytu nad sądeckim morzem. Boć przecież dochodzi wynajem kwatery od 60 zł nawet do 100 zł za dobę dla jednej osoby. Dlatego moim gościom, którzy nie mają na co dzień tak urokliwych krajobrazów, opowiadałem o tym, jak kiedyś wypoczywano nad jeziorem i co ono wtedy znaczyło dla tysięcy ludzi w okresie letnim, kiedy nikt nawet nie marzył jak dziś o Grecji, Chorwacji, Włoszech, Hiszpanii, nie wspominając już o Seszelach i Malediwach.

 

„Frankówka” w Kobylim Gródku

Pamiętnego lipca 1934 r. lało bez przerwy na Podhalu i Sądecczyźnie przez dwa tygodnie. Dunajec spustoszył te dwie krainy pochłaniając kilkadziesiąt ofiar. W Warszawie zapada decyzja o budowie zapory w Rożnowie. Rozpoczęła się (…)

To tylko niewielki fragment tekstu. Całość, wraz z archiwalnymi zdjęciami, znajdziesz w “Dobrym Tygodniku Sądeckim” – kliknij i pobierz bezpłatnie już teraz:

 

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.