Sądeckie kajakarstwo w żałobie. Zmarł Krzysztof Pochwała. „Takich ludzi jest niewielu”

Sądeckie kajakarstwo w żałobie. Zmarł Krzysztof Pochwała. „Takich ludzi jest niewielu”

nie żyje Krzysztof Pochawała, kajakarstwo, Nowy Sacz

W wieku 64 lat zmarł Krzysztof Pochwała, człowiek przez całe życie związany z sądeckim kajakarstwem. Krzysztof Szkaradek, honorowy prezes klubu Start Nowy Sącz wspomina śp. „Pyrzyka” jako zawodnika zarówno utalentowanego jak i pracowitego. Jego przyjaciel, Jerzy Cebula podkreśla Jego radość i dobroć. – Takich ludzi jest niewielu – dodaje.

Krzysztof Pochwała zmarł 1 czerwca na Wierchomli, gdzie wybrał się z grupą znajomych na przejażdżkę rowerową. Zasłabł nieopodal schroniska. Obecni na miejscu ratownicy podjęli reanimację, niestety nieskuteczną.

– Pamiętam Go jako zawodnika, jeszcze z czasów, gdy przechodził z juniorów do seniorów. Ja byłem wtedy początkującym trenerem. Krzysiek był wychowankiem KS Dunajec, bo wtedy jeszcze funkcjonowała przy tym klubie sekcja kajakowa. To były początki lat 70-tych. Wielokrotnie reprezentował Polskę zarówno na arenie krajowej jak i międzynarodowej. W kadrze spędził długie lata jako bardzo dobry zawodnik K-1 – mówi Krzysztof Szkaradek, który przez 27 lat był prezesem Startu.

– Jako człowiek był bardzo koleżeński. Pomagał innym. Posiadał talent, ale był też mocno zaangażowany w proces szkoleniowy. Po zakończeniu kariery zawodniczej nadal startował w wielu imprezach, już jako oldboj. Udzielał się na każdym kroku. Do końca życia był związany ze sportem i kajakami, które kochał. Był też bardzo dobrym sędzią kajakarskim, tę pracę wykonywał do ostatnich chwil. Odszedł w górach, miejscu, które kochał – dodaje Krzysztof Szkaradek.

Jerzy Cebula, który ze sądeckim sportem związany jest od lat, wspomina „Pyrzyka” jako osobę uśmiechniętą, radosną i dobrą. – Był uśmiechniętym i radosnym człowiekiem, oddany kajakom, zarówno jako zawodnik a potem także jako sędzia i działacz. Kiedy trzeba było komuś pomóc, On nie czekał ani chwili. Jeździliśmy razem czy na na Mistrzostwa Europy, i do Słowenii i na Słowację. Bywał kierowcą w tych trasach, oferował się do pomocy w najdrobniejszych sprawach nawet jako kierowca, gdy inni chcieli w trasie odpocząć. Jak trzeba było pomóc – nie oglądał się na nic. Będzie Go bardzo brakowało, bo był po prostu dobrym człowiekiem. Takich ludzi jest niewielu. Odszedł zdecydowanie za wcześnie – mówi Jerzy Cebula.

Fot. Jerzy Cebula

Czytaj także: Wyruszyli z Krynicy Morskiej do Krynicy-Zdroju. Przed nimi ponad 800 kilometrów na rowerze

Reklama