Przełom w dziejach Nowego Sącza. Badania odsłaniają prehistoryczną sensację

Przełom w dziejach Nowego Sącza. Badania odsłaniają prehistoryczną sensację

Kiedy patrzymy na pozostałości Zamku Królewskiego w Nowym Sączu, przed oczami stają nam średniowieczni rycerze i dawni królowie. Okazuje się jednak, że to zaledwie wierzchołek historycznej góry lodowej. Ostatnie lata intensywnych prac na Wzgórzu Zamkowym przyniosły odkrycia zmuszające nas do zupełnie innego spojrzenia na przeszłość tej ziemi. Pod fundamentami twierdzy przetrwały bowiem ślady cofające naszą lokalną linię czasu daleko wstecz. 

Kolejny sezon badań archeologicznych przy ruinach rusza niebawem i dla nikogo nie jest to niespodzianka. Sądecka Agencja Rozwoju Regionalnego, działając przy pomocy Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Sądecczyzny, przy udziale miejskiego archeologa Bartłomieja Urbańskiego, konsekwentnie odsłania następne karty przeszłości. Choć szczegółowe analizy naukowe trafiają do specjalistycznych pism naukowych, badacze regularnie dzielą się powszechnie informacjami, które mocno rozpalają wyobraźnię.

– Archeologia ma to do siebie, że pod każdym gruzowiskiem kryje się nowa opowieść. Dokładnie tak jest z nowosądeckim zamkiem. Od 2019 roku każdy kolejny wykop przynosi coś nowego i zmusza nas do stawiania kolejnych pytań. Tegoroczne prace to następny krok, by lepiej zrozumieć najstarsze dzieje tego miejsca – mówi Jarosław Suwała, prezes Sądeckiej Agencji Rozwoju Regionalnego.

Czterdzieści centymetrów tajemnicy

Całe naukowe zamieszanie kręci się wokół niepozornego pasma ziemi, które w dokumentacji figuruje pod suchą nazwą „warstwa numer 4”. Ma około 40 centymetrów grubości i przylega bezpośrednio do potężnej, kamiennej podstawy zamkowych murów. Dla laika – ot, zwykły nasyp ze starej gliny i gruzu. Dla specjalistów – fascynująca łamigłówka.

Ziemia ta nosi wyraźne ślady pracy dawnych budowniczych, którzy prawdopodobnie przerzucili ją podczas wznoszenia muru obronnego lub wielkiej przebudowy północnego skrzydła. Problem w tym, że ten konkretny nasyp wyjątkowo mocno strzeże swoich sekretów i nie pozwala się łatwo datować.

Średniowieczny wehikuł czasu

Ciekawostką jest to, co archeolodzy znaleźli w środku. Gdy zaczęli przeszukiwać tę warstwę, natrafili na prawdziwy chronologiczny miks. W jednym miejscu, tuż obok siebie, spoczywały naczynia pamiętające same początki średniowiecza oraz fragmenty garnków charakterystycznych dla XIII i XIV stulecia. Wizualnie dawało to niesamowity efekt, bowiem zupełnie tak, jakby ktoś postanowił wrzucić pamiątki po kilku różnych, następujących po sobie pokoleniach Sądeczan do jednej, wspólnej walizki. To jednak nie ta wielowiekowa mieszanka okazała się największym zaskoczeniem. Prawdziwa historyczna bomba czekała na badaczy jeszcze głębiej.

Wulkaniczny skarb zmienia historię miasta

Pod warstwami, które dotychczas kojarzono wyłącznie z zamkiem, archeolodzy dokopali się do śladów ludzi z czasów prehistorycznych. Obok dziesiątek potłuczonych, pierwotnych naczyń glinianych i archaicznych kamiennych rozcieraczy, z ziemi wyciągnięto coś absolutnie wyjątkowego. Dwa miniaturowe narzędzia z obsydianu. To rzadkie, lśniące szkło wulkaniczne, którego na Sądecczyźnie naturalnie nie znajdziemy. Tysiące lat temu prehistoryczni łowcy lub osadnicy musieli sprowadzić je w te rejony z bardzo daleka. Najpewniej z obszarów dzisiejszej Słowacji lub Węgier.

Dla Nowego Sącza to znalezisko oznacza jedno: absolutny, oficjalny rekord. Te niepozorne kamienie to najstarsze namacalne dowody obecności człowieka, jakie kiedykolwiek odkryto na terenie całego miasta. Pokazują one czarno na białym, że strategiczne wzgórze nad Dunajcem i Kamienicą tętniło życiem na całe wieki przed tym, zanim jakikolwiek król pomyślał o ulokowaniu tutaj średniowiecznego miasta.

Czytaj także: Magia nocy na nowosądeckim Rynku. Zabytkowy magistrat w kolorowych barwach [ZDJĘCIA]

fot. Michał Śmierciak

Filmoteka dts24

195 Videos