Zaczęło się zwyczajnie: krótkie powitanie i jasny cel. Moderator Mariusz Bożyk przypomniał, że spotykaliśmy się nie po to, by „przegadać temat”, ale by po każdej debacie mieć coś, co da się wpisać do kalendarza.
„Jeśli chcemy zmiany działania miasta i przybliżenia go młodzieży Sądeckiej potrzebujemy waszych pomysłów i waszego zaangarzowania.” Alina Bożyk i Jarosław Prusak dopowiedzieli, czym na co dzień zajmowali się dla młodych. W auli było rzeczowo, bez zadęcia. Pojawił się też dziekan dr Jerzy Choroszczak — znak, że za słowami może iść wsparcie.
Kiedy przekazano głos w końcu do przybyłej młodzieży w sali obron WSB, padło to, co wisiało w powietrzu: za mało było imprez studenckich — na uczelni jak i w mieście. Brakowało pretekstu, by wyjść z akademika i budować relacje. „Relacje nam się psują” — powiedziała jedna ze studentek. „W tygodniu każdy ma swój grafik, a w weekend nie ma gdzie i po co się złapać.”
Głos zabrał Michał Woźniak, organizator wydarzeń na kampusie. Zauważył, że zapisy online powodowały, iż ludzie przychodzili „w paczkach”. „Zapisujesz się z ekipą, to idziesz z ekipą.” Z tej obserwacji wyrósł pomysł większy niż kolejny wieczór klubowy: wspólne Sądeckie Juwenalia współorganizowane przez WSB i ANS, z jasnym regulaminem i wyjściem poza kampus — tak, by centrum znów miało święto młodych. Wydarzenie bezpłatne dla studentów, ale biletowane i z obowiązkową rejestracją.
By nabrać ciężaru, rozmowa musiała dotknąć sprawy powrotów do domu. Ktoś nazwał to wprost „wykluczeniem komunikacyjnym”. „Można się bawić, ale trzeba jakoś wrócić. Przed północą coś jeszcze jedzie, o pierwszej coś to już bardzo ciężko, o drugiej różnie a o trzeciej… zostaje powrót butem.”
Z sali wypłynął prosty postulat: nocny autobus w piątek o 3:00, przez kluczowe osiedla, w tym Wólki, tak by nikt nie miał ostatniego kilometra po ciemku. „Zróbmy pilotaż na trzy miesiące i zobaczmy dane.” Dziekan skinął: „To jest do rozmowy.”
Coraz wyraźniej widać było, że problem leżał nie w braku chęci, tylko w mechanice codzienności. Pandemia nauczyła siedzieć w domu, algorytmy dostarczały wymówek. Zamiast wielkich słów padły małe, dobre rozwiązania: kameralne wydarzenia, stały rytm, prosta rejestracja, jasne zasady. Alina Bożyk opowiedziała, jak w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych zaczynała od kilku osób, a po tygodniach trzeba było przestawiać krzesła. „Najważniejsza jest przewidywalność. Co czwartek, dwie godziny. Najpierw cztery osoby, potem siedem, a potem nagle brakuje miejsc.” Trzeba konsekwencji i cierpliwości.
Z tych wątków ułożył się plan, jeszcze nie pełny kalendarz. Jedno większe wydarzenie nadające sens semestrowi i małe formaty sklejające tkankę między nimi: czytania, krótkie koncerty „3×15 minut”, wspólne malowanie, spotkania filmowe. Rejestracja otwarta, zero „dziwnych wejściówek”, prosty regulamin i krótki feed po każdym wydarzeniu. „To ma być do powtórzenia, nie do chwalenia się.” Ważne było wyjść z listą rzeczy do zrobienia w 90 dni, nie z listą marzeń.
Między głosami wracało zdanie, które nie potrzebowało komentarza: „Miasto ożywa tam, gdzie młodzi mają powód, by tam być.” Raz jest nim koncert, innym razem pewność bezpiecznego powrotu. Czasem darmowa wejściówka, czasem bilet, który daje poczucie umowy. Duża scena? Bywa, ale bywa też scena z trzech stolików i lampki na statywie.
Pod koniec padło pytanie, czy to nie rozjedzie się w protokół. Odpowiedź była szybka. „Nie zamykamy notatką. Wysyłamy wnioski do partnerów i ustalamy daty. Jeśli ma być nocny autobus — rozmawiamy w tym tygodniu. W kwestii Juwenalii już prężnie młodzi działają — rozpocznijcie jednak start rekrutacji wolontariuszy.” — powiedział Mariusz Bożyk. Dr Jerzy Choroszczak dopowiedział krótko: „Po mojej stronie jest gotowość .”
Gdy wychodziliśmy, nie było euforii, tylko praktyczna ulga. „Wyjdźmy z domu!” brzmiało mniej jak slogan, bardziej jak przepis: przynajmniej jeden kurs o 3:00, jedna rejestracja, jeden czwartek w tygodniu, jedna scena w miesiącu. Wystarczająco małe, by zrobić; wystarczająco duże, by miało sens.
W następnej relacji ze spotkań wrócimy do tematów wymagających odwagi: „Otwórz się” — cyklu z psychologiem, klubów kultury, które leczyły skuteczniej niż poradniki, i mostu międzypokoleniowego, który powstawał przy wspólnym stole. Jeśli trzecia relacja pokazała, jak kalendarz i transport sklejają relacje, to czwarta opowie, jak rozmowa o emocjach i kultura codzienności budują fundament wspólnoty.
—
Materiał sfinansowano ze środków Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego w ramach Rządowego Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030.


























































































































































































































