Pierwszy dzień 12. Festiwalu Pannonica już za nami i bez wątpienia można go uznać za niezwykle udany. Słońce prażyło i temperatura sięgała letnich rekordów – publiczność dopisała tłumnie. Upał zamiast zniechęcać, dodał wydarzeniu południowego kolorytu, sprawiając, że Myślec nad Popradem jeszcze mocniej przypominał wioskę gdzieś na Bałkanach. Do wioski namiotowej przyjechało już około 70–80% docelowej publiczności, co oznacza, że od samego początku festiwalowa przestrzeń tętniła życiem, śmiechem i muzyką.
Wioska namiotowa, jak co roku, okazała się prawdziwym centrum bałkańskiego wszechświata na Sądecczyźnie – kolorowa, głośna, pulsująca energią i przyjaźnią. Długie stoły, pierwsze wspólne spotkania, improwizowane jam sessions i tańce do późnej nocy stworzyły klimat, którego trudno szukać na innych festiwalach w Polsce. Już od pierwszych godzin można było odczuć, że tegoroczna Pannonica będzie edycją szczególną – pełną esencji, czyli tego, co przez lata uczyniło ją fenomenem i miejscem kultowym dla wiernych fanów.
Muzyczne otwarcie należało do Dumai Dunai – zespołu, który z niezwykłą lekkością połączył południowo słowiańskie rytmy z karpackim kolorytem. Ich występ wprowadził publiczność w odpowiedni nastrój: pełen melodii, ciepła i tanecznej energii. Słychać było, że muzycy grają z pasją i z radością dzielą się swoją wizją world music.
Prawdziwe emocje przyszły jednak wraz z koncertem Orkestar Isidora Zećirovicia. Ten żywiołowy zespół udowodnił, że bałkańska orkiestra potrafi porwać tłum od pierwszych dźwięków. Co ciekawe, dawno na scenie nie widzieliśmy tylu członków jednej rodziny – na dziesięciu muzyków aż ośmiu nosiło nazwisko Zećirović! Ta niecodzienna „klanowa orkiestra” pokazała, że wspólne muzykowanie może być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Brzmienie było potężne, rytmiczne, a zarazem zaskakująco spójne. Publiczność bawiła się znakomicie, tańcząc w wielkim kręgu i reagując gromkimi owacjami. To był koncert, który pokazał esencję bałkańskiego grania – spontaniczność, rodzinne więzi i muzykę, która jednoczy.
Na zakończenie wieczoru publiczność czekała jeszcze jedna muzyczna niespodzianka – kooperacja Terne Čhave i Romano Drom. To spotkanie dwóch formacji zaowocowało koncertem pełnym energii i rytmu. Największe wrażenie zrobiły gitary, które brzmiały niczym echo słynnych Gipsy Kings – lekkie, rytmiczne, porywające do tańca. Publiczność dała się porwać tej muzycznej fuzji, a ostatnie utwory grane wspólnie przez oba zespoły wywołały prawdziwą euforię pod sceną.
Pierwszy dzień Pannoniki pokazał, że festiwal zachowuje swoją moc przyciągania i tworzenia niezapomnianych chwil. Upalna pogoda, tłumy fanów i muzyka na najwyższym poziomie sprawiły, że już od samego początku edycja 2025 zapowiada się jako wyjątkowa. To był dopiero początek, a emocje, które towarzyszyły publiczności, wskazują, że kolejne dni przyniosą jeszcze więcej muzycznych uniesień.
Materiał został przygotowany w ramach partnerstwa na rzecz promocji kultury.
Zdjęcia: Małgorzata Tomica

































































































































































































































