Pannonica Festival ‘24. Drugi dzień na małej scenie, w muzycznej odsłonie KNEDLOVE i Eetoluz, był tym piękniejszy, im bardziej chciało się w ten świat wciągnąć i w nim zatracić. To było jak sen, z którego człowiek nie chce się budzić, i rzeczywistość, której nie chce się wypuścić z dłoni. A koniec – jak wyrwanie z ogrodu najpiękniejszej z róż… Wielka strata – wielka scena!
KNEDLOVE to duet, który jakoś umknął mi w zeszłym roku, gdy Spóźniony Słowik tętnił muzycznymi opowieściami. I dopiero ich najnowszy krążek, który miałem zaszczyt przytulić na łamach „Teraz Rocka”, odkrył przede mną ich prawdziwe oblicze. Jednak cokolwiek wtedy spisałem, musiałem teraz solennie nadpisać, by słowa wreszcie nabrały sensu i skrzydeł. Choć ich koncertowe wcielenie potwierdziło powonienie mojego dziennikarskiego nosa, na scenie wzbogaciło odbiór o nową, zachwycającą wartość dodaną.

To, co wybrzmiało sobotniego popołudnia, było prawdziwą odą do ich nieprzeciętnego talentu. Występ nie tylko odzwierciedlał ich artystyczną drogę, redefiniującą soulowe i bluesowe inspiracje oraz rockowy sznyt, ale stanowił prawdziwie intymną podróż przez złożoność emocji – tych, których winno poszukiwać się wszędzie i w każdym. W przypadku KNEDLOVE mamy do czynienia z twórczością jakościową – swoistą dokumentacją pasji i przekonań, która wymyka się podręcznikowym definicjom songwritingu. To, co udało mi się uchwycić spod sceny, było prawdziwym triumfem sztuki nad rozumem – tchnieniem wiary w człowieka i jego wnętrze. Ten koncert pokazał, jak głęboko można zanurzyć się w dźwiękach i słowach, które niosą coś więcej niż tylko rozrywkę – niosą autentyczność, szczerość, a pod sceną brawa i podziw.
Wielki finał małej sceny rozwinął się natychmiast, ad hoc!, jak grom z jasnego nieba pełnego barw i emocji raził wszystkich, którzy mieli rację dopisać. Cały ten pęd zmaterializował się za sprawą zespołu Eetoluz, który kolejno zapodawanymi kompozycjami wznosił swoje opowieści, układając je przed nami niczym wyrafinowaną mozaikę muzycznych światów – od skocznych balkan-rytmów, przez żydowskie melodie, aż po słoneczne promienie z jamajskich plaż.

Zaprezentowany materiał zmieniał się na naszych oczach w bogate, wielowarstwowe aranżacje, które wciągały w bezpardonową łobuzerkę pełną emocji, konkretu, radosnych pląsów i momentów zatracenia. W tej swoistej wyprawie w nieznane i w nie-do-przewidzenia – z każdym krokiem spadało się na nowe szczyty, a każda melodia wprowadzała inny vibe. Niczym rwąca rzeka pełna zaskakujących wiraży, rzucała zebranymi coraz szerzej o nawias opowieści, które zdawały się nie mieć końca. Dla jednych były to chwile czystej radości i nieskrępowanej wymiany energii, dla innych – głęboko liryczne przeżycie. Z tej muzycznej historii wychodziło się z duszą na ramieniu, ale obronną ręką. Płyta, Panowie, płyta…
***
Partnerem Głównym Festiwalu jest Województwo Małopolskie.
Foto: Małgorzata Tomica (Tomikaart)






































































































































































































































