OPOWIEŚCI OBERŻYŚWIATA. Kategoria: likier. Frangelico

OPOWIEŚCI OBERŻYŚWIATA. Kategoria: likier. Frangelico

Zapewne czasami zastanawiacie się, jak się tworzy alkoholowy brand. W każdym razie ja myślę o tym sporo. W dodatku z zazdrością! No bo znam kilka arcysmacznych trunków tworzonych w zaciszu domowym i maniakalnie do nich się modlę. Ale żeby takie uwielbienie zamienić w biznesowy sukces, to nie potrafię. Chyba. A może umiałbym?

Od czego zacząć? Prawdopodobnie trzeba być Włochem. I mieć włoskie podejście do pracy. Włoskie uwielbienie do nic nierobienia. Włoski szacunek do rzeczy smakowitych. Włoską namiętność do rzeczy pięknych. Niemcy pracują i nie mają czasu na głupoty. Polacy lubią nie robić nic, ale zamiast myśleć, wyłącznie narzekają. Francuzi mają dobrze ukształtowane podniebienia, ale nie chcą się dzielić tym co mają najsmaczniejszego. Amerykanie mają kilka pięknych rzeczy ( na przykład dolary), ale nie oddadzą nikomu, a najchętniej zabiorą cudze. Włosi tymczasem tworzą, zamieniają w złoto i umieją się tym cieszyć.

 

Powiedzmy, że ciotka (włoska ciotka oczywiście) umie zrobić i robi w domu smaczny likier. Smakuje rodzinie i sąsiadom. Siostrzeniec owej ciotki (też jak najbardziej włoski) kombinuje, jak na tym likierze zrobić interes. Ciotka dla świata jest nikim, więc trzeba skłamać, że ów likier stworzył dawno temu (oczywiście we Włoszech) pewien mnich. To musi być mnich, bo mnisi na całym świecie (a we Włoszech szczególnie) znają się na alkoholach jak nikt! A tajemnica receptury trunku musi być tajna. Taki stary trik. Im coś jest bardziej nieoczywiste, tym bardziej wiarygodne! Produkt (czyli rzeczony włoski likier) musi być pięknie opakowany. Włosi na tym się znają. Oni nawet z butelki na ocet zrobią dzieło sztuki. Potem na reklamę trzeba wydać sporo milionów dolarów albo euro. Włosi na ogół pieniędzy nie mają, ale cudownie potrafią udawać, że im ta forsa z rękawa się sypie. Potem (zanim inni się połapią, że to tylko rodzinny żart włoskiego siostrzeńca), trzeba ten raczkujący biznes komuś ożenić. Najlepiej we Włoszech, ale niekoniecznie. A jeżeli produkt odniesie światowy sukces, Włoch wcale nie będzie się martwił, ale do końca życia będzie opowiadał, że mógł być bogaty. I właśnie tym potencjalnym bogactwem się cieszy do końca swych dni. Niemiec w tym czasie dalej pracuje. Polak dalej narzeka. A Amerykanin kombinuje, jak ten biznes przejąć.

I podejrzewam, że tak właśnie było z bardzo smacznym likierem z orzechów laskowych o nazwie Frangelico… Miliony butelek rokrocznie zdobią domowe i kawiarniane barki i bary. Cieszą nasze podniebienia pod każdą szerokością geograficzną. Kilka kropel Frangelico oczaruje każdą kobietę, prawie każdego mężczyznę i absolutną większość pozostałych licznych płci. Mizerny deser z odrobiną Frangelico zamienia się w kulinarne cudo. Kawa doprawiona Frangelico nabiera nieskończonej głębi i tajemnicy. Życie staje się piękniejsze.

 

Frangelico to podobno imię (a może nazwisko?) piemonckiego mnicha (prawdopodobnie franciszkanina), który już trzysta lat temu „wynalazł” ów przysmak. Właściwie 350 lat temu, bo w internecie ciągle o tych trzystu latach wszystkie psy szczekają, a likier przecież zadebiutował w roku 1978. Zestaw składników jest prosty – spirytus, cukrowy syrop i destylat z orzechów laskowych. Orzechy znane i u nas mają wystarczająco naturalnych cukrów prostych, bu zrobić z nich zacier, a umiejętnie zrobiony destylat zachowuje naturalne orzechowe aromaty i smaki. Oczywiście, żeby było bardziej wykwintnie i tajemniczo, producent przyznaje się też do użycia dodatkowych ingrediencji. A więc jest w tym przysmaku kakao, kawa, wanilia, kwiaty pomarańczy, niewiadome jagody i zioła. Producent też nieśmiało przyznaje, że w likierze są również aromaty sztuczne oraz karmel. Gotowy zestaw likierowy podobno dojrzewa w dębowych beczkach, ale podejrzewam, iż słomkowa barwa jest właśnie od tego karmelu. Zawartość cukru diabelna. Moc 20 procent, choć w początkach produkcji była mocniejsza. Całość została opatrzona nie tylko legendą tajemniczego mnicha imieniem Frangelico, ale też zapakowana w gustowną butelkę przypominającą franciszkańskiego duchownego. A sukcesem się cieszy grupa Campari, która od 15 lat jest właścicielem marki.

 

Brand Frangelico stworzyła rodzina Barbero. Domyślam się, że ta sama, która 5 lat po sukcesie likieru wylansowała inny orzechowy produkt, czyli nugat z orzechów laskowych! Wiedzą co robią…

Ale gdyby ktoś podejrzewał, że sobie z Frangelico dworuję, uprzedzam: likier jest pyszny i uzależnia! Nie wyobrażam sobie na przykład tiramisu przyrządzonego bez Frangelico! Orzechy laskowe uwielbiam i ich zamianę w alkoholowe dobro będę zawsze popierał! W dodatku kocham espresso, a za wzbogacone kropelką Frangelico dam się pokroić!

WRAŻENIA: barwa słomiana; klarowność idealna; ślad na kieliszku gęsty, kleisty; aromat mocny, zrównoważony, orzechowy; smak wyrazisty, bardzo słodki, moc orzechowa potężna; moc zasadnicza też uczciwa 20%.

SERWOWANIE: w kieliszku likierowym czuje się świetnie, jeszcze lepiej na kostce lodu; serwować należy oszczędnie, gdyż zawartość cukru poraża; Włosi pijają ten likier z wodą sodową, doskonale łączy się z kawą, czekoladą na gorąco, z mlekiem; świetny dodatek do ponczowania biszkoptów; jeszcze lepszy uczestnik tortowych kremów, waniliowych sosów; smaczne zwieńczenie deserów lodowych. Butelka wystarcza na długo, bo pić się tego w celach rozrywkowych nie da – za słodkie!

 

 

 

PRZEMYSŁAW OBERŻYŚWIAT OSUCHOWSKI

© GOZDAWA PROJEKT, Przemysław Osuchowski, Kraków 2025

tagi: FRANGELICO, LIKIER, WŁOCHY

Filmoteka dts24

217 Videos