Foldery zapewniają, że Krynica-Zdrój to uzdrowisko: wody mineralne, balsamiczne powietrze – żyć, nie umierać! Że można tam leczyć się w sanatoriach, uśmierzyć dolegliwości, zażyć zdrowia. Istny raj dla niedomagających kuracjuszy i spragnionych rekreacji turystów. Niektórzy jednak – zamiast wracać do sił – wyjeżdżają stąd w trumnie.
Mowa o ludziach, którzy pełni nadziei przyjechali dla poratowania zdrowia, ale niestety zmarli. I o tych, którzy osiedlili się, aby spędzić jesień życia, ale srodze się zawiedli, bo nie przeżyli w Krynicy nawet jednej pory roku.
Grudzień tragiczny dla muzyków
Zwłaszcza powinni byli wystrzegać się grudnia. I to szczególnie muzycy. Oto 17 grudnia 1915 r. dokonał tu żywota skrzypek, kompozytor i dyrygent Adam Wroński. Miał za sobą studia w konserwatorium w Wiedniu i tamże miał grać pierwsze skrzypce w orkiestrze pułkowej 70. Regimentu Piechoty. Tak trąbi biogram w Wikipedii, ale w innym haśle z tego samego źródła czytamy, że 70. Węgiersko-Sławoński Pułk Piechoty nigdy nie stacjonował w Wiedniu, natomiast w 1873 r. jego dowództwo mieściło się w Krakowie. To by się zgadzało, bo w 1873 r. Wroński był niewątpliwie w wieku poborowym, a Kraków to jego rodzinne miasto. Zresztą później miał być kapelmistrzem orkiestry pułkowej 40. Galicyjskiego Regimentu Piechoty, stacjonującego właśnie w tym mieście.
Po wyjściu do cywila wycelował batutę w stronę Starego Teatru i stanął na czele orkiestry akompaniującej w spektaklach tam wystawianych. Następnie z prowincjonalnego Krakowa awansował do orkiestry antraktowej w teatrze w stolicy Galicji – Lwowie. Dużo komponował i choć współcześni komplementowali go jako „polskiego Straussa”, jego utwory nie przetrwały próby czasu. Niektóre z nich to „Wspomnienie z Krynicy: polka na fortepian” i „W Domu Zdrojowym w Krynicy: mazury i oberek na fortepian”.
Od 1875 r. Adam Wroński bawił często właśnie w Krynicy, gdzie w czasie sezonów letnich lub zimowych dyrygował założoną przez siebie orkiestrą zdrojową: w dzień na deptaku, a wieczorami w Domu Zdrojowym. I właśnie w czasie jednego z takich gościnnych występów nagle zmarł.
autor: Ireneusz Pawlik
Dalszą część artykułu przeczytasz w najnowszym numerze DTS.



































































































































































































