Mariusz Wiśniowski: Nie spędzałem dzieciństwa w fabryce

Mariusz Wiśniowski: Nie spędzałem dzieciństwa w fabryce

Rozmowa z Mariuszem Wiśniowskim, członkiem zarządu firmy Wiśniowski.

– Niedawno wszedłeś do zarządu firmy, to dla Ciebie nowa sytuacja, ale czy zaskakująca?

– To nie było nic zaskakującego. Do miejsca, w którym jestem teraz zawodowo, zbliżałem się krok po kroku aż nadszedł moment, w którym konieczne było przejęcie nadzoru nad pionem produkcji.

– Jakie obszary firmy polegają Ci na nowym stanowisku?

– Wszyscy dyrektorzy związani z produkcją oraz rozwojem produktów, co oznacza że jestem odpowiedzialny za około 1300 pracowników. To duża odpowiedzialność.

– Przychodzisz teraz na halę produkcją i na wszystkim musisz się znać. Pracownicy patrzą.

– Na wszystkim nie muszę, bo nikt się nie zna na wszystkim. Zdecydowanie szerszą wiedzę mają poszczególni dyrektorzy i kierownicy. Ufam w ich kompetencje i umiejętności. Jeśli są odpowiednie osoby na odpowiednich stanowiskach, to można wspólnie rozwiązywać problemy i wypracowywać rozwiązania.

– Miałeś cztery lata, kiedy tato zakładał firmę. Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z firmą Wiśniowski?

– Chyba nie mam takich wspomnień z najwcześniejszych lat. Nie spędzałem dzieciństwa w fabryce, dopiero w wieku szkolnym bywałem w firmie, przed czy po lekcjach. Firma nie była wówczas tak duża, cała jej działalność mieściła się w jednym obiekcie. Najlepsze wspomnienia mam z narzędziowni, gdzie opiekował się mną pan Antoni Marczyk. To on pokazywał mi maszyny, miałem nawet do dyspozycji małą tokarkę, na której coś próbowałem zrobić. To były proste rzeczy pod nadzorem dorosłych. Dziś pewnie nie umiałbym sam nic wytoczyć. Tamtą tokarkę zatrzymał później mój młodszy brat Mateusz i jeszcze kilka lat temu na niej majsterkował.

– Kiedy dostałeś pierwsze, odpowiedzialne zadania w firmie?

– Jak wspomniałem, nawet w latach szkolnych przychodziłem choćby na godzinę, dwie albo w czasie wakacji, żeby popracować w dziale handlowym.

– Co wtedy robiłeś?

– Na przykład liczyłem zamówienia. Nigdy nie zapomnę, jak obliczałem koszt malowania ogrodzenia. Trzeba było policzyć powierzchnię rozwiniętą wszystkich profili, które będą malowane, a ilość metrów kwadratowych trzeba było doliczyć do ceny. Tylko początkowo wydawało się to trudne. Kiedy poznasz zasadę, reszta przychodzi łatwo, jak w każdym zadaniu matematycznym.

– Na produkcji nie pracowałeś? (…)

Całą rozmowę przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS BIZNES – dostępnym bezpłatnie pod linkiem:

Fot. Marcin Baran

Filmoteka dts24

217 Videos