Krynica Źródłem Kultury 2025: Lady Pank [RELACJA]

Krynica Źródłem Kultury 2025: Lady Pank [RELACJA]

Dopiero co rwaliśmy się z bloków: Dżem, Zalewski, LemOn, Cugowski, Kult i Ira. Jan Malski zapowiadał weekend uczuć, a to już? Koniec? Ten niezmordowany pocisk miłości, który za każdym razem wyrywa w moim sercu dziurę wielkości tira, trafił mnie ponownie – bez zmiłuj dla takich jak ja: beznadziejnych entuzjastów, cedzących swoje opinie dla idei. Nawet nie kryjemy się z tym, jak bardzo sprzedaliśmy się tej misji – bo przecież jesteśmy tacy cnotliwi, oczytani, sterylni. Zawsze z dobrymi intencjami i wzniosłymi ideami, choć w gruncie rzeczy w cieniu tego, co od zawsze wydawało się poza naszym zasięgiem.

Ostatnie tango w Krynicy, więc jest mi już wszystko jedno. Jest mi źle, wszystko mnie boli, a najbardziej boli to, co będzie, kiedy to wszystko się skończy. Zawsze pragnąłem kochać tak jak oni – dzikością wykraczającą poza język. Nie tylko słowem czy głosem, ale surowymi, niepowstrzymanymi okrzykami, rodzącymi się z głębi najbardziej pierwotnego „ja”. Miłością, która wylewa się jak płynny miód, ekstatycznym szałem tak pochłaniającym, że obnaża do cna, pozbawia tchu i zostawia w zupełnej rozsypce. Nie udało się i już raczej się nie uda. Może bliżej mi do Myslovitz niż Lady Pank… Może tak, może bez znaczenia.

Janusz Panasewicz | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

Lady Pank wciąż na scenie, wciąż nie biorą jeńców. Trubadurzy, bajarze, persony wyłaniające się z cienia ognisk. Wszechobecna manifestacja moich lęków, niespełnionych pragnień i najczystszych fetyszy. Od lat splatają się w jedną, pulsującą emocjonalną tkankę, przypominając za każdym razem, że bunt nie potrzebuje poklasku, a autentyczność potrafi przetrwać nawet w najbardziej nieprzychylnych warunkach. Jak francuski pocałunek pośród szarego tłumu, iskra w monotonii codzienności.

Przecież pozostać prawdziwym w świecie nieustannie próbującym wtłoczyć cię w jakiś schemat to najgłośniejsza walka cichego oporu – wymagająca odwagi, niezachwianej determinacji i bezwarunkowej wierności sobie. To nie spacer po lesie, lecz linie: krwawy oktagon, starcie na gołe pięści i ducha – bez przemocy, lecz z wewnętrznym buntem. Walka nie przeciwko absurdom świata, lecz o zachowanie własnej duszy. Wbrew presji, która usiłuje zdefiniować nas na nowo, i wbrew sobie uformować na cudzy obraz i podobieństwo.

Lady Pank | Fot. Grzegorz Korzec Fotografia

Spiralny notatnik – lewa tylna kieszeń. Ołówek – prawa przednia. Chowam, wychodzę, zgłodniałem. A dopiero co rwaliśmy się z bloków: Dżem, Zalewski, LemON, Cugowski, Kult i Ira. Jan Malski zapowiadał weekend uczuć. A to już? Koniec? Tak, to ten szczególny rodzaj końca, który za każdym razem wyrywa w moim sercu dziurę wielkości tira – bez zmiłuj dla takich jak ja: beznadziejnych entuzjastów, cedzących swoje opinie dla idei. Nawet nie kryjemy się z tym, jak bardzo sprzedaliśmy się tej misji – zawsze z dobrymi intencjami i wzniosłymi ideami, choć w gruncie rzeczy w cieniu tego, co od zawsze pozostawało poza naszym zasięgiem.

Foto: Grzegorz Korzec Fotografia, Video: Bartosz Szarek

Filmoteka dts24

217 Videos