Kręta droga zawiodła ją przez Afrykę do Kraju Basków

32-letnia Gosia Moskała pochodzi z Krynicy, ale jest mieszkanką…świata. Pokochała Afrykę, rozpoczęła podróż dookoła globu, jeździła stopem po Europie, a na razie jej codzienność toczy się w Hiszpanii. Dla DTS opowiada o życiu w podróży. Już wiadomo, że w Kraju Basków długo nie pobędzie.


- Nawet najdalsza podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Pamiętasz ten, który zaprowadził Cię na Czarny Ląd?

BOCHENSKI

- Pamiętam moment, który pierwszy raz mnie tam zaprowadził w 2014 roku. W tamtym okresie podróżowałam głównie po Europie. W 2013 roku poleciałam z moim towarzyszem podroży do Władywostoku i wróciłam z nim do Hiszpanii na stopa. Oboje stwierdziliśmy, że potrzebujemy szoku kulturowego i dlatego rok później, znowu autostopem, przebrnęliśmy cztery kraje w Afryce Zachodniej: Senegal, Gambię, Mali i Wybrzeże Kości Słoniowej. W 2016 roku wyruszyliśmy w podróż dookoła świata, jednak krótko po rozpoczęciu wyprawy rozdzieliliśmy się. Zaczęliśmy od Afryki właśnie dlatego, że kulturowo jest to kontynent najbardziej odmienny od naszego i chcieliśmy go zwiedzić na świeżo.

- Udało się wtedy osiągnąć ten cel? Był szok kulturowy?

- Nie do końca. Myślę, że tak bardzo byliśmy przygotowani na to, że będzie inaczej, że w efekcie tak naprawdę nic nas nie szokowało. Aż do powrotu do Europy, wtedy zaskoczyło nas to, jak wiele potrzebujemy. Chyba żeby osiągnąć szczęście…

- Mieszkańcy Afryki są szczęśliwi? Media zasypują nas informacjami o chorobach, biedzie i konfliktach…

- Na pewno są weselsi i bardziej zrelaksowani. Umieją cieszyć się z prostych rzeczy. Czy są szczęśliwi? Myślę, że wkraczamy tu na teren rozważań filozoficznych (śmiech).

- Z tego co mówisz, potrafią być pogodni pomimo wielu braków.

- Dokładnie tak.

- Dlaczego tak chętnie tam wracasz?

- Chodzi o tempo życia. Urodzona w Europie, znajduję się na uprzywilejowanej pozycji. Mam wybór. Moim wyborem na dzień dzisiejszy jest słońce, ciepły kontakt z ludźmi, mniej luksusów materialnych w zamian za powolny tryb życia i dużo wolnego czasu.

- Kiedy Krynica i Beskid Sądecki zrobiły się za małe i pojawiła się potrzeba podróżowania?

- Myślę, że zawsze w jakimś sensie były za małe. Jestem niespokojnym duchem, i na dodatek ciekawskim. Lubię się uczyć, poznawać nowe rzeczy i ludzi. Porównywać to, co już wiem, z tym co poznaję. W pewnym sensie mam też potrzebę ciągłego zaczynania od nowa, dlatego bardziej wolę mieszkać w różnych zakątkach globu niż po prostu zwiedzać, chociaż to też mi się zdarza.

- Mówiłaś, że Afryka jest miejscem, gdzie dobrze się czujesz. Ale pobyty na Czarnym Lądzie to nie tylko podróżowanie, bo zdarza Ci się pomagać.

- Pomaganie w Afryce jest tematem trudnym i kontrowersyjnym (...)

Przeczytaj całość w "Dobrym Tygodniku Sądeckim":

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie