
W tym roku DTS obchodzi swoje 15. urodziny. Z tej okazji przypominamy pod rocznicową winietą wybrane archiwalne teksty. Dobrej lektury!
Tekst z DTS nr 7, 7 listopada 2010.
W jaki sposób klub piłkarski z niewielkiej wioski wywalczył I ligę? Skąd pochodzą na to pieniądze i jak długo może trwać passa Kolejarza? Jak polityk ze Stróż walczy z piosenkarką Dodą i korupcją w futbolu. Nie tylko o tym w wywiadzie z senatorem Stanisławem Kogutem.
Kolejarz jest promocją polskiej piłki
– Jaką rolę faktycznie spełnia Pan w Kolejarzu Stróże? Czy wszystko zależy od Pana decyzji?
– Nie uważam się za osobę najważniejszą. Byłem piłkarzem Kolejarza, a teraz jestem wiceprezesem do spraw sportowych. To mój ulubiony klub. Cenię wszystkich, którzy kiedyś przyczynili się do powstania Kolejarza. Bo nie można mówić, że to jest klub Koguta czy Poręby. Założyciele Włodzimierz Basiaga, panowie Wołowiecki, Ciesielski czy Święs wyplantowali po wojnie zrujnowany teren i rozpoczęli budowę boiska piłkarskiego. Ci ludzie dali podstawy do powstania klubu, który na początku używał nazwy Sokół. Wiele się od nich nauczyłem, bo jak grałem w piłkę to oni jeszcze żyli. Byli wielkimi społecznikami, którzy nawet wodę mineralną na mecz kupowali ze swoich pieniędzy. Pamiętam jak pan Basiaga robił kanapki dla piłkarzy. Ja temu klubowi zawdzięczam wszystko: upór w dążeniu do celu, uczciwość, pracowitość i wiele innych rzeczy. Chociaż nie jestem wychowankiem Kolejarza, bo zaczynałem w LKS Grybovia.
– A kto zwalnia trenerów w Kolejarzu?
– Rozmawiamy o tych sprawach na zarządzie klubu, ale owszem mój głos jest w tej sprawie niezwykle istotny.
– Jak to się stało, że klub z takiej małej wioski jak Stróże ma takie przebicie i gra w I lidze?
– Pamiętam jak kiedyś przyszedłem na stadion. Prezesem był mój przyjaciel Antoni Poręba, przed laty wyśmienity piłkarz Kolejarza. Powiedział mi, że trzeba rozwiązać klub, bo ma kłopoty. Ja wówczas w obecności kilku innych osób powiedziałem mu: Antoś nie można podjąć takiej decyzji, ja wchodzę do klubu. I tak się rozpoczęła moja dynamiczna pomoc. To było jakieś 8-10 lat temu. Wcześniej też działałem w klubie, ale od tego momentu bardziej się zaangażowałem. Dzięki temu Kolejarz doszedł do pierwszej ligi. Jestem dumny z działania całego zarządu. Niedawno Antoni Poręba złożył rezygnację z prezesury, a jego następcą został Bolesław Dywan. Wchodząc do zarządu postawiłem stanowcze ultimatum. Po pierwsze musi być z prawdziwego zdarzenia sekretariat. Po drugie wszystkie operacje finansowe odbywają się z konta na konto. Cała dokumentacja znajduje się w klubie. Wcześniej Kolejarz też działał fantastycznie, ale teraz postawiłem na super działania. Nawet jak przyjeżdżają kontrole z PZPN-u czy innych instytucji to są pełni podziwu jak to u nas wszystko sprawnie i przejrzyście funkcjonuje. Po skończonym sezonie zawodnicy otrzymują PIT-y za premię. Co miesiąc są płacone podatki od dochodów. Ten klub działa cudownie.
– Czyli już nic nie trzeba poprawić w funkcjonowaniu Kolejarza?
– Marzyło mi się jeszcze, aby zaostrzyć dyscyplinę piłkarzom. Chciałem aby wszystkie premie dzielone przez trenerów dla zawodników szły na konta. Jednak przychodzą i proszą, że też chcą jakieś pieniądze na kawę czy herbatę, żeby nawet ich żony nie wiedziały ile dostają. Ustąpiłem, ale od przyszłego sezonu będę negocjował, aby 50 procent premii szło na konto, a druga połowa do ręki.
– Najtrudniejsze chwile w prowadzeniu Kolejarza?
– Miałem taki moment kiedy chciałem odejść z piłki. Mój syn Grzegorz miał bardzo ciężki wypadek. Miał dwukrotną trepanację czaszki. Nie ukrywam, że przez te 28 dni kiedy był na klinice, prawie wszystkie noce przepłakałem za dzieckiem. Tak żeby żona nie widziała, bo musiałem być dla niej wsparciem. Toczyła się walka o życie mojego dziecka, bo już 15 minut był na tamtym świecie. Sytuacja naprawdę bardzo dramatyczna. Piłkarze podczas drugiej operacji siedem godzin stali pod kliniką. Wtedy podjąłem decyzję, że się nie wycofam ze sportu. Za to serce i miłość piłkarzy do mnie i mojego syna nadal będę działał dla dobra klubu. Do dzisiaj jestem także wdzięczny krwiodawcom z krakowskiego Hutnika, że bezinteresownie oddali krew dla mojego syna.
– Niektórzy twierdzą, że taki klub jak Kolejarz zabija polską piłkę. Bazuje na piłkarzach ściągniętych z innych drużyn. Ma nikłe perspektywy rozwoju.
– Zdecydowanie się nie zgadzam. Uważam, że klub przynosi wielką promocję polskiej piłce. Słyszę takie opinie ze wszystkich stron. W drużynie trenują wspaniali zawodnicy i pracują znakomici trenerzy. Do klubu przychodzi około 300 dzieci. Mamy sporo drużyn młodzieżowych. W piłkę grają nawet tak małe dzieci, których spodenki dotykają trawy. Nie tylko wielkie metropolie mogą zbudować silne zespoły. Stróże liczą 722 lata i podobnego sukcesu jeszcze nie było. Takie podejście jak Pan powiedział – działaczy PZPN, trenerów i drużyn przeciwnych wynika z zazdrości. Bo to jest wstyd i hańba żeby dla przykładu taka Pogoń Szczecin czy Flota przyjeżdżały do takiej małej miejscowości jak Stróże. Dla nich to ujma, bo powinni walczyć o miejsce w czołówce Ekstraklasy. W naszym klubie pracowali tacy trenerzy jak Jarosław Araszkiewicz, Jerzy Kowalik czy obecnie Marek Motyka. To świadczy o dobrej atmosferze w Kolejarzu. Wejście przez nas do I ligi to tak jak zdobycie przez Legię czy Wisłę mistrzostwa Polski. Stawiamy na młodzież i będziemy się ogromnie cieszyć, jak któryś z wychowanków będzie grał w Ekstraklasie.
– Ilu jest wychowanków w kadrze Kolejarza?
– W tej chwili w zespole jest 8 wychowanków, trener Motyka prowadzi bardzo rozsądną politykę i na obóz w zimie weźmie uzdolnionych młodych chłopaków. Nie da się dzisiaj oprzeć drużyny tyko na własnych wychowankach. Proszę popatrzeć co się dzieje w Nowym Sączu. Więcej w Stróżach gra ludzi z tego terenu niż w Sandecji. A przecież takich piłkarzy jak Szufryn czy Gryźlak chciałaby mieć każda drużyna.
– Ile wynosi budżet klubu?
– Od 2,5 do 3 milionów złotych. Dla przykładu budżet Pogoni Szczecin wynosi 10 milionów zł.
– A zarobki piłkarzy Kolejarza?
– Średnia pensja to 4 tys. złotych. Trenerzy też nie zarabiają wielkich pieniędzy.
– Skąd tak mały klub bierze na to fundusze?
– Każdy piłkarz ma stypendium sportowe u prywatnych sponsorów, którzy się wywiązują ze swoich zobowiązań. Stawianie na jednego sponsora jest totalną głupotą. Bo jeśli firmie się nie powiedzie w dobie kryzysu to klub pada. U nas jest około 40 sponsorów. Poza tym nasz klub jest stowarzyszeniem, mamy reklamy za które wystawiamy faktury VAT.
– Dużo się mówi o Pana nerwowych reakcjach podczas meczów swojej drużyny?
– Mniej się denerwowałem, gdy byłem piłkarzem. Ja jestem na dobre i na złe z klubem oraz piłkarzami. Staram się teraz jako senator brać gumę do żucia, aby mieć większe opanowanie.
– Podobno wielu się czai, aby nagrać bardziej wybuchowe reakcje senatora w czasie meczów. Dla Pańskiej opozycji byłby to interesujący materiał.
– Czają się ci, którzy w sporcie nic nie zrobili, a potrafią tylko krytykować. A przecież sport jest najlepszą walką z patologiami. Niech sobie krytykują. A co ja mam się wstydzić tego ukochanego klubu? Kibicowanie podnosi adrenalinę, ale potrafię nawet po przegranym meczu podejść do drużyny przeciwnej i pogratulować. To jest tylko sport, teatr i widowisko. Jakbym się nie utożsamiał z klubem, to już by mnie dawno w nim nie było. Czasami po porażkach nawet całą noc potrafię nie spać i analizuję grę Kolejarza.
– Kolejarz nie jest jednak atrakcyjnym rywalem dla innych drużyn pierwszoligowych. Nie obawia się Pan zmowy klubów w celu wyrzucenia Kolejarza z ligi?
– Dla mnie sport powinien być krystalicznie czysty. Jeżeli my wyciągamy po meczu z Ruchem Radzionków argument, że w drużynie przeciwnej gra nieuprawniony zawodnik i dostajemy odpowiedź z PZPN, że to nie jest wina klubu, to kto tu manipuluje i nie chce doprowadzić do czystości w sporcie? Następnie gramy z Flotą i bramkę strzela nam zawodnik z numerem 3. Spiker patrzy w protokół, a tan nie ma takiego piłkarza. Na wysłany protest otrzymujemy odpowiedź, że to zatwierdzony zawodnik. A gdzie jest protokół przed meczem, kiedy kierownik drużyny przeciwnej powinien przyjść do sędziego i powiedzieć, że dany zawodnik nie gra z numerem 18 tylko 3. Dla mnie to jest coś niezrozumiałego. Nie myślę, że będą tworzyły się spółdzielnie, bo chyba wreszcie kombinatorzy zaczynają się bać. Ale jeżeli Zarząd PZPN-u przepuszcza dwie takie sytuacje, gdzie powinny być ewidentne walkowery, to ja pytam dokąd dążymy w tym sporcie? Jesteśmy z malutkiego klubu, przestrzegamy prawa i nie wystawiliśmy nigdy lewego zawodnika. Co to ma znaczyć, że klub nie jest winien wystawienia nieuprawnionego piłkarza? Wierzę, że Kolejarz spokojnie się utrzyma. Na pewno będzie wzmocnienie napastnikiem. Gramy nieźle, ale na razie nie mamy szczęścia. Trzeba się ograć w I lidze.
– Kiedyś sam podejrzewał Pan niektórych piłkarzy Klejarza o korupcję. W 2007 roku po przegranym meczu barażowym ze Stalą Stalowa Wola. Już wtedy wydawało się, że osiągniecie zaplecze Ekstraklasy. Co się wtedy wydarzyło?
– Ja nikogo za ręce nie chwyciłem, ale jeżeli wygrywa się mecz u siebie 2-0 i gra się na poziomie Ekstraklasy, to jak można przegrać w rewanżu 0-4? Ja w Stalowej Woli nie byłem na meczu. Jednak dla mnie taki wynik był nie do wytłumaczenia. Organy ścigania są od szukania nieczystych spraw. Ze swojej strony miałem żal do piłkarzy za brak zaangażowania. Ówczesny trener Mirosław Hajdo powiedział mi, że piłkarze chodzili po boisku i w ogóle nie grali. Przecież to była historyczna chwila dla Stróż i proszę się nie dziwić, że byłem wtedy strasznie rozgoryczony. We wcześniejszych meczach w Kolejarzu zawodnicy od 1 do 90 minuty trawę gryźli, nogi się nie odstawiało. W Stalowej Woli tak nie było.
– W piłkarską korupcję zamieszany był również Pana syn. Jak Pan ocenia tę sytuację z perspektywy czasu?
– Ja miałem największy żal do Grzegorza, że nie powiedział mi o tym błędzie, który kiedyś popełnił. Jestem przeciwnikiem korupcji. Tak wspaniałego chłopaka, pracowitego i uczciwego życzyłbym każdej rodzinie. Już po zatrzymaniu spytałem dlaczego to zrobił? Tylko się rozpłakał. Powiedział mi, że się bał. Gdyby mi powiedział, to sprawa nie byłaby tak rozdmuchana. Jakby nie był synem senatora to nikt by nawet nie zapytał o tą sprawę. Po prostu złożyłby zeznania i tyle. Pseudoautorytety piłkarskie w pewne rzeczy go wciągnęły. Ja nigdy nie wyprę się dziecka. To jest tak jak w Ewangelii, wrócił syn marnotrawny i przeprosił ojca. Jestem z niego dumny. Czy dziś ktoś pisze, że chłopak działa charytatywnie w hospicjach, żeby odpokutować swoją winę? Dobrowolnie poddał się karze. Faktycznie to był drugi moment kiedy chciałem się wycofać ze sportu. Ale taka rezygnacja to tak jakbym się przyznał, że biorę jakikolwiek udział w korupcji. Mówię otwarcie, cwaniaki wciągnęli młodego chłopaka w jakieś tam układy i musiał za to ciężko odcierpieć. A w ilu innych poważnych przypadkach krzyczano, że mecze są sprzedawane? Dziś już o wielu sprawach się nie pamięta, a winni nie ponieśli kary.
– Ktoś celowo nagłaśniał sprawę incydentu z Pana synem?
– To był typowy aspekt polityczny, bo wtedy odbywały się wybory do Parlamentu Europejskiego. Przecież można było wysłać chłopakowi zwykłe powiadomienie i przyjechałby złożyć zeznania. Grzesiek miał już zamiar o wszystkim opowiedzieć. Zamknięto go przed wyborami, bo ktoś myślał, że jego ojciec startuje do Europarlamentu. Koń ma cztery nogi i też się potknie. Popełnił błąd, ale już mu wybaczyłem. Powiedziałem, że ma przyjąć karę i jak najszybciej problem rozwiązać.
– Może warto budować jeden silny klub w regionie na miarę Ekstraklasy. Myślał Pan o zjednoczeniu sił z Nowym Sączem?
– Mało kto pamięta w Sandecji, że byłem inicjatorem oddłużenia tego klubu z Urzędach Skarbowych i w ZUS-ie. Jednak później na internecie padły różne plugawe słowa pod adresem moim i rodziny. W końcu żona mi powiedziała: „chłopie siwiejesz, a jedni i drudzy plują po tobie”. Jestem za tym, aby powstała drużyna na miarę Ekstraklasy, ale na super uczciwych zasadach. Ja w plewy nie pójdę. Musi być spółka akcyjna, zarząd i pełna kontrola. Inaczej ja sobie nie wyobrażam funkcjonowania piłki oraz odnowy sportu. Żadnych układów trenersko-menadżerskich. Nie toleruję takich sytuacji w Kolejarzu. W niektórych klubach jest tak, że nie grają najlepsi, ale Ci, którzy mają być sprzedani. To jest zło w polskiej piłce.
– Sandecja wychodziła z inicjatywą współpracy?
– To raczej ja wychodziłem z propozycją. Organizowałem spotkania u prezydenta Nowego Sącza odnośnie oddłużenia Sandecji. Na razie to jest tak: dwa kluby blisko, do tego obydwa kolejowe i w zarządach są ludzie, którzy są niechętnie nastawieni do współpracy.
– Często bywa Pan na meczach w Nowym Sączu?
– Staram się być na każdym meczu Sandecji. Trzymam kciuki za ten klub i życzę mu jak najlepiej. Mam nadzieję, ze awansuje.
– A która drużyna gra ładniej dla oka kibica?
– Bardziej widowiskowe są mecze Kolejarza, tylko tego szczęścia brakuje. Sandecja gra bardzo konsekwentnie. W meczu z Kolejarzem powinni przegrać 4-2 (sądeczanie wygrali 2-1 – przyp. red.). Stefanik niechciany piłkarz w Sandecji nie wykorzystał karnego. Zamiast ośmieszyć trenera sądeczan pana Wójtowicza, ośmieszył siebie.
– Jakie są perspektywy Kolejarza na najbliższe lata. Co się stanie z klubem w momencie, gdy braknie ojcowskiej ręki senatora?
– Kolejarz istnieć będzie nadal, ale nie musi przecież występować w I lidze, może grać nawet w C klasie. Myślimy o jakimś nowym stadionie i boisku, aby była możliwość lepszej bazy treningowej. Dopóki mi zdrowie pozwoli to będę dbał o ten klub.
– Ostatnio staje Pan również w obronie uczuć religijnych. Wspólnie z szefem ogólnopolskiego komitetu obrony przed sektami, wystąpił Pan przeciwko piosenkarce Dorocie Robaczewskiej, znanej jako Doda, która w jednym z wywiadów opisując swój stosunek do Biblii powiedziała, że „ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła”.
– Jestem praktykującym katolikiem. Napisałem do ministra sprawiedliwości, bo podrywanie autorytetu Biblii to nie jest tylko naruszenie wyznania chrześcijańskiego, ale także mojżeszowego. Ja nawet nie chce powtarzać słów wypowiedzianych przez Dodę. Zwracam uwagę ministrowi jak są traktowane uczucia religijne różnych wyznań. Była już pierwsza rozprawa sądowa. Uważam, że pani Doda powinna odwołać, to co powiedziała o Biblii. Jestem człowiekiem dialogu. Nie zionę nienawiścią, popieram ruch ekumeniczny. Nie pozwolę jednak na tak wulgarne określenia Biblii, że napisali ją jacyś naprani ludzie. Niech sobie nikt nie robi taniej reklamy kosztem wiary. Nie chcę więzienia dla tej pani, tylko oczekuję zwykłych przeprosin.
– Doda prowadzi akcję zachęcania dawców do przystępowania do ogólnopolskiego banku szpiku kostnego. Rozpoczęła ją po tym jak na białaczkę zachorował jej partner Adam Darski. Kontrowersyjny wokalista, który kiedyś m.in. zniszczył Biblię na koncercie. Czy Pan jako osoba religijna i jednocześnie znana z pomocy ciężko chorym przyłączyłby się do takiej akcji?
– Jeśli chodzi o pomoc innym ludziom to ja jestem wariatem. Pomoc drugiemu człowiekowi wyssałem z piersi matki. Jestem gotowy na pomoc ludziom śmiertelnie chorym. O moim zaangażowaniu świadczą te hospicja, które z mojej inicjatywy powstają w Stróżach. Przed laty na nowotwór zmarł mój brat. Dwa lata chorował. Kiedy był już na łożu śmierci, powiedziałem mu, że wybuduję coś takiego, żeby ludzie godnie schodzili z tego świata. Hospicja powstające w Stróżach to jest realizacja obietnicy danej mojemu bratu. Dlatego tak bardzo walczę o to, żeby ludzie mogli godnie zmierzyć się z nowotworem. Współczuję nawet sympatii pani Dody, który jest chory na białaczkę. Może otrzymał taki czas od Pana Boga, aby pewne sprawy mógł sobie przemyśleć.
– Pojawia się w Pana marzeniach Ekstraklasa w Stróżach?
– Jakby kiedyś Kolejarz wszedł do Ekstraklasy, to już musielibyśmy na pewno połączyć siły z Sandecją. Jednak awans z I ligi pojawia się tylko w marzeniach. Myślę, że Kolejarz osiągnął maksymalny pułap. A w zasadzie I liga to już i tak za dużo. Jak się utrzymamy to będziemy dziękować Panu Bogu, jeśli będzie spadek to nikt tragedii robił nie będzie.
Rozmawiał Jacek Bugajski
Fot. FPON



































































































































































































