Ja to mam szczęście do pięknych ludzi – tych barwnych przeciągów wpuszczających dobro do mojego życia. Nadal nie wiem, jakimi prądami to płynie lub kto szarpie za sznurki, ale niech to trwa, niech nie ustaje. Nowy singiel Julii Szarek, oprócz tego, że muzycznie, wokalnie i produkcyjnie doskonały, przypomina o dwóch istotnych rzeczach: że nasze myśli kształtują naszą rzeczywistość, a najważniejsze rozmowy to te, które prowadzimy sami ze sobą.
W swojej premierowej kompozycji Julia Szarek prowadzi nas nad brzeg morza – archetypiczną przestrzeń, gdzie realne i wyobrażone toczą cichy pojedynek. To tam, w dialogu z sobą, odkrywamy ukryte tęsknoty, zacieramy nadzieje i marzenia. Morze, w swej nieokiełznanej żywiołowości, niesie jednocześnie spokój i niepokój – oddech i przestrach. Staje się metaforą naszych myśli, które potrafią podciąć skrzydła, obniżyć nasz lot i zakończyć go tam, gdzie niekoniecznie chcemy wylądować. Gdy jednak opatrzymy je dobrocią, spokojem i empatią, mogą wynieść nas z powrotem na nowe, inspirujące poziomy – pełne pogody i światła.

Morze (szumszumiszum)” to muzyczna narracja – organiczna, wyobrażeniowa, wręcz organoleptyczna – traktująca o oddaniu. O żaglach, które unoszą nasz umysł, o wietrze, bez którego myśli stają się próżnymi iluzjami. Wsiadamy do tej łodzi bezwarunkowo, bez wahania, by dać się ukołysać w sposób najpiękniejszy z możliwych. Ale myśli, jak to one, pojawiają się i znikają. Ratują nas i niszczą, naznaczają nasze cele i wymykają się im. Jak więc wybrać te, które warto dopuścić, a które wypuścić? Jak pielęgnować siebie, pozostając odpornym, a jednocześnie twardo stąpając po ziemi? Tego nie wiem…
Ale wiem jedno. Że tekst oraz muzyka to dzieło Julii Szarek, która z naturalną swobodą porusza się między gatunkami, a w emocjonalnych i refleksyjnych brzmieniach czuje się jak ryba w wodzie. Że za produkcję utworu odpowiada Szymon Madej, a teledysk – oddający zmysłowy, poetycki klimat morza i fal – stworzyła Inga Chmurzyńska.

Wiem również, że całość to zawołanie do podróży w głąb siebie, do wsłuchania się w swoje emocje i marzenia, do spojrzenia w głąb nieskończonej wody. To, co dostajemy od Julii nie jest wyłącznie utworem muzycznym – to zaproszenie do szukania harmonii między wierszami myśli i uczuć, do refleksji nad tym, co kształtuje naszą rzeczywistość. Słuchając utworu, możemy poczuć smutek, rezygnację, strach, ale i wielkie nadzieje rozpościerające się na falach naszych planów, prowadzących ku wewnętrznym rewelacjom – wewnętrznej ciszy i ukojeniu.
Może to twój najgorszy czas, może to twój najlepszy czas. Może tracisz rozum, albo właśnie go odzyskujesz. Może wyprowadzasz psa na spacer, a może to pies wyprowadza ciebie. Może najważniejsze rozmowy to te, które prowadzimy sami ze sobą. I może to właśnie naszym zadaniem jest sprawić, by były jak najlepsze. Morze szumszumiszum…
Fot. Inga Chmurzyńska





























































































































































































































