Jolanta Bugajska. Bez tuszu. Umarł mi Tato

Jolanta Bugajska. Bez tuszu. Umarł mi Tato

Mi (mnie, mój, choć przecież nasz). Tato (tata, tatko, tatulek). Umarł (zasnął, zwyczajnie, po śniadaniu, zdrzemnął się, takie wieczne odpoczywanie…). Umarł mi Tato. I piesce też. Nasza beagielka leży teraz zwinięta w kłębek niczym kotka i czujnie podnosi uszy na każdy dźwięk tętniący w tej nowej ciszy. Nadsłuchuje. Czeka na znajome kroki. Czeka na jedyne w swoim rodzaju drapanie za uchem i pieszczotliwe pociąganie figlarnego ogonka. Czeka… Tego się nie robi piesce…

Jakże rzadko rozmawiamy o śmierci. Chowamy głowy w poły płaszcza frazesów. Uciekamy od problemu. Zmieniamy wątek. Bo nie wiadomo, jak się zachować. Bo można urazić (swój święty spokój). Bo można dotknąć (trudnej kwestii). Boimy się. Śmierć stała się największym tematem tabu współczesnego świata. Przecież nie ma nic wspólnego ze sztucznym instagramowym pięknem i szerokim wystudiowanym uśmiechem w kadrze, nie wpisuje się w język reklam oferujących spełnienie i błogość, nie ma w sobie estetyki, wdzięku, uroku. Lepiej ją przemilczeć. Lepiej obchodzić z daleka, na paluszkach. Żeby przypadkiem się nią „nie zarazić”, żeby nie dotknęła czułego jądra naszej banalnej egzystencji. A przecież „Śmierć i narodziny to awers i rewers monety o nazwie życie”. I nic nas bardziej nie dotyczy. Po narodzinach tylko jednego możemy być pewni – niepewnej śmierci.

Umarł mi Tato. I nic nie jest jak dawniej.

Więcej felietonów przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS – dostępnym bezpłatnie pod linkiem:  

Filmoteka dts24

217 Videos