Jednego z nich nie udało się uratować, drugi po 30 latach przyszedł podziękować

Jednego z nich nie udało się uratować, drugi po 30 latach przyszedł podziękować

To była nagła i ostra zima. 7 listopada 1995 roku zapisał się w pamięci ratowników krynickiej grupy GOPR. To wtedy, w trudnych warunkach przyszło im walczyć o życie dwóch nastolatków z Tarnowa, którzy spędzali weekend w górach. Po trzydziestu latach od tej akcji jeden z nich wrócił, aby podziękować.

Ratownicy zaznaczają, że była to jedna z najtrudniejszych akcji w Beskidzie Sądeckim. Dwóch nastolatków z Tarnowa wybrało się w góry na jeden z weekendowych wypadów – nie przewidzieli jednak tego, że pogoda potrafi być szczególnie nieprzewidywalna. Gdy po weekendzie nie wrócili do swoich domów w sprawę zaangażowano policję, a do akcji poderwano ratowników, którzy w weekend mieli już za sobą trudną akcję w okolicach Przehyby.

Początkowo działania ratunkowe prowadziła grupa podhalańska GOPR, w akcję włączył się krynicki oddział po tym jak poszlaki wskazały na wschodnią część pasma Przehyby i Radziejowej.

,,Pamiętam to jak dzisiaj. Tata dostał telefon, mama zaczęła przygotowywać herbatę w termosie…długi czas oczekiwania kiedy tato wróci z dobrymi wiadomościami. Niestety….” – zaznaczyła jedna z komentujących pod wpisem opublikowanym przez krynicką grupę GOPR.

,,Rozmowy z leśnikami potwierdziły przypuszczenia- w tym czasie widziano dwóch młodych ludzi o podobnym rysopisie przemierzających szlak w tym właśnie kierunku, co utwierdziło konieczność przeszukiwania pasma mimo bardzo trudnych warunków również w godzinach nocnych. Ratownicy brnęli w śniegu po pas, poruszając się głownie na zwykłych „biegówkach” lub nartach zjazdowych — na stanie grupy były tylko trzy pary nart skiturowych. O sprzęcie, jakim dysponują dziś, wtedy można było jedynie marzyć. Pierwsze noce poszukiwań nie przyniosły rezultatów” – relacjonują ratownicy.

W czwartek poszukiwania przeniesiono na wschód od Rytra. To tam, czterysta metrów od schroniska na Hali Łabowskiej dostrzegli dwóch ludzi częściowo przysypanych śniegiem. Jeden z nastolatków już nie żył, drugi był na skraju wyczerpania. Rozpoczęła się walka o życie młodego człowieka. Ratownicy przetransportowali go do schroniska i przygotowali miejsce na hali, aby przyjąć, mimo trudnych warunków, śmigłowiec, który zabierze go do szpitala.

Choć wydaje się to niemożliwe – chłopak przeżył, ale za życie zapłacił utratą obu nóg.

Ratownicy mieli potem powtarzać frazę „Sto metrów dalej zobaczyliby schronisko”.

Trzydzieści lat później

Po trzydziestu latach z inicjatywy samego poszkodowanego ocalały mężczyzna odwiedził ratowników krynickiego GOPRu, aby podziękować im za brawurową akcję w tych szczególnie trudnych warunkach.

Wczoraj ratownicy podzielili się tą historią na swoich mediach społecznościowych. W komentarzach wielu Internautów zaznaczyło, że pamięta tę dramatyczne wydarzenia. Niech pozostaną one przestrogą, dla wyruszających w górskie podróże.

Czytaj też: ,,Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”. Tak rocznicę odzyskania niepodległości świętują mieszkańcy regionu

 

Źródło informacji i Fot. Grupa Krynicka GOPR

Filmoteka dts24

194 Videos