Gabriela Piwowar: Z uśmiechem wstaję do pracy

Ma licencjat z resocjalizacji i studia magisterskie z dziennikarstwa, ale w jej życiu królują teraz kwiaty. Wiosną trzydziestolatka założyła firmę Hortensjówka i jej świat kręci się wokół ogrodu oraz dwóch szklarni w domu w Tabaszowej. Kwiatowa pasja kiełkowała w niej od lat, aż stała się biznesem. Ziarno padło na podatny grunt.

Rozmowa z Gabrielą Piwowar – właścicielką firmy HortensjówkaKwiaty były od zawsze Twoją pasją, czy miłość do nich przyszła z czasem?

– Myślę, że każda kobieta lubi kwiaty. Ja również, jednak nigdy wcześniej nie myślałam o ich hodowli. Zaczęło się niewinnie – od pracy w ogrodzie. Moja mama ma niesamowitą rękę do kwiatów i chyba przy niej ta moja kolejna pasja kiełkowała.

– Skąd pomysł na założenie Hortensjówki?

– Jak zwykle był to trochę przypadek. Po studiach pracowałam w wielu miejscach, również w niezwiązanych z moimi studiami. Niestety, codziennie walczyłam, aby z uśmiechem wstawać do pracy. To było trudne. Wiedziałam, że tak dłużej nie można. Nie chciałam czekać z podjęciem decyzji o własnej działalności aż będę starsza i będzie mi trudniej zacząć od nowa. Rodzina mi kibicowała, a to ważne, bo mając wsparcie, jest się odważniejszym.

Zawsze zazdrościłam osobom, które mówiły, że robią to, co kochają, dzięki czemu dają z siebie wszystko i nie czują, że pracują. W międzyczasie moja mama rozmnażała dla siebie hortensje, sadziła te cuda gdzie się da, obdarowywała nimi każdego. Połączyłam kilka faktów: uwielbiam pracę w ogrodzie, kocham naturę, zwierzęta, krzewy i kwiaty, mama ma rękę do roślin i zawsze marzyła o kwiaciarni.

Kiedy nastała pandemia, handel w większości przeniósł się do internetu. Zamówiłam w kilku miejscach rośliny z dostawą do domu – docierały pomylone zamówienia i zniszczone paczki z połamanymi roślinami, kontakt ze sklepami nie zawsze był dobry i jakoś nigdy nie byłam do końca zadowolona. Pomyślałam, że idealnym pomysłem będzie internetowa sprzedaż krzewów ozdobnych, a przede wszystkim hortensji.

Zazwyczaj rośliny z marketów lub sklepów ogrodniczych są pędzone nawozami i mają nienaturalny, zakłócony cykl życia. Kwitną w czasie, kiedy powinny być w okresie spoczynku, przez co często po wsadzeniu do gruntu obumierają i chorują. Nie zawsze tak jest, ale jednak w przeważającej większości. Chciałam stworzyć miejsce zaufane, gdzie każdy klient będzie czuł, że zwraca się do swojej znajomej, która doradzi, a nie wciśnie coś, aby tylko sprzedać. Nasze rośliny rosną swoim naturalnym cyklem, dzięki czemu nie chorują w nowym miejscu, łatwo się przyjmują i odwdzięczają cudownymi kwiatami.

– Co było najtrudniejsze na początku działania firmy? (…)

Całą rozmowę przeczytasz za darmo w “Dobrym Tygodniku Sądeckim”: 

zajawka

Share on twitter
Share on facebook
INNE POSTY

Zapisz się na Newsletter

i otrzymuj na bieżąco informacje o najnowszych wydarzeniach

Zapisując się na newsletter oświadczam, że zapoznałem się z informacją nt. przetwarzania danych znajdującą się w oraz , dostępnymi na stronie internetowej.