W 2020 roku zmarł Jerzy Pilch. To był najwybitniejszy kibic (Cracovii) będąc jednocześnie doskonałym pisarzem i publicystą. Czy takie połączenia zdarzają się jeszcze? Witold Gombrowicz pisał o piłce w swoich Dziennikach. Pisał o piłce Krzysztof Varga. Na świecie pisał taki meksykański pisarz Villoro. Pisali Anglicy: Jenkins i Hornby.
Czy ktoś potrafił uchwycić istotę działania klubu? Chodzi raczej o działanie drużyny piłkarskiej. Nikt do końca nie wie, jak to działa, ale wydaje się, że wie, jak to idzie. Jest strategiczne podejście. Jest zasobowe podejście. Kluczowe jest podobno budowanie pionu sportowego. Może nawet warto tym się zająć, ale ja napisze jednak o czymś innym… To ma związek ze zjawiskowym meczem z Cracovią. Dzisiaj jest „tygodnica” tego wydarzenia.
Jerzy Pilch pisał wiele, ale również wykwintne felietony o piłce nożnej. To On, pisząc o Cracovii, napisał o pewnej kluczowej cesze drużyny (klubu), o jej ″wiekuistej kruchości psychicznej″. Zawodnicy grają „głową” w pojedynkę, ale także razem, w jedenastu. To czasami dodaje się, albo odejmuje, innym razem mnoży albo dzieli. Ta wektorowa multilateralność psychiczna składa się na „ducha drużyny” albo jego brak. To często przesądza o wyniku.
Zachłysnął się Jerzy Pilch Cracovią w dzieciństwie, to jeszcze lata 60-te były. Kluczowe były emblematyczne białoczerwone – Pasy. Co te pasy nam przypominają? No przecież!
Ja w latach już 80-tych chciałem zagrać w Sandecji w białoczarnych – Pasach… Ale za słaby byłem i słusznie nie chcieli mnie nawet w trampkarzach. To była kwestia tej mojej lewej nogi – drewnianej kłody. Pilch sformułował nawet tytuł: „bezpowrotnie utracona leworęczność… Ja ją utraciłem już embrionalnie. Nigdy nie skarżyłem się na to swojej matce… Oglądałem pogodzony wyczyny lewonożnych: Maradony, Messiego, Ibrahimovica. No i obrońcy Carlosa, bo próbowałem grać na obronie…
Ale logo to Sandecja ma na pewno ładniejsze niż Cracovia. Jest tarcza, która wykorzystuje krzyżackie motywy. Ale, kto nie patrzył w dzieciństwie, ze skrywanym zachwytem, na rycerzy krzyżackich w filmie Forda? Jak to dobrze, że przywrócono prostą tarczę zamiast tej infantylnie fikuśnej grafiki z pretensjonalną „koroną”. (Kto to wymyślił i kto wydał na to zgodę?!)
Ja także chcę uwzględnić w swoich sentymentach – LZS Zawada. To tutaj chcę zaczerpnąć źródłowego romantyzmu piłkarskiego w stylu retro.
Ta stara „Zawada”, z lat 70-tych, 80-tych posiadała zjawiskowy zielony wagon pocztowy. Tam przebierali się dziarscy piłkarze Zawady: Siwy, Mlyko, Gienek, Mietek. Do tego wagonu nie miała wstępu gawiedź, tylko elita piłkarska LZS Zawady. I właśnie ten zielony wagon nadawał temu miejscu poetyckiej, magicznej urody. Z czym kojarzy się wagon? Z podróżą. Mecze były jazdą.
Ale zielonym wagonem nie można było już nigdzie wyjechać. Został na zawsze unieruchomiony na cegłach i pustakach z leszu. Ale my, kibice chcieliśmy odjechać. Choćby z korzystnym wynikiem do przerwy…
A na głównej murawie LZS Zawada nie brakowało figlarnych „krowich placków” i podstępnych krecich dziur. Piłkarze Zawady jednak starannie omijali te przeszkody. Rosły przy samym stadionie smukłe topole. Tak, topole to najbardziej depresyjne drzewa. Powinno się zakazać ich sadzenia przy stadionach. A po porażce drużyny wprost kłują w samo serce.
Za to stadion Sandecji to była prawdziwa, nowoczesna, piłkarska forteca. Tutaj czuło się rozmach i wielki świat piłkarski. Tak, chodzi mi o stadion oddany do użytku w 1970 roku. 2 maja inauguracyjnie zagrały na nim reprezentacje Polski i Węgier. 10 tysięcy ludzi na trybunach przy Kilińskiego! To sformatowało umysły sądeckich kibiców.
Jednak piłkarski los Sandecji splatał się, przypominał zmienne perypetie krakowskiej Cracovii. Nikt tego nie wie, dlaczego tak się stało. Dlaczego los nie zainspirował się historią: Wisły, Legii, Górnika? Padło na Cracovię. I tak rozgrywa się ta symultana od lat. Co oznacza, że Sandecja zagra wkrótce w ekstraklasie…
Jerzy Pilch napisał kiedyś znamienne słowa: „Cracovia to taka drużyna, która gdy broni się przed spadkiem, zawsze spadnie, jak walczy o awans, nigdy nie awansuje, jak ma dowieźć zwycięski remis, straci bramkę w ostatnich sekundach. Stworzona do klęski. Być kibicem Cracovii to dramat egzystencjalny”.
Depresyjna kwerenda, prawda? Pilch określił wymownie sytuację, gdy Cracovia spadła do trzeciej ligi – „garbaty los”. Co to przypomina? No nie… Sandecja w ostatnich minutach pokonała w Pucharze Polski ostatnio właśnie … Cracovię. Pilch pisał proroczo? Tak, to wielki filozof piłki nożnej. I to na skalę Ligi Mistrzów, na skalę Mundialu!
Chcę jeszcze raz przeczytać słynny felieton – Dlaczego Cracovia? Czytam i nie mogę uwierzyć, ale czytając zaczynam wierzyć. Do głowy przychodzi Sandecja, która upadła do trzeciej ligi, po dwóch bolesnych i raczej kuriozalnych spadkach. Trudno z tym idzie pogodzić się. „Garbaty los”… Ale Jerzy Pilch podaje na szczęście rady, jak żyć. Dyktuje profilaktykę, którą należy stosować, tak na zapas.
Pierwsza rada jest taka: gdy wybiera się klub do kibicowania, to jest wybór serca i lojalności. Tak, to nie pisze klub kibica Cracovii czy Sandecji. Pisze to Jerzy Pilch, zdobywca wielu trofeów i nagród literackich. No i co on wyjaśnia dalej? Paradoksalnie, nie chodzi o wyniki sportowe drużyny piłkarskiej. Niesamowite!
To o co chodzi w kibicowaniu? O sentymentalne przywiązanie! Wedle Pilcha, to kwestia uczucia, a nie kalkulacji odwołującej się do wyników. Czytam to i chce zmienić swoje nastawienie do Sandecji. Sugeruję także taką metamorfozę tym kibicom Sandecji, którzy fiksują się na wyłączne zwycięstwa. Taka przemiana nie jest jednak łatwa, wymaga sporej premedytacji i samozaparcia.
Pilch przestrzega: gdy nastawimy się na wyniki, a ich nie ma, to jest rozczarowanie. A czy nam tego potrzeba? Nie. Kibicujemy sobie niezależnie od wyników. Mamy satysfakcje murowaną i to zawsze. Trzeba się tylko tak nastawić. No teraz jest o wiele łatwiej. No i jest to bardzo praktyczne! A idzie to tak…
Sandecja spada do drugiej ligi, a my z takim nastawieniem mówimy: „nic to” i kibicujemy dalej. Sandecja spada do trzeciej ligi, a my dalej konsekwentnie: „nic to”. Zaimponowali mi kiedyś kibice (Kibole) Sandecji, gdy zaśpiewali na niedawnym meczu drugoligowym z Hutnikiem: „druga liga, trzecia liga, jeden ch…”. Po przegranym ostatnio meczu z Podhalem zaśpiewali: Sandecjo, nic się nie stało!
Tak, nasi Kibole czytali Pilcha! Poza tym jest „zgoda” z Cracovią. I to ze zrozumieniem czytali Pilcha, ja także tak czytałem, Panie Wiciu… (A nic, tak piszę sobie nawiasem do pewnego sądeckiego znawcy futbolu o duszy prostej i dobrej … i ogólnie fajnego gościa, który „kulom nie kłania się”, jak onegdaj generał Walter.)
Czyli, wedle Pilcha, to nie ma znaczenia, w jakiej lidze gra drużyna i czy w niej wygrywa. Idzie się na mecz ze sercem „na wylocie”. Można „drzeć mordę” na meczu, ale można także w milczeniu oglądać zmagania swojej drużyny. (Zdecydowanie nie należy wyłamywać krzesełek i nimi rzucać w kogokolwiek, a i demolować ubikacji.) Jak dobrze idzie gra, to „patrzeć w dal” z dumą, a jak nie idzie drużynie, to łkać cichutko i przełykać gęstą ślinę.
Ale mając na uwadze świętą wolność, istnieje wybór reakcji na porażki Sandecji. Można zatem domagać się: zwolnienia trenera, zmiany zarządu, rady, dyrektorów, zmiany drużyny, wymiany piłkarzy, także na pozycjach. Dozwolona jest pełna reaktywność w trybie awanturniczym także. Zakazane jest tylko wyrywanie krzesełek i wszelka demolka. Można także bojkotować. W końcu bojkot to perwersyjna forma dialogicznej partycypacji.
Co jeszcze pisze Jerzy Pilch w pamiętnym felietonie? Pisze o poczuciu – tożsamości. Czy to nie jest nazbyt ryzykowne? Pilch nie ma wątpliwości. Sprawa tożsamości niebezpiecznie przybliża się do zjawiska nacjonalizmu. Nie ukuto jeszcze określenia „klubo-izmu”. No to ja zaryzykuję to określenie. O to mniej więcej szło Pilchowi. Jemu także chodziło o przynależność i efekt „stadny”.
Jerzy Pilch wpisywał się również w romantycznego ducha naszej styranej Ojczyzny. Tak, nawiązywał do polskiego „gloria victis”. Cracovia idealnie nadawała się do tego ze swoim „garbatym losem”. Pilchu stworzył zachwycającą opowieść o romantyzmie – porażki. Można w niej bowiem odnaleźć – ironię ludzkiego życia. Pojąć zwroty „komedii ludzkiej”, o której pisał Balzak.
Jerzy Pilch pisał piórkiem i mógł z suchego piasku stworzyć bicz. Ale pisał wstrząsająco – egzystencjonalnie! Kibicowanie Cracovii to metafora życiowych postaw – wybierania trudniejszej drogi. Nie pójścia na łatwiznę i wygodne kibicowanie Realowi Madryt. Dlaczego? Najczęściej wygrywa ważne mecze. A tutaj Pilchowi idzie o trud samostwarzania się w perspektywie porażki.
„Krzyżacki” Friedrich Nietzsche pisał, że każdy z nas „nosi płód samego siebie”. Trzeba go w końcu wydać na świat, a to może stać się raczej dzięki … porażce. Ona pozwala zrozumieć więcej niż proste zwycięstwo. To w porażce można dostrzec „jutrzenkę swobody”. „Zbawienia za tobą słońce”, dodał Mickiewicz. To rozumiał Jerzy Pilch – romantyk futbolu.
Teraz wreszcie trzeba przejść do emblematycznej antynomii kibicowskiej: relacji Cracovii i Wisły. Będę teraz pisał tak, aby nie podpaść Redaktorowi na literę M. Jerzy Pilch powiadał tak: Stara pieśń o dwóch klubach mówi: „Jedni Wisłę pokochali – w sukcesy bogatą, drudzy Cracovii serce dali za dolę łaciatą”.
Tak, Jerzy Pilch wybrał – dolę pasiastą. I teraz już wiadomo, dlaczego Sandecja i Cracovia trzyma sztamę. Muszę wyznać, że ja zawsze kibicuje Wiśle Kraków, gdy gra na europejskich boiskach. Uznałem, że nie można przesadzić z tą „tożsamością”.
Chodzi także o dobro polskiej piłki. Ona w wymiarze reprezentacyjnym rymuje się także z „garbatym losem” Cracovii i … Sandecji. Teraz i Wiśle wiedzie się „garbato” jak onegdaj Cracovii. To musi zbliżać…
No i Sandecja daje również liczne przykłady zmiennego losu. W 2017 precedensowo i epicko drużyna awansowała w skład ekstraklasy. Zaczynała rewelacyjnie sezon. Po czym pobiła niechlubny rekord Polski gry bez zwycięstwa. Spadła z ligi w niesławie. Spotkało ją szyderstwo z piłkarskiej Polski. Ale nie ze strony Cracovii, ona wie co to znaczy „garbaty los”.
Tyle dywagacji w kontekście Jerzego Pilcha i jego publicystyki piłkarskiej. Nie można pisać jak Jerzy Pilch. On jest niepodrabialny. Ale można się strać…
P.S.
Sandecja przegrała ostatni mecz z Podhalem zasłużenie. Grała zachowawczo i zbyt prosto. Taktyka „lagi” za plecy obrońców, to było za mało na „górali” z Podhala Nowy Targ. Nasi nie mogli utrzymać piłki w ataku. Poza tym nasi obrońcy grali inaczej niż obrońcy Podhala. Czy nasi obrońcy mają zakaz rozgrywania, wyprowadzania piłki, podchodzenia wyżej? Czy nie umieją tego robić? A może mają zalecenie, aby grać prostymi „lagami”? A nasz bramkarz, to już w „lagach” wręcz lubuje się (dwie mu wyszły). To przypomina piłkę z dawnych lat. (Pamiętamy wykop bramkarza, jeszcze z rozbiegu?) To może jest sentymentalne, ale takie archaiczne jednak.
Z Cracovią graliśmy inaczej. Czyli jednak potrafimy grać „nowoczesną obroną”? Obrońcy Podhala zaś aktywnie rozgrywali piłkę, to tworzyło przewagę. A ich „szóstka” (kiedyś grała dla nas), rozbijała te nasze „lagi” z łatwością. Obrona Podhala grała tak w ogóle bardzo dobrze i „kasowała” naszych napastników. Górale grali także pressingiem. Byli poukładani. Ale trener Podhala zdaje się terminował w Rakowie 5 lat, blisko samego Papszuna.
Ale następny mecz Sandecja już wygra. (Można jeszcze przegrać, albo zremisować…). Niech tylko przypomną sobie, jak grali na Cracovię!

























































































































































































































