Młody Jerzy Owsiak pracował w Nowym Sączu. Dotarliśmy do archiwaliów dokumentujących ten fakt

Młody Jerzy Owsiak pracował w Nowym Sączu. Dotarliśmy do archiwaliów dokumentujących ten fakt

Zazwyczaj najciekawsze i najbardziej intrygujące w historii są wydarzenia nieoczywiste. Do takich z pewnością należy epizod w życiorysie Jurka Owsiaka, twórcy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, mający związek z Nowym Sączem i z Bazyliką św. Małgorzaty. Dotarliśmy do archiwalnych dokumentów i informacji, z których wynika, że w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku Jerzy Owsiak pracował w naszym mieście. Gdzie? W kościele! Co tam robił? Tworzył istniejące tam do dziś witraże.

Na trop sądeckiego wątku w karierze Jerzego Owsiaka trafił piętnaście lat temu Jakub Bulzak, który zbierał wówczas materiały do swojej pracy doktorskiej. Historyk przeprowadził kwerendę w archiwum kościoła świętej Małgorzaty, gdzie wertował archiwa dokumentujące dzieje tejże parafii. Jedno ze znalezisk przykuło jego uwagę i na wiele lat zapadło w pamięć.

– Wśród teczek znalazła się jedna, w której ksiądz Stanisław Lisowski zarchiwizował dokumentację związaną z wykonaniem w latach 1980-1981 nowych witraży do kościoła świętej Małgorzaty. Zostały one zamówione u Teresy Reklewskiej, jednej z najwybitniejszych przedstawicielek sztuki witrażowej. A akurat w tamtym czasie zatrudniony w jej pracowni był Jerzy Owsiak. Wówczas mało komu znany 27-latek, niedoszły student Akademii Sztuk Pięknych – wyjaśnił dr Jakub Bulzak w rozmowie z DTS24 .

Czego możemy dowiedzieć się z archiwalnych dokumentów? Są w nich między innymi szczegółowe zapisy umowy o pracę. Jest też informacja, że Jurek Owsiak od lipca 1980 do czerwca 1981 zarabiał dwadzieścia złotych na godzinę, a jego dzień pracy trwał osiem godzin, przy czym w sobotę ten czas był krótszy o 120 minut. Nieco inaczej mają się sprawy w kontekście umowy o dzieło, gdzie ustalono, że za wykonanie witrażu przysługuje kwota 125 tysięcy złotych, a ponadto 25 tysięcy za nadzór nad powierzoną w opiekę pracownią. Suma została podzielona na raty wypłacane miesięcznie.

Mamy również zestawienie poborów i potrąceń obowiązujących w wynagrodzeniach tamtego okresu, jak również korespondencję z proboszczem parafii w temacie ustalenia terminów wypłacania należnej gratyfikacji. Wszystko to odręcznie napisane, co przypomina o normach minionej epoki.

Wzmiankę na temat pracy inicjatora Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy możemy znaleźć również we wspomnieniach sprzed lat, którymi dzieliła się Teresa Reklewska, opisując proces formowania się zespołu, który angażował się w realizację zamówionych w jej pracowni projektów.

– Przyszedł Jurek Owsiak, który nie miał za sobą żadnych formalnych studiów, tylko chciał coś robić. W tych ludziach wyczuwałam entuzjazm, chęć szukania czegoś nowego, zrobienia czegoś wspólnie. W tym zespole powstały wielkie realizacje – okna witrażowe kościoła Dominikanów we Wrocławiu, kościoła św. Małgorzaty w Nowym Sączu, monumentalne witraże kościoła św. Andrzeja Boboli przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie, okna do Japonii – kościół i college w Tokio, oraz prefektura policji w Kumagaya – mówiła artystka w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Informacyjnej w sierpniu 2010 roku.

Wspomnieniami z młodzieńczych lat dzielił się także sam Owsiak, z sentymentem tłumacząc, na czym polegała jego praca i relacjonując emocje, jakie towarzyszyły mu podczas nauki pięknego rzemiosła tworzenia witraży:

„Najtrudniejsze w projekcie witraży jest to, aby mógł on być spokojnie przerzucony na szkło, a w ostateczności na jego podziały, i łączenie go ołowiem. Od zarania dziejów projekt należało narysować, pomalować, abyśmy wiedzieli w jakiej kolorystyce ma być ostatecznie okno, a potem przenieść cały rysunek na karton, który później należy pociąć na szablony. Dzisiaj na projekt kładziemy kalki i po prostu odrysowujemy linie ołowiu i kształty wycinanego szkła. Nie raz na jednej kwaterce, czyli oknie, tych części może być nawet kilkaset. To taka układanka jak puzzle. Kiedy wytniemy wszystkie szablony specjalnymi nożyczkami, które przy cięciu od razu „połykają” ten kawałek brystolu, który jest grubością ołowiu, kładziemy wycięty szablon w odpowiednie miejsce (każdy szablon jest ponumerowany) i później każdy z nich kładziemy na odpowiedni kolor szkła. Emocji w tym mnóstwo, bo na rusztowaniu na tle dużego okna stoją różne tafle szkła, a my musimy wyobrazić sobie, jak to będzie wyglądało po wycięciu, jak kolory będą ze sobą harmonizowały i jak nam się wszystko ułoży w całość. To tylko kolory szkła, które jeszcze później będziemy malowali tlenkami metalu, aby postaciom namalować oczy, aby morze miało fale, budowle miały okna, dachy, a drzewa liście. Wokół nas rosną stosy szkieł i kolorów oraz przydzielonych do nich szablonów. Teraz następuje najtrudniejsza praca – wycięcie każdego kawałka według kształtu szablonu. Bywają proste, ale są też zawijasy. Skrzypi szkło, skrzypi diament którym nacinamy szkło, słychać chrobotanie obcążków kiedy mocne wgłębienie chcemy dokładnie wyciąć według kształtu szablonu. Stół jest cały w wyciętych szkiełkach” – pisał w mediach społecznościowych.

Zanim młody Owsiak trafił do pracowni Teresy Reklewskiej, próbował dostać się na Akademię Sztuk Pięknych. Nie udało się. Zamiast tego, trafił do wojska. Po zakończeniu służby wojskowej skończył kurs psychoterapeutyczny prowadzony przez Jacka Santorskiego i Wojciecha Eichelbergera, a następnie znalazł pracę w ośrodku dla dzieci po wyrokach. Urzędnicy uznali placówkę za nadto nowatorską (jedną z metod terapii była arteterapia) i zarządzili jej zamknięcie. Młody Jerzy znalazł więc na siebie inny pomysł: zaczął robić witraże. Wspominał to po latach następująco:

Mój przyjaciel Jan Kelus, bard podziemnej Polski, powiedział, że jest robota w pracowni witraży. Podobno płacą cztery tysiące. To były bardzo dobre pieniądze. Kiedy otworzyłem własną pracownię, Polska przeżywała regres lat 80., w sklepach był tylko ocet, te witraże szły więc świetnie. Przynosiłem do domu góry forsy. Pieniądze były nam potrzebne, bo miałem już rodzinę – żonę i córkę (…)”.

Gdy nauczył się fachu, prowadząc już własną pracownię i produkował lampy typu „Tiffany”. Na zamówienie Lecha Wałęsy, ówczesnego prezydenta, wykonał między innymi witraż w Kaplicy w Belwederze. Na fotografiach w poniższej galerii prezentujemy dzieła, które wykonywał w Nowym Sączu.

Czytaj także: Wnętrze owiane tajemnicą odzyskało historyczny blask [FILM, ZDJĘCIA]

fot. Michał Śmierciak

 

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Jurek Owsiak (@jurek_owsiak_official)

źródła: goniec.pl; pl.aleteia.org

 

Filmoteka dts24

217 Videos