Biała, kremowa, różowa

Kiedy dzisiaj obserwuje się kampanie wyborcze z drogimi banerami, plakatami, propagandą lejącą się z telewizji publicznej i przede wszystkim wojną na śmierć i życie w Internecie, człowiek może jedynie westchnąć, jak to było 30 lat temu.

Owszem telewizja uprawiała propagandę w podobnym stylu, ale nie tak brutalną i nachalną. Banerów nie było, a nieliczne plakaty były tak siermiężne jak końcówka PRL. Tak więc kampania wyborcza wiosną 1989 r. polegała przede wszystkim na wiecach i spotkaniach kandydatów do Sejmu i Senatu niejako twarzą w twarz.

***

Jak wyglądała ówczesna scena polityczna w Nowym Sączu i województwie nowosądeckim? Wojewodą był Józef Antonii Wiktor (późniejszy, po 2000 r., prezydent Nowego Sącza), prezydentem miasta Marian Cycoń, który nieco wcześniej był naczelnikiem miasta i gminy Piwniczna-Zdrój, zaś I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR Antoni Rączka (wcześniej był wojewodą nowosądeckim). Beton partyjny choćby za sprawą takich ludzi jak Rączka mocno wietrzał i kruszał. Choć samozadowolenie w budynku przy Alejach Wolności było widoczne, co zapowiadało przyszłą klęskę.

Po stronie odrodzonej raptem 17 kwietnia 1989 r. „Solidarności” była ogromna mobilizacja. Trwała gorączkowa odbudowa szeregów i przygotowania kampanii drużyny Lecha Wałęsy, jak to się wtedy mówiło. Wielu zasłużonych działaczy „S” z lat 1980 – 1981 utraciło swoją dawną aktywność, ustępując pola młodszym kolegom. Powołany do życia Komitet Obywatelski „S” naprędce sporządzał listę kandydatów z różnych środowisk. W połowie maja 1989 r. podczas dziesiątków zebrań przedwyborczych wyłoniono ośmiu łącznie kandydatów do Sejmu i Senatu. Byli to: z Nowego Sącza Krzysztof Pawłowski i Józef Jungiewicz, Alicja Derkowska, Andrzej Szkaradek, szef Międzyzakładowego Komitetu Organizacyjnego, Stanisław Rakoczy z Limanowej, Jan Piksa z Tymbarku, Zygmunt Berdychowski z Niskowej. Z listy centralnej Lecha Wałęsy pierwotnie przymierzano Zbigniewa Romaszewskiego i prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Ostatecznie zgodziła się kandydować z naszego województwa doc. dr Zofia Kuratowska. Fundusz wyborczy „S” pochodził gównie ze sprzedaży cegiełek w różnych kwotach od 500 zł do 5 tys. złotych, co stanowiło dobrą średnią pensję. Ustalono ostatecznie, że kandydatami Komitetu Obywatelskiego „S” do Senatu zostaną Zofia Kuratowska i Krzysztof Pawłowski, zaś do Sejmu Józef Jungiewicz. Dlaczego tak się stało?

***

Województwo zostało podzielone na mandaty. Otrzymaliśmy do rąk w komisjach wyborczych 5 kart białych, każdą z numerem mandatu z kandydatami na posłów, jedną kartę w kolorze kremowym z nazwiskiem kandydatów na posłów z listy krajowej i jedną kartę różową z nazwiskami kandydatów do Senatu. KO „S” szła do wyborów z hasłem – „Każdy Polak z krwi i kości nie skreśli „Solidarności”. Inni nie mieli jakiś określonych haseł, ale do dzisiaj wielu pamięta plakat wyborczy Antoniego Rączki, kiedy ten stoi w mundurze ochotniczego strażaka w sadzie i trzyma w ręku gałązkę z kwiatami jabłoni. Liczył na głosy strażaków ochotniczych, jako prezes Wojewódzkiego Zarządu Związków Ochotniczych Straży Pożarnych, ale mocno się przeliczył, bo ochotnicy generalnie poszli za „Solidarnością”.

Jako ciekawostkę można dodać, że na jednej z list mandatowych znalazł się Kazimierz Pazgan, twórca Konspolu, rekomendowany przez Związek Podhalan. Tak się później po 1990 r. historia potoczyła, że kiedy PZPR przeszła do historii i Antonii Rączka stał przed widmem bezrobocia, pomocną dłoń wyciągnął do niego właśnie Kazimierz Pazgan, powierzając mu budowę zakładu w Wielkopolsce. Rączka wszak był zaprzeczeniem kostycznego „betonu partyjnego”.

Pierwsza tura wyborów 4 czerwca 1989 r. przyniosła zdecydowane zwycięstwo kandydatów KO „S”. Senatorami zostali Zofia Kuratowska i Krzysztof Pawłowski, posłem Józef Jungiewicz. Pozostali kandydaci musieli przejść drugą turę wyborów 18 czerwca, gdyż w pierwszej turze nie przekroczyli progu 50 proc. Z innych list posłami zostali Franciszek Rusnarczyk, Mieczysław Brudniak, Stanisława Popiela i Ryszard Zieliński. Z listy centralnej do Sejmu wszedł prof. Roman Ney.

***

Tamte wybory były kamieniem milowym w historii kraju. Chociaż nie w pełni demokratyczne (tzw. Sejm kontraktowy), to dały nam nadzieję, że wiele od nas wyborców zależy. A przecież wychodziliśmy do jasnego słońcem dnia z pomroków i z nadzieją na lepsze życie. Ale takie nie nastąpiło z roku na rok. Minione 30 lat było jak po grudzie, ale w wolnej Polsce. Nareszcie!

 

TRADYCJATEXT

Wypowiedz się w tej sprawie