Bezdomni wspierają bezdomnych dotkniętych powodzią. Ten gest, to piękny przykład ,,wdowiego grosza”

Bezdomni wspierają bezdomnych dotkniętych powodzią. Ten gest, to piękny przykład ,,wdowiego grosza”

To absolutnie najpiękniejszy przykład tego, jak niewiele mając, można zrobić dużo, jak nie mając niemal nic, nadal można się dzielić z tymi, którzy są w jeszcze gorszej sytuacji… Osoby bezdomne mieszkające w Domu im. Brata Alberta w Nowym Sączu oraz pracownicy, poruszeni tragedią spowodowaną powodzią na Dolnym Śląsku, ruszyli na pomoc stowarzyszeniu zajmującemu się bezdomnymi.

Powódź, która dotknęła Dolny Śląsk, niemal doszczętnie spustoszyła wiele miejscowości, zabrała kilka żyć, pochłonęła domy, dobytki, samochody, drogi – wszystko, na co ludzie pracowali całe życie. To prawdziwa tragedia, z której skutkami trzeba będzie się mierzyć miesiące, a nawet lata. Bezdomni mieszkający w  Domu im. Brata Alberta w Nowym Sączu, pracownicy, a także zaprzyjaźnione pracownice MOPS zebrali pieniądze dla schroniska im. Brata Alberta w Jeleniej Górze, które opiekowało się osobami bezdomnymi. Łącznie udało się zebrać 2 100 zł. Pieniądze jeszcze dzisiaj zostaną przesłane na konto stowarzyszenia, a następnie spożytkowane na najpilniejsze potrzeby osób bezdomnych i usunięcie szkód powodziowych w schronisku.

– Ludzie stracili majątki, to, co się stało jest straszne. My też z jakiegoś powodu straciliśmy swoje domy, więc doskonale rozumiemy, a tam sytuacja jest jeszcze gorsza, bo żywioł zabrał im dosłownie wszystko. Uważam, że takim ludziom należy pomóc. Trzeba ich wesprzeć także psychicznie, bo mogą nie dawać rady z tak ciężkim przeżyciem – przyznała mieszkanka nowosądeckiego schroniska Marta, która z chęcią wsparła zbiórkę. 

Pani Kasia, która także znalazła schronienie ,,u Alberta”, podkreśla, że oprócz pomocy materialnej, ważne jest także wsparcie drugiego człowieka.

– Wiem, co to znaczy stracić wszystko, pamiętam kiedy ja byłam w takiej sytuacji i nikt mi nie chciał pomóc. Czasami bywa tak, że tacy, co niewiele mają, prędzej pomogą – dodała Kasia.

Ten strach i niepewność

Marek Pasiut, który mieszka w Domu im. Brata Alberta w Nowym Sączu również doskonale rozumie, co czują osoby dotknięte powodzią, bowiem sam ją przeżył w 1997 roku.

– Musiałem wówczas uciekać samochodem, bo tak szybko wzbierała woda. Najgorsza była noc… Ta niepewność, bo nie wiedzieliśmy, gdzie może pojawić się woda. Ludzie uciekali na górkę do kościoła. Pamiętam ten strach, że woda do rana jeszcze bardziej się podniesie. Wówczas w Myślenicach wylała Raba – rzeka, w której zazwyczaj jest wody po kolana. Od razu uruchomiono pomoc, w szkołach zorganizowano nam posiłki. Woda opadała trzy dni, zanim można było wrócić. Teraz nie mogę się pogodzić z tym, że po tych spustoszonych wodami terenach, chodzą złodzieje i okradają resztę dobytku, to hieny cmentarne – mówi rozżalony Marek Pasiut.

Mieszkaniec Domu Brata Alberta relacjonuje, że kiedy pojawił się pomysł zbiórki dla stowarzyszenia, które zajmuje się osobami bezdomnymi, każdy chętnie dołożył swoją cegiełkę, nie z przymusu, a ze szczerej chęci. Pomoc ta jest ogromnie ważna, bowiem osoby bezdomne są niemal pominięte obecnie przez system pomocowy, bo w świetle prawa nie stracili niczego, bo niczego nie mieli, a to nieprawda – stracili ogrzewalnie, noclegownie, schroniska i nie mają, co ze sobą zrobić.

– Ludzie, którzy sami nie wiele mają, postanowili na swój sposób zaangażować się w pomoc. Wydaje mi się, że niewiele jest miejsc, gdzie bezdomni zbierają pieniądze, żeby wesprzeć miejsca, które pomagają bezdomnym. To są schroniska, noclegownie, ogrzewalnie, stowarzyszenia, które prowadzą działalność na rzecz osób bezdomnych – dodaje w rozmowie z naszą redakcją Leszek Lizoń, kierownik schroniska dla bezdomnych Nowosądeckiego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta w Nowym Sączu Leszek Lizoń.

Czytaj także: Światowa premiera w prestiżowym miejscu, czyli „Śmiętlana” Jakuba Polaczyka

Fot. NS

 

Filmoteka dts24

194 Videos