Bartosz Szarek. Teraz, teraz, teraz. Mnich i łódka

Bartosz Szarek. Teraz, teraz, teraz. Mnich i łódka

Na co dzień jestem jak ten mnich z przypowieści N.K. Sondhiego. Moje jezioro, na środku którego zacumowałem łódź, by zamknąć oczy i pogrążyć się w medytacji, to spokojna tafla gatunków muzycznych, które znam i w których czuję się bezpiecznie. Jazz jest dla mnie umysłem – rozmową z samym sobą. Rock – tętniącym sercem, które nie boi się zrywów. Oba gatunki pozwalają dryfować po znanych mi wodach – w rytmach, które sam wybrałem.

Jednak pewnego dnia coś drgnęło – nieoczekiwana łódź uderzyła w moją. Siedziała w niej Maja Matusiak otoczona dźwiękami z „Nine Hundred Ninety-Nine”, które zburzyły mój spokój i otworzyły oczy. Choć nigdy nie byłem szczególnym fanem tego rodzaju muzyki, ze względu na jej chłód, nadprecyzyjność i zbyt syntetyczną naturę, płyta Mai zdawała się być czymś z innego świata. Czymś obok, czymś pomiędzy – oniryczną hybrydą. Tańczące bity, ambientowe pejzaże, filmowość, pulsujące elektroniczne serce i ten wokal unoszący się nad całością jak nieuchwytna mgła przeniosły mnie w zupełnie nowy wymiar. Zrozumiałem, że moje z góry przyjęte przekonania o „mojej muzyce” były niczym kotwica – przyciężką reakcją na to, czego w tamtym momencie jeszcze nie rozumiałem.

Maja Matusiak to porywaczka łódek. Zepchnęła mnie z bezpiecznego kursu, zmuszając do wsłuchania się w coś innego, coś, co w mojej odwiecznej muzycznej podróży dotąd omijałem. Co więcej – pokochałem to nieoczekiwane spotkanie. Nie wiem jeszcze, czy na stałe zagości w mojej playliście, ale jedno wiem na pewno: gdy kolejna, obca i niepodobna do mojej łódź uderzy ponownie, nie zareaguję brakiem reakcji. Spojrzę uważniej, kto w niej siedzi, a może nawet zaproszę na pokład.

Więcej felietonów przeczytasz w specjalnym wydaniu DTS – dostępnym bezpłatnie pod linkiem:  

Filmoteka dts24

194 Videos