Przez lata schemat był ten sam. Wystarczyła mocniejsza ulewa, a przejazd pod wiaduktem w ciągu ulic Zielonej i Kolejowej zamieniał się w jezioro deszczówki. Kierowcy brnęli przez wodę, a do jej wypompowywania potrzebni byli specjaliści. Kiedy jednak PKP PLK ruszyło z wielką modernizacją linii 104, inwestor zapewniał, że nowoczesna technologia raz na zawsze rozwiąże problem. Rzeczywistość po dwóch latach budowy i korków na pół miasta? Można by rzec, że zamienił stryjek siekierkę na kijek.
Sądeccy kierowcy przez niemal dwa lata musieli uzbroić się w gigantyczną cierpliwość. Przebudowa układu drogowego w rejonie zbiegu Zielonej i Kolejowej wywróciła ruch do góry nogami. Zamknięte ulice, objazdy i paraliż miały być jednak ceną, którą warto zapłacić za nową jakość. Nowe skrzyżowanie od października jest gotowe.
Zapowiedzi pełne obietnic i „perfekcyjne” testy
W trakcie prac budowlanych przedstawiciele PKP PLK oraz wykonawcy wielokrotnie podkreślali, że nowa konstrukcja zostanie wyposażona w zaawansowany, wydajny system odwodnienia. Mowa była o nowoczesnych przepompowniach, pojemnych zbiornikach i automatyce, która poradzi sobie z największym opadem deszczu.
Co więcej, jeszcze przed oficjalnym oddaniem obiektu do użytku przejazd przeszedł kontrolowane testy sprawnościowe. Polewano go wodą, sprawdzano drożność instalacji i zapewniano mieszkańców, że koszmar stojącej wody pod wiaduktem przechodzi właśnie do historii.
Chwilowa ulewa, a woda znów stoi
Niestety, wystarczyło kilka poważniejszych deszczów, by teoria o „inżynieryjnym majstersztyku” rozbiła się o twardą rzeczywistość. Choć skala podtopień bywa nieco mniejsza niż pod starym obiektem, to efekt końcowy jest identyczny, bowiem pod nowym wiaduktem stoi woda, tworząc niebezpieczną dla kierowców pułapkę.
Co bardziej kuriozalne, zamiast niezawodnego i bezobsługowego systemu drenującego, po mocniejszych opadach na miejscu znów muszą pojawiać się specjaliści. Widok wozów interwencyjnie wypompowujących deszczówkę z nowego, wybudowanego za miliony złotych obiektu, wywołuje u sądeczan już tylko gorzki śmiech.
Rozkopano skrzyżowanie, sparaliżowano ruch na dwa lata, wydano ogromne publiczne pieniądze, a kierowcy w Nowym Sączu po opadach nadal muszą zastanawiać się, czy przejadą pod wiaduktem na Zielonej i Kolejowej bez zalania silnika.
Czy kolejowy gigant widzi problem?
W związku z powracającym problemem zalewania nowego obiektu zwracamy się z oficjalnymi pytaniami bezpośrednio do PKP PLK. Chcemy wiedzieć, czy spółka w ogóle zdaje sobie sprawę z kłopotu, jaki po większych opadach znów mają sądeccy kierowcy.
Pytamy wprost. Jak zamiast doraźnego wzywania cystern zamierzają trwale naprawić ten problem, na jakich zasadach wykonawca dokona poprawek w ramach gwarancji oraz kiedy pod nowym wiaduktem będzie można w końcu przejechać po ulewie bez obaw o zatopienie auta. Do tematu będziemy wracać.
Czytaj także: Ruch wahadłowy na Dunajcowej. 250-metrów utrudnień [ZDJĘCIA]


































































































































































































































