Tam, gdzie meandruje Poprad i czas… 180 lat Żegiestowa i spełnione marzenie Stanisława Cecchini

Tam, gdzie meandruje Poprad i czas… 180 lat Żegiestowa i spełnione marzenie Stanisława Cecchini

Są na mapie Karpat miejsca, gdzie historia nie biegnie w linii prostej. Układa się warstwami niczym geologiczne uskoki, które przed wiekami uformowały malowniczą dolinę Popradu. Żegiestów-Zdrój: mikrokosmos natury, architektury i ludzkich losów, obchodzi właśnie jubileusz: 180 lat od chwili, gdy człowiek dostrzegł w tym surowym górskim jarze obietnicę zdrowia i piękna. Dziś, za sprawą rodziny Cecchinich, ta opowieść pisze się na nowo i ma w sobie wszystko: sycylijską krew, sądecką nieustępliwość oraz wizję, która śmiało sięga w przyszłość.

Akt I: Ławeczka pod „Malutką”, czyli tam, gdzie wraca pamięć

Tuż przy żegiestowskiej willi „Malutka” słychać odgłosy prac budowlanych. Powstaje tu  klimatyczny skwer z widokową altaną i rekonstrukcją historycznej Ławeczki Miłości. Dla turysty, który przypadkowo zboczy z trasy EuroVelo, będzie to po prostu urokliwy zakątek do odpoczynku. Dla Stanisława Cecchiniego jest to powrót do korzeni.

Sto lat temu w tym właśnie miejscu tętniło towarzyskie serce uzdrowiska. Kuracjusze szeptali tu sekrety, patrzyli na rzekę, odpoczywali w cieniu drzew. Przywracamy tę przestrzeń ludziom dokładnie taką, jaka była – mówi Stanisław Cecchini.

Przywiązanie do detalu nie jest przypadkowe. Żegiestów ma niebywałą zdolność przyciągania ludzi i splatania ich losów w najmniej oczekiwany sposób. Sam pan Stanisław, przeglądając kiedyś z siostrą rodzinne pamiątki, natrafił na czarno-białą fotografię ze swojego dzieciństwa. Jako nastoletni chłopiec siedzi na ławeczce przed jedną z żegiestowskich willi.

Profesor Wincenty Spiechowicz, postać bardzo dla regionu zasłużona, wybudował tę willę w 1967 roku i była to w zasadzie jedyna tak duża, prywatna inwestycja w Zdroju po II wojnie światowej. Co więcej, dom powstał z materiału skalnego, który pozyskano po dosłownym wykuciu w skale miejsca pod tę budowę. Dzisiaj, po dziesięcioleciach, pod tym samym adresem mieści się dom rodziny Cecchinich. Mieszka w nim wnuk pana Stanisława – Filip.

Czas w tej dolinie nie mija bezpowrotnie. On zatacza kręgi.

Akt II: Od „paskudnego jaru” do europejskiego salonu

Żeby w pełni zrozumieć skalę tego, co dzieje się w Żegiestowie dzisiaj, trzeba cofnąć się do roku 1846. Wtedy to Ignacy Medwecki, człowiek o wyobraźni znacznie wykraczającej poza epokę „udomowionego zacofania” XIX-wiecznej Galicji, prowadził w dolinie Szczawnego Potoku poszukiwania rudy żelaza. Los chciał, że zamiast metalu natrafił na wypływy wód mineralnych. Medwecki nie był geologiem, ale miał instynkt wizjonera. Zrozumiał, że ten dziki, niedostępny jar kryje skarb cenniejszy niż kruszce.

Już rok później, w 1847 roku, próbki wody trafiły do analizy chemicznej pod okiem prof. Karola Fryderyka Mohra z krakowskiego Instytutu Technicznego. Wyniki były sensacyjne: woda charakteryzowała się niezwykle wysoką zawartością żelaza, wapnia i magnezu, co stawiało ją na równi z najbardziej renomowanymi kurortami Europy Środkowej. Tak narodziła się legenda żegiestowskiego zdroju.

Lata trzydzieste XX wieku przyniosły szczyt rozkwitu. Żegiestów stał się adresem luksusowym, synonimem modernizującej się II Rzeczypospolitej. Powstał Nowy Dom Zdrojowy według projektu prof. Adolfa Szyszko-Bohusza – architekta Wawelu, który w surowy krajobraz wkomponował monumentalną, a zarazem lekką, modernistyczną bryłę. Powstał też kultowy „Wiktor” ze swoimi obrotowymi leżalniami i przeszklonymi fasadami.

Obok tego wielkiego świata elegancji, białych garniturów i koncertów zdrojowych, toczyło się drugie, tradycyjne życie łemkowskiej wsi. Dwa światy: nowoczesny kurort i rusnacka tradycja pasterska – współistniały ze sobą ramię w ramię, tworząc niepowtarzalną, kulturową mozaikę Karpat. Pamięć o tej wielobarwności wciąż żyje w tutejszych lasach.

Akt III: Cecchini: rodowa krew i snajperska nieustępliwość

Po wojnie uzdrowisko funkcjonowało w nowych realiach, jednak z czasem traciło dawną pozycję. Kryzys pogłębił się po przemianach ustrojowych, a zamknięcie Domu Zdrojowego w 2002 roku stało się symbolem jego upadku. Gdy wydawało się, że żegiestowski sen skończył się na zawsze do  gry wkroczyło… marzenie Stanisława Cecchini.

Zaczęło się piętnaście lat temu od zakupu zrujnowanej „Warszawianki”. Cel, jaki sobie wówczas postawił Stanisław, wielu uważało za czyste szaleństwo: odkupić i odrestaurować wszystko, co dawniej decydowało o potędze zdroju.

–Zapał tak wielki, że nawet ksiądz chciał sprzedać kościół – śmieje się Stanisław Cecchini.

Żelazna konsekwencja i odwaga do mierzenia się z rzeczami pozornie niemożliwymi to cecha, którą rodzina nosi w genach. Pradziadek Franco przybył tu w 1873 roku z sycylijskiej Katanii, by drążyć tunel kolejowy pod górą Czerhlą. Włosi przynieśli ze sobą nie tylko budowlany kunszt, ale i południowy temperament.

W ubiegłym roku Stanisław oraz jego siostra Teresa podjęli ważną, symboliczną decyzję: oficjalnie powrócili do rodowej, włoskiej pisowni nazwiska: Cecchini, przez podwójne „c”. W latach 50. ubiegłego wieku, w ramach urzędowego spolszczania obcobrzmiących nazwisk, jedną literę bezpowrotnie usunięto z dokumentów.

Włoskie słowo „cecchini” oznacza strzelców, snajperów – wyjaśnia pan Stanisław. Spoglądając na historię ich inwestycji, w której każdy kolejny krok był precyzyjnym strzałem w dziesiątkę, trudno o piękniejsze dopełnienie tej rodowej etymologii.

W języku włoskim słowo „cecchino” (w liczbie mnogiej to właśnie „cecchini”) oznacza dosłownie „snajpera” lub „strzelca wyborowego”. Określenie to powstało we Włoszech podczas I wojny światowej. Włoscy żołnierze zaczęli tak nazywać ukrywających się strzelców wyborowych armii austro-węgierskiej. Dlaczego? Zdrobnienie od imienia Francesco (Franciszek) to po włosku Cecco. Włosi nazywali cesarza Franciszka Józefa I mianem „Cecco Beppe”. Zatem cecchino oznaczało pierwotnie „strzelca cesarza Franciszka Józefa”. Później to słowo na stałe weszło do słownika jako określenie każdego snajpera.

Biorąc pod uwagę, że pradziadek Franco przyjechał z Sycylii i kuł te żegiestowskie tunele właśnie za czasów cesarza Franciszka Józefa, ta anegdota jest jak sympatyczne mrugnięcie okiem… Franco podejmujac decyzję o pozostaniu nad Popradem również strzelił w dziesiątkę!

Akt IV: Sztafeta pokoleń i wizja „Dubaju Południa”

Dziś Żegiestów stoi u progu nowej ery. Wielkie marzenie Stanisława Cecchiniego zyskało nowego gwaranta. Od dwóch lat stery nad kluczowymi pracami projektowymi i renowacyjnymi przejmuje jego syn – Rafał Cecchini.

To klasyczna, piękna sztafeta pokoleń. Ojciec mówi o synu z dumą: – Rafał ma niezwykłe poczucie estetyki, rzadko spotykaną wrażliwość na architekturę i piękno przyrody. Ma też nowoczesną wizję. To pod jego okiem od dwóch lat trwa drobiazgowy, wymagający ogromnej precyzji remont Sanatorium Wiktor, gdzie historyczne, modernistyczne wnętrza są wyposażane w najnowocześniejsze na świecie technologie medyczne i zabiegowe.

Plany na przyszłość, nad którymi pracuje  już młodsze pokolenie Cecchinich, zapierają dech. Cel: stworzyć unikalny w skali europejskiej kompleks uzdrowiskowo-rozrywkowy o najwyższym standardzie. Żegiestów ma być najmniejszym, ale jednocześnie ekskluzywnym uzdrowiskiem, unikalnym w tej części Europy. W portfolio planowanych obiektów znajdują się zarówno hotele butikowe, apart-hotele, jak i nowoczesne przestrzenie dla seniorów. Spójna, jasna  kolorystyka fasad ma nawiązywać do najlepszych wzorców Szyszko-Bohusza.

W planach jest również strefa rozrywki z prawdziwego zdarzenia, a także wyjątkowa oferta gastronomiczna. Restauracje mają serwować dania inspirowane bogatą, wielokulturową historią tego miejsca: od kuchni polskiej i staropolskiej, przez włoską, łemkowską, słowacką, aż po smaki dawnych Austro-Węgier. Na deptaku w dolnej części zdroju powstanie ogólnodostępne ujęcie wody mineralnej, by każdy mógł skosztować bogactwa, od którego wszystko się zaczęło.

Zamiast puenty: dreszcz na skórze

Kiedy Stanisław Cecchini podróżował po świecie, szukając inspiracji, dotarł do najdalszych zakątków globu. – W Brazylii, stojąc na szczycie jednego ze wzniesień, spojrzałem na rozciągający się w dole widok i nagle poczułem na skórze ten sam charakterystyczny dreszcz, który towarzyszy mi zawsze, gdy patrzę na nasz Żegiestów – wyznaje. Piękno Popradu nie ustępuje najwspanialszym krajobrazom świata.

Finał tego powrotu do przyszłości zaplanowany jest na 2028 rok. To wtedy nowoczesna kolej ma połączyć Kraków z Żegiestowem-Zdrojem, skracając czas podróży do zaledwie jednej godziny. Ponad 150 lat po tym, jak Franco Cecchini kładł podwaliny pod żelazny szlak w Andrzejówce, jego praprawnuki będą witać kuracjuszy wysiadających z superszybkiego pociągu.

Historia zatacza imponujące koło. Żegiestów-Zdrój nie tylko ocalał. On na nowo definiuje pojęcie luksusu, spokoju i szacunku do przeszłości. Sycylijskie serce i sądecka wytrwałość po raz kolejny udowodniły, że potrafią cofnąć czas.

Filmoteka dts24

216 Videos