Jacek Lelek: Stary Sącz jest miastem, w którym wyraźnie widać i czuć, że jest atrakcyjny turystycznie

Jacek Lelek: Stary Sącz jest miastem, w którym wyraźnie widać i czuć, że jest atrakcyjny turystycznie

Rozmowa z JACKIEM LELKIEM, burmistrzem Starego Sącza.

Panie burmistrzu, gdyby Pan miał w trzech słowach określić Stary Sącz jako miejsce, gdzie warto się wybrać na weekend albo na urlop to…

Kultura, przyroda, nastrój, klimat…

To już cztery słowa.

No tak, ale miałem na myśli, że nastrój i klimat to jedno określenie.

I nie chodziło o to, że burmistrz Lelek jest w stanie zapewnić Staremu Sączowi klimat śródziemnomorski?

Burmistrz nie jest w stanie tego zapewnić, ale zauważyłem, że w tej sprawie Pan Bóg zaczął działać. Natomiast w zasięgu kompetencji burmistrza pozostaje poprawa klimatu miasta w sensie jego nastroju. Stary Sącz jest miastem, w którym wyraźnie widać i czuć, że jest atrakcyjny turystycznie. Przyjazny turystom, ale jednocześnie miastem, które żyje swoim życiem. Przyjeżdżając tutaj, możemy uczestniczyć w życiu miasta i delektować się tym miejscem – jego kulturą, zabytkami, architekturą, otoczeniem przyrodniczym. Tu wszystko jest niepowtarzalne i to nie jest tylko moja opinia.

Z jednej strony Staremu Sączowi zależy, żeby przyciągnąć jak najwięcej turystów, z drugiej jednak można odczuć, że miasto żyje swoim specyficznym rytmem – spowolnionym, nieśpiesznym, małomiasteczkowym. Tłumy turystów odebrałyby miastu ten klimat.

Ten rytm oznacza, że miasto po prostu ma swój własny puls. I on faktycznie jest wolniejszy niż w choćby w Nowym Sączu, o Krakowie nie wspominając i nawet nie próbując porównywać. Ten rytm nie jest na pokaz, nie jest atrakcją turystyczną stworzoną sztucznie dla odwiedzających i dla obsługi przyjezdnych, on jest naturalny. Natomiast turyści, których w Starym Sączu nie brakuje, mogą się rytmem życia mieszkańców delektować, spowolnić i naturalnie się w niego wpasować. Myślę, że turyści lubią się w ten lekko leniwy starosądecki klimat zanurzyć i trochę też po to tu przyjeżdżają. Ruch turystyczny u nas nie dominuje życia mieszkańców, nie tworzy sztuczności, ale jednocześnie jest na tyle duży, że turysta, odwiedzając liczne atrakcje, rzeczywiście może się poczuć, że jest tu mile widziany.

Kiedy przyjeżdżają do Pana przyjaciele i znajomi, albo goście i delegacje do urzędu burmistrza Jacka Lelka, to w te same miejsca ich Pan zabiera na spacer?

Tak, moje ulubione prywatne starosądeckie ścieżki są bardzo zbieżne z oficjalnymi. Absolutnym numerem jeden na mojej liście, tzw. „must see” jest klasztor sióstr klarysek i sanktuarium św. Kingi. Dlaczego? Bo tam się wszystko zaczęło, stamtąd wszystko bierze początek. I to jest rzecz, która jest absolutnie najcenniejsza, nie do podrobienia. Potem jest to rynek i uliczki wokół niego, z których każda ma swoją historię. Kolejne miejsca to ołtarz papieski, który jest świadkiem niezwykłej historii papieża Polaka i jego obecności w Starym Sączu. A potem idziemy w stronę rekreacji – najczęściej jest to leśne molo, Miejska Góra ze swoimi widokami, a jeśli wystarczy czasu, to również Wola Krogulecka, bo stamtąd krajobrazy są jednak najbardziej spektakularne. I jeszcze spacer po Bobrowisku! Oczywiście to wszystko pod warunkiem, że akurat w tym czasie nie odbywa się jeden z naszych licznych starosądeckich festiwali.

Kiedyś wspominał Pan, jak ważne było przed wiekami położenie Starego Sącza na skrzyżowaniu kluczowych traktów handlowych. Dziś miasto leży na skrzyżowaniu ważnych szlaków rowerowych. Niedługo powstanie powiedzenie, że wszystkie velo prowadzą do Starego Sącza.

Aspekt rowerowy to jest coś, co naprawdę bardzo mocno nas wyróżnia i pokazuje olbrzymie możliwości rekreacyjne gminy. Zarówno jeżeli chodzi o turystykę rodzinną i taką może mniej wyczynową, czyli trasy Eurovelo. Jest jeszcze górska turystyka rowerowa, zdobywanie Przehyby na dwóch kółkach. To jedna z przygód, których się nigdy nie zapomina.

To ja tu wejdę Panu w słowo i dodam, że to nie jest tylko folderowa propaganda, bo sam gospodarz gminy daje przykład i wyjeżdża rowerem na Przehybę. Nie wiem tylko w jakim czasie?

Mój czas podjazdu może pomińmy, natomiast to jest przygoda dla każdego. Trzeba tylko po prostu wytrwałości, no i rozsądku, żeby nie jechać za szybko, żeby się to źle dla podjeżdżającego nie skończyło. Ale jak się jedzie odpowiednio wolno i mierzy wyłącznie z samym sobą, to w porządku. Rzeczywiście mogę potwierdzić, że od lat wyjeżdżam na tę górę i również w tym roku już wyjechałem rowerem na Przehybę. Oczywiście to tylko jeden z elementów. Możliwości aktywnego spędzania czasu jest znacznie więcej. Wspomnę tylko, że cała Miejska Góra i jej otoczenie to ścieżki spacerowe, biegowe, nowe atrakcje, czyli orbisfera. Są też nowe miejsca integracyjne, szlaki na spacery dolinami potoków, choćby w Przysietnicy, albo brzegami Dunajca i Popradu. To są takie miejsca, które pokazują niezwykłą różnorodność, dostępność i możliwość bezpośredniego obcowania z naturą.

Całość przeczytasz w nowym wydaniu DTS –> Pobierz w wygodnym formacie pdf i czytaj kiedy chcesz!

 

Rozmawiał Wojciech Molendowicz

Nowy, letni numer DTS – pobierz i czytaj!

Filmoteka dts24

214 Videos