Rafał Dudek przed galą w Nowym Sączu: „Zachowałem się jak sportowy relikt” [WYWIAD]

Rafał Dudek przed galą w Nowym Sączu: „Zachowałem się jak sportowy relikt” [WYWIAD]

Już w najbliższy piątek Amfiteatr w Parku Strzeleckim stanie się areną wielkich sportowych grzmotów. Głównym bohaterem sądeckiej publiczności będzie Rafał Dudek, który stoczy walkę w swojej koronnej formule K1 w kategorii do 77 kilogramów. Rozmawiamy z nim tuż przed oficjalnym ważeniem o przygotowaniach, zrzucaniu ostatnich kilogramów, sportowej dumie ze swoich wychowanków oraz planach na biznesową przyszłość daleko poza granicami Polski. 

 

 

Michał Śmierciak: Rozmawiamy w Amfiteatrze MOSiR w Parku Strzeleckim. To tutaj już w piątek stoczysz swoją kolejną walkę. Jak się czujesz? Czy w tym miejscu docierają już do Ciebie pierwsze emocje?

Rafał Dudek: Witam serdecznie. Oczywiście, idąc tutaj już od parkingu, czułem te wibracje i głód walki. Piękna pogoda, świetny, nowoczesny obiekt, więc ten stres już powoli się pojawia i zaczynam go odczuwać.

To nie pierwszy raz, kiedy walczysz przed własną publicznością w Nowym Sączu. Wchodzisz do ringu w swojej koronnej dyscyplinie, czyli w formule K1. Chyba jesteś potężnie, ale to tak pozytywnie, napompowany przed tym starciem?

– Tak, dokładnie. Walczę w swojej formule, w swojej kategorii wagowej do 77 kilogramów, więc czuję się bardzo dobrze. Wiadomo, stres jest, ale mimo tylu lat spędzonych w ringu, tylu walk na całym świecie i kilku pojedynków w Nowym Sączu, to zupełnie normalne. Stres zawsze nam towarzyszy, ale mnie on nie demotywuje, wręcz przeciwnie, napędza mnie do działania.

 

„Zachowałem się jak sportowy relikt”

Powiedziałeś o latach, więc podzielmy ten temat na dwie części. Najpierw wiek biologiczny. W tym sporcie przygotowanie się do walki na takim poziomie w pewnym wieku wymaga już ogromnej, ciężkiej pracy.

– Na pewno to ciężka praca. Niewielu moich rówieśników, których pamiętam jeszcze z czasów amatorskich, wciąż rywalizuje i walczy. Można powiedzieć, że zachowałem się jak taki sportowy relikt. 

Na szczęście relikt, który w ringu wciąż rusza się całkiem dobrze.

– To jest teraz mój duży atut, na tym bazuję i widzę, że ludzi to kupują, bo ich to po prostu ciekawi. Chcą zobaczyć, jak to możliwe, że ktoś w wieku około 40 lat wciąż tak fajnie pracuje w walkach.

A druga część pytania o lata, to staż w ringu. Spędziłeś w nim kawał życia, masz na koncie ponad 50 zawodowych pojedynków na wielkich galach i imprezach. Skąd wciąż czerpiesz motywację?
– Często słyszę to pytanie i szczerze mówiąc, sam do końca nie wiem. Po prostu uwielbiam to robić. Nigdy nie wchodziłem do ringu dla samych pieniędzy. Wiadomo, że są ważne, ale zarobki czy sława nigdy nie były moim głównym celem. Całe życie trenuję kickboxing, wokół tego sportu kręciła się cała moja codzienność i dzięki temu mam to, co mam. Robię to z ogromną przyjemnością i czuję się człowiekiem spełnionym oraz szczęśliwym.

Brytyjski rywal i strach, który daje napęd

Czy ta nadchodząca walka nie niesie ze sobą takiego ryzyka, że młodszy, mniej utytułowany zawodnik będzie chciał za wszelką cenę „upolować” mistrza na koniec kariery, żeby zbudować na Twoim nazwisku własne dziedzictwo?
– Na pewno tak jest. Każdy zawodnik, z którym mierzyłem się w kickboxingu, czy to w walkach o pasy, czy na dużych galach, chciał wygrać, bo na tym polega ten sport. Ktoś z mniejszym nazwiskiem wchodzi do ringu z kimś wyżej notowanym, żeby go przeskoczyć.
Twój rywal to Anglik. Wiadomo, że Brytyjczycy rzadziej słyną z czystego K1, zazwyczaj idą w klasyczny boks albo Muay Thai. Spodziewasz się ze strony rywala jakichś elementów zaskoczenia w ringu?

Tak, oczywiście. Przeanalizowaliśmy go wspólnie z całym teamem. Jego najmocniejszą stroną są kopnięcia, bo wywodzi się właśnie z Muay Thai. Brytyjczycy bardzo lubią tę płaszczyznę, odnoszą w niej sukcesy na świecie i to automatycznie przekłada się na ich styl w formule K1.

Czy jest coś, czego tak po ludzku boisz się przed wejściem do ringu?

– Boję się zawsze. Nie jest to jednak strach przed samym zawodnikiem, ale ten specyficzny rodzaj stresu, który mnie mobilizuje. Bez tego lęku ciężko byłoby pokonywać ringowe trudności. Niektórych zawodników strach paraliżuje i demobilizuje, a mnie daje dodatkowy napęd. I właśnie tego potrzebuję.

Ostatnia walka? „Życie pisze własne scenariusze”

Dobrą wiadomością dla kibiców jest pewnie fakt, że nie miałeś problemów z limitem kilogramów. Jesteś bardzo blisko określonej wagi, więc oficjalne ważenie będzie pewnie tylko formalnością?
– Tak, na dwa dni przed walką został mi do zrzucenia zaledwie kilogram. Co prawda bardzo mało jem, ale dużo piję, co jest kluczowe. Waga na pewno nie będzie moją słabszą stroną i jestem przekonany, że w 5-rundowym pojedynku zaprocentuje to odpowiednią wydolnością.

Gala w Nowym Sączu, czyli w Twoim domu. Twoja koronna dyscyplina, Twoja waga. Czy to nie jest powolne przygotowywanie gruntu pod zakończenie kariery? Może to jedna z ostatnich tak głośnych walk?

– Sam nie wiem. Na oficjalne pożegnanie z ringiem chciałbym wykręcić coś jeszcze większego i jeszcze fajniejszego. Traktuję to starcie jako jedną z kilku walk, które chciałbym jeszcze stoczyć. Na ten moment nie planuję zawieszenia rękawic na kołku. Czas pokaże. W sporcie i w życiu można sobie wiele rzeczy planować, a rzeczywistość i tak pisze własne scenariusze.

Kierunek Chiny: ekspansja biznesowa i życiowa

 

Co sportowego chciałbyś jeszcze osiągnąć? Chodzi o konkretne tytuły, rekordy, a może walkę z kimś wyjątkowym?

– Na pewno chciałbym stoczyć pojedynek z kimś bardzo mocnym i globalnie rozpoznawalnym w świecie sportów walki. To byłoby coś świetnego. Cały czas mam też bardzo dobre kontakty w Chinach. Sporo rozmawiamy z tamtejszymi promotorami, współpracujemy i być może tam właśnie skieruję swoje kolejne kroki.
Pisałem niedawno w DTS24 o Twojej ostatniej wyprawie do Chin. Widać, że ta zagraniczna ekspansja mocno u Ciebie ruszyła. Planujesz związać się z tamtym kierunkiem również biznesowo i życiowo?

– Bardzo bym chciał, ale czas pokaże, co z tego wyjdzie. Ja mogę próbować i chcieć, ale najważniejsze, że jest też duża wola z drugiej strony, by zatrudnić mnie tam w różnym charakterze. Myślę, że to się uda. Chińscy partnerzy również czekają na tę piątkową walkę i na to, jak ona się potoczy. Zaraz po niej siadamy do konkretnych rozmów nad wspólnym projektem.

Sądecka duma i karta pełna wychowanków

Ta gala to jednak nie tylko Rafał Dudek. Na kibiców czekają też inne mocne, sądeckie akcenty.
– Oczywiście! W ringu zaprezentują się moi zawodnicy: Tomek Brotoń oraz Przemek Tobiasz. Tomek to młody, niesamowicie utalentowany i już utytułowany chłopak. Przemek z kolei to obecny mistrz Polski w K1 w wadze junior ciężkiej. Bardzo się cieszę, że na karcie walk nie jestem sam, ale idzie ze mną moja ekipa. Szczerze mówiąc, całą tę kartę walk na Babilonie moglibyśmy zapełnić zawodnikami z Nowego Sącza i okolic, bo każdy z nich sportowo na to zasługuje. To dla mnie wielki powód do dumy, mój osobisty sukces oraz dowód na to, że mamy tu świetną przyszłość.

Na koniec: jak w krótkich słowach możesz zachęcić naszych widzów i Twoich kibiców do przyjścia na to wydarzenie?

– Powiem krótko: musicie przyjść i zobaczyć na własne oczy jedną z najlepszych gal sportów walki w Polsce, która zawitała do Nowego Sącza. To kolejny wielki krok, który udało nam się zrealizować we współpracy z federacją. Jestem niezwykle dumny, że nasze miasto, choć nieduże w skali kraju, potrafi organizować imprezy takiego kalibru. Warto tam być, warto to zobaczyć i przeżyć te emocje na żywo. Do zobaczenia! 

rozmawiał Michał Śmierciak

Czytaj także: Od TikToka do „Polska Shore”. Bebcio: „Chcę być rozpoznawalny w całej Polsce”

 

Filmoteka dts24

202 Videos