O Sądeczaninie, którego serce rozgrzały lody

O Sądeczaninie, którego serce rozgrzały lody

Niedawno rozpoczął się sezon na lody. W związku z tym za pośrednictwem posta na Facebooku zaprosiliśmy naszych Czytelników do odwiecznej sądeckiej dyskusji: Argasińcy czy Orawianka, a może Koral? W komentarzach internauci mogli też dzielić się innymi faworytami z regionu. Odzew był ogromny. Szybko okazało się, że w lodowym królestwie Nowego Sącza oprócz lodziarni popularnych od „niepamiętnych czasów” ogromne grono fanów ma lokal działający od kilku lat na deptaku ulicy Jagiellońskiej. Serce Sądeczan zdobyły wykonywane tam lody rzemieślnicze gelato i desery tajskie. Jak zaczęła się pasja, która doprowadziła do powstania tego miejsca?

Lody Tajskie

Grzegorz Hoszowski Sądeczaninem jest z urodzenia. Przyznaje, że już jako dziecko uwielbiał lody i jak wielu mieszkańców wychowywał się na tych od Argasińskich i Lelito. Choć ma wykształcenie techniczne, w swoim życiu szukał różnych pomysłów na biznes – przez cztery lata prowadził restaurację w Krakowie, miał też showroomy z odzieżą ekskluzywną. W 2016 roku, wystawiając się na targach w Paryżu, przypadkiem natknął się na dwie osoby, robiące lody tajskie.

– Tak mnie to urzekło, że się w tym zakochałem. Kupiłem maszynę, próbowałem. Chciałem zrobić swoje naturalne bazy, nie korzystać z gotowców. W ten sposób zaczęła się moja przygoda i można powiedzieć, że byłem jednym z prekursorów lodów tajskich w Polsce – opowiada Grzegorz Hoszowski.

Aby ocenić, czy takie smakołyki przypadną do gustu mieszkańcom regionu, zaczął od obsługi przyjęć weselnych. Jak mówi, był to strzał w dziesiątkę. Później podpisał umowę z byłymi właścicielami Imperialu i otworzył stoisko z lodami w restauracyjnym ogródku. Zainteresowanie było bardzo duże, więc już rok później Sądeczanin postawił na własny lokal – na deptaku przy ulicy Jagiellońskiej, gdzie działa do dziś.

Lody tajskie to specyficzny deser. Widowiskowe jest już samo jego przygotowywanie – robi się to na oczach klienta, co cieszy zarówno dzieci, jak i dorosłych. Jak wyjaśnia Grzegorz, na specjalną płytę mroźniczą, która osiąga temperaturę około -20 stopni, wylewa się wcześniej przygotowaną bazę lodową. To miesza się za pomocą szpachelek z innymi składnikami, jak świeże owoce czy słodycze renomowanych marek, a później w efektowny sposób roluje i wydaje. Takie lody są bardzo mocno zmrożone i początkowo dość twarde, ale już po chwili łatwiej je jeść.

Gelato

– Czegoś mi jednak brakowało. Kocham Włochy, więc często wyjeżdżam w tamte rejony. Odwiedziłem Rimini, gdzie odbywają się największe i najbardziej prestiżowe na świecie targi dedykowane rzemieślniczym lodom (gelato). Poznałem wspaniałych ludzi, mistrzów lodziarstwa i cukiernictwa, odbyłem liczne szkolenia. Biłem się długo z myślami, bo przecież Nowy Sącz to takie zagłębie lodowe, że nie będę się wygłupiał i konkurował z lodziarniami, które istnieją od 60 czy 70 lat. Podjąłem jednak wyzwanie. Gelato to zupełnie inne lody. W przeciwieństwie do tych klasycznych, gelato mają kremową konsystencję, są gęstsze, mniej napowietrzone podczas procesu zamrażania. Produkowane są wyłącznie ze świeżych i naturalnych składników, a ich bazę stanowi głównie mleko, mniej śmietanki, dzięki czemu wyróżniają się niższą zawartością tłuszczu – wyjaśnia Grzegorz Hoszowski.

Z lodami rzemieślniczymi wystartował w lokalu w 2020 roku, czyli w roku bardzo trudnym dla biznesu. Klienci mogli wówczas wybierać spośród czterech smaków, zainteresowanie było coraz większe.

– Później przyszła pandemia. Było ciężko, ale jakoś daliśmy radę. Po pandemii wszystko wróciło na dobre tory, wszyscy byli stęsknieni. Dokupiliśmy kolejne maszyny i dziś produkujemy dość dużo lodów rzemieślniczych.

Lody, które Grzegorz przyrządza osobiście, są całkowicie naturalne. Nie ma w nich substancji wzbogacających smak i innych zbędnych dodatków. Właściciel zawsze stara się korzystać z produktów najlepszej jakości. Na przykład do lodów kawowych wykorzystuje ziarna kawy pochodzące z plantacji polskiej firmy, która dzierżawi plantację w Brazylii i cieszy się sporym uznaniem.

– Cyklicznie zmieniam smaki, co klienci doceniają, bo nigdy nie wiedzą, na co trafią. Na przykład w ubiegłym tygodniu był ogórek w wersji wytrawnej, z miętą. Kiedyś zrobiłem lody bananowe ze szpinakiem. Uwielbiam robić również sorbety, a że niedaleko mam rynek maślany, to możliwości kupienia różnych świeżych owoców jest dużo – opowiada Sądeczanin.

Nowe smaki powstają dzięki różnym inspiracjom, a czasem metodą prób i błędów. Kiedyś Grzegorz przez przypadek dorzucił kokos do mango i marakui i powstał smak, który zyskał uznanie klientów. Największą popularnością cieszą się takie smaki jak śmietanka, pistacja, mango lassi, słony karmel, truskawka z maliną czy gorzka czekolada. Czasem można wybierać spośród około 12 różnych opcji, a przed decyzją o zakupie – spróbować odrobinę danego smaku. Jak zdradza właściciel, w sezonie lokal odwiedzają setki osób dziennie.

Klienci na czterech łapach

Może wkrótce Lody Hoszowscy & Happy Rolls z chęcią będą odwiedzać nie tylko mieszkańcy regionu i turyści, ale też ich czworonogi. Grzegorz zainspirowany tym, co zobaczył podczas jednych z międzynarodowych targów lodziarskich, postanowił jako pierwszy w Nowym Sączu włączyć do swojej oferty lody dla psów.

Bardzo dużo klientów przychodzi do nas ze swoimi pupilami, więc wpadliśmy na pomysł, żeby i dla nich można było kupić u nas lody. Planujemy trzy lub cztery smaki: wołowina, kaczka, indyk, może nawet masło orzechowe z bananem. Przede wszystkim zdrowe i czyste składy – mówi.

Nowy Sącz miejscem na pasję

Grzegorz Hoszowski przyznaje, że rodzina bardzo wspiera go w jego lodowej pasji, choć w sezonie, praca pochłania go niemal całkowicie. Kiedy Sądeczanin znajdzie już chwilę dla siebie, chętnie wsiada na rower. Uwielbia też grać w tenisa, a w okresie zimowym jeździć na nartach.

– Mamy w Nowym Sączu, również w Zawadzie, skąd pochodzę, kilka fajnie zrobionych kortów, więc jest gdzie grać. Moja córka też trenuje tenis i przyznam, że coraz trudniej mi z nią rywalizować.

A czy Nowy Sącz to dobre miasto do rozwijania biznesu? Grzegorz Hoszowski stwierdza, że tak. – Na początku biłem się z myślami, bo w promieniu 200 metrów było pięć lodziarni. Wiedziałem jednak, że będę się czymś wyróżniał. Miejsce na dobry biznes jest zawsze, ale trzeba go robić z sercem i pasją jak my.

Sądeczanin uważa, że w życiu zawsze należy szukać swojej własnej drogi i w razie potrzeby ją zmieniać. – Chyba, że coś stało się prawdziwą pasją człowieka. Nie zawsze idzie za tym pieniądz, chociaż wiadomo, że pracujemy po to, żeby fajnie żyć i spełniać swoje marzenia, ale dobrze jest robić coś, co się kocha. Ja się cały czas uczę, biorę udział w spotkaniach, szkoleniach, zjazdach lodziarzy, gdzie odbywają się merytoryczne prelekcje, networking, wymiana doświadczeń, a nawet spotykamy się z przedstawicielami Sanepidu czy Urzędu Skarbowego. W Polsce jest zarejestrowany taki zawód jak lodziarz i można powiedzieć, że ja już nim jestem.

Czytaj też: Szubryt, Grygiel i inni przedsiębiorcy z regionu z odznaczeniami

fot. archiwum Grzegorza Hoszowskiego

Filmoteka dts24

217 Videos