Chciałem się wołowiną podzielić ze światem

Chciałem się wołowiną podzielić ze światem

Z Laurą i Karolem Mikulcami właścicielami firmy Lumberjacks w Nowym Sączu rozmawiają Magdalena Durlak i Patrycja Turek.

– Lauro, Karolu, ludzie uwielbiają wasze burgery, przyjeżdżają z całej Polski, żeby ich spróbować. Powiedzcie nam, kto był pomysłodawcą waszego przedsięwzięcia i dlaczego akurat burgery?

Karol: – Ja byłem pomysłodawcą. Lumberjacks zaczął się tak naprawdę od momentu, kiedy moi rodzice założyli zakłady mięsne. A ja miałem okazję dorastać w tych zakładach, pracować tam i uczyć się fachu, a w szczególności zdobywać wiedzę o wołowinie. W pewnym momencie po prostu chciałem się tą wołowiną podzielić ze światem. Kiedy pracowałem nad klasyfikacją kulinarną wołowiny pomyślałem, że potrzebowalibyśmy takiego Lumberjacksa, żeby – w cudzysłowie, brzydkie słowo – zutylizować przód wołowy, czyli bardzo dobrej jakości mięsko. W klasyfikacji kulinarnej powstaje niesamowitej jakości centra wołowa. I ten przód jest niesprzedawalny w Polsce, bo – niestety – kark rozbratel ma za dużo marmurku, czyli tłuszczu międzymięśniowego. Nie wiem, czy wchodzić głębiej w takie detale, bo to taki temat, o którym mógłbym przez cały dzień opowiadać. Ta historia jest długa i intensywna. Chyba nigdy jej publicznie nie opowiadałem i tak naprawdę pierwszy raz tutaj o tym mówię. Dziękuję za tę możliwość…

– Opowiadaj…

– No więc Lumberjacks powstał w 2014 r. Zaczynałem od opatentowania nazwy. To była pierwsza moja myśl. Spodobała mi się ta nazwa, była bardzo mocna. I co najważniejsze jeszcze była wolna, m.in. jeśli chodzi o wszystkie domeny i social media. Więc pierwsze co zrobiłem to wydałem wszystkie oszczędności. Nie było ich może aż tak dużo, ale zamiast pojechać na wakacje wydałem wszystko na nieistniejącą jeszcze firmę. Zaczęło się od tego, że przeszły patenty dla Lumberjacksa. W 2015 r. powstał Foodtruck, czyli przetestowanie pewnych rozwiązań w ciężarówce pod siedzibą firmy moich rodziców. Potrzebowaliśmy odpowiedzi na pytanie czy w ogóle mieszanka wołowa spodoba się konsumentom i gościom Foodtrucka. Potem zaparkowaliśmy pod Galerią Sandecja i tam w pierwszym miesiącu sprzedaliśmy chyba 9 tysięcy burgerów! I to był niesamowity wynik, jeśli chodzi o Foodtrucka i jego możliwości. Sprzedawaliśmy dziennie po 700-800 kanapek! Świetny wynik. Ale to jeszcze nie było to. Foodtruck nigdy nie był tym, czego docelowo chciałem. Foodtruck miał po prostu przetestować rynek, czy te soczyste burgery komuś się spodobają. A rynek był przyzwyczajony, że burgery były bardziej suche, a nie takie, jak oferuje Lumberjacks. Dlatego nie zaczynaliśmy od stałego lokalu. Później, kolejnym etapem sprawdzenia się w boju było Kilińskiego 64. Tam chcieliśmy sprawdzić nasze możliwości. Ponieważ pracowałem w zakładach mięsnych i miałem niesamowite doświadczenie w rozbiorze wołowym i technologii, sam zaprojektowałem całą kuchnię. Dysponowaliśmy 84 metrami kwadratowymi, więc na takiej powierzchni to było duże wyzwanie logistyczne. Chciałem wszystko zaprojektować tak, żeby oprócz jakości smakowej na talerzu lądowała też jakość wynikająca z timingu. Nikt nie chce czekać na burgera godzinę-dwie. To jest teoretycznie proste danie, ale też skomplikowane, bo składa się z wielu elementów. Przede wszystkim z tej klasyfikacji kulinarnej, o której opowiadałem, bo to jest serce Lumberjacksa. Codziennie mielimy świeżą wołowinę. Kalkulowaliśmy codziennie ile potrzebujemy mięsa i to też jest nasz wyróżnik. Do tego tradycyjnie wędzony bekon. Jaki on jest pyszny! Bez nastrzyku – to trzeba zaznaczyć! Jest przepyszny! Chrupki, codziennie krojony i smażony w 150 stopniach. Ale jakie było wasze pytanie, bo chyba zapomniałem… A kto wpadł na pomysł firmy? Trochę się rozpędziłem.

– Laura, a jaka była w Twoja rola w projekcie Lumberjacks?

– Od początku pokochałam ten projekt tak samo jak Karol i tak samo w niego uwierzyłam. Całą swoją miłość po prostu przelałam i przelewam każdego dnia na Lumberjacksa. Jestem w tym z całą sobą i mam nadzieję, że to widać, słychać i czuć. Na samym początku nie chciałam się pokazywać. Ale świat tak szybko idzie do przodu i social media są tak dynamiczne, tak szybko się to wszystko zmienia, że ja też małymi kroczkami, powolutku i jestem w tym miejscu, w którym jestem teraz. Wszystko co robię, to działania intuicyjnie, jeżeli chodzi o marketing. A odpowiadając na wasze pytanie – moja rola polega na byciu Lumber mamą. To jest bardzo szerokie pojęcie. Jestem mamą – opiekuję się naszym zespołem, zajmuję się marketingiem i robię wiele innych rzeczy. M.in. tę robotę papierkową związaną z firmą. Z kolei wszystkie receptury, które widzicie i macie okazję testować to jest praca Karola i jego pomysły. Wszystkie produkty są wymyślone przez niego, a my z zespołem jesteśmy testerami każdej nowości, jaką mamy wprowadzać. No więc jestem Lumber mamą i to jest bardzo trafne określenie dla mojej roli.

Cały wywiad z Laurą i Karolem Mikulcami przeczytasz w najnowszym wydaniu DTS.

Filmoteka dts24

207 Videos