Muszę się do czegoś przyznać

Muszę się do czegoś przyznać

Muszę się przyznać, że od kilkunastu lat, w zasadzie codziennie, oszukuję moich uczniów. Praktycznie na każdej lekcji używam jakichś związków frazeologicznych, przysłów (co to są mądrością narodu), odrobinę ambitniejszych słów, jak geneza, proweniencja, a nawet (o zgrozo!) wyrażeń łacińskich, typu sine qua non, sensu stricto. Ale to jeszcze nie byłoby nic takiego. Natomiast ja im wmawiam, że powinni takie słowa, wyrażenia, powiedzenia znać, bo przecież nie będą wiecznie obracać się w gronie swoich licealnych rówieśników, którzy, jak oni, nie znając tego wszystkiego, nie używają. Za to już niedługo trafią do różnych środowisk, na wyższe uczelnie, do instytucji i zakładów pracy, zaczną się obracać w rozmaitych kręgach towarzyskich. I tam nieznajomość tego typu sformułowań będzie dla nich barierą, nie będą rozumieli, o czym mowa, nie będą w stanie błysnąć towarzysko wypowiedzią na odpowiednim poziomie.

Ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że ja ich najzwyczajniej oszukuję. Bo nie ma już takiego świata, w którym dba się o jakość wypowiedzi, w którym ludzie mają bogaty zasób słownictwa, a ich wypowiedzi są jak misterna sieć utkana z kodu kulturowego cywilizacji łacińskiej. Skoro oni tak nie mówią, to ich rówieśnicy również. Więc zapewne nie mówią tak też ich rodzice. Może mówią dziadkowie, tyle że są oni pokoleniem w sposób naturalny zanikającym. Skoro nie mówią tak obecni licealiści, to nie będą też tak mówić ich dzieci i wnuki. I tylko ja zostaję z tym oszustwem jak Himilsbach z angielskim…

Jakub Marcin Bulzak

Czytaj specjalne wydanie dts24 „ZDROWIE”

Filmoteka dts24

207 Videos