O saunowaniu i morsowaniu rozmawiamy z Marcinem Korczykiem, blogerem medycznym znanym jako Pan Tabletka

O saunowaniu i morsowaniu rozmawiamy z Marcinem Korczykiem, blogerem medycznym znanym jako Pan Tabletka

– Chciałem zacząć od zdania: „lepsza godzina sauny, niż jedna tabletka”. Uznałem jednak, że rozpoczynanie tak rozmowy z Panem Tabletką byłoby niegrzeczne. Widziałem, że saunujesz…

– Saunuję. Sauny są coraz bardziej popularne i ja też chętnie korzystam z tego typu aktywności. Siedząc w saunie i obserwując mam czas przemyśleć i porozmawiać o różnych saunowych mitach. A potem zestawić je z konkretną wiedzą naukową. Bo saunowanie czy krioterapia – na przykład w formie morsowania, czy korzystanie z beczki, albo zwyczajnego lodowatego prysznica – to wszystko jest coraz popularniejsze. Jest też coraz więcej opracowań naukowych, ale też dużo rzeczy jeszcze do wyjaśnienia. Od czego zacząć?

– Od początku. Wchodzisz do sauny i od razu rozróżniasz zawodowców od dyletantów? Zawodowiec ma czapeczkę na głowie i nie siedzi w majtkach, tylko w ręczniku.

– Życzyłbym sobie żeby tak to wyglądało. Oczywiście różne miejsca mają swoją kulturę. Faktycznie, jeśli wchodzimy do miejsca, gdzie jest wysoka temperatura, chcielibyśmy, żeby każdy znajdujący się tam materiał był naturalny. Jeśli już, to bawełna, len czy wełna na głowie. W ten sposób dbamy o to, czym oddychamy i czy mamy zdrową atmosferę w saunie, a skóra nie ma przeszkód żeby się pocić. Nie przegrzewa się miejscowo, a to ważne. Widuję osoby źle ubrane, ale pamiętam siebie z początku mojej przygody z sauną, więc nie byłbym aż taki krytyczny.

– Przychylasz się do modelu fińskiego. Sauny stawiać wszędzie, gdzie mieszkają ludzie, żeby z nich korzystać nawet codziennie. Przesada?

– W badaniach najczęściej analizowano kilka krótszych sesji w tygodniu – zwykle po kilkanaście minut każda. Nie chodzi o bicie rekordów, tylko o regularność i tolerancję organizmu. Mam obawy, że wiele osób saunuje nieprawidłowo. Np. ktoś wchodzi po alkoholu, albo ktoś wchodzi, choć nigdy nie zrobił badań, a ktoś inny nadużywa sauny. I to jest kwestia edukacji.

– Po pierwsze: czy sauna ma dla naszego zdrowia realne korzyści?

– Tak, natomiast nieco inne niż się powszechnie myśli. Więc może zacznę od tych mitów. Dodam, że staram się przedstawić perspektywę w oparciu o opracowania naukowe. Więc jeśli komuś zburzę teraz nieco obraz sauny, to nie w złej wierze. Po pierwsze kwestia detoksu. Wiele osób mówi, że idzie do sauny „odtruć” się. To niestety w ten sposób nie działa. Pot, który się wydziela podczas saunowania pojawia się na skutek termoregulacji. Organizm zaczyna się pocić, żeby się schłodzić. Nie żeby się oczyścić… Gruczoły potowe wydzielają w 99 proc. wodę, dalej sód, chlorki, potas, niewielkie ilości mocznika. Za detoks niezmiennie odpowiadają nerki i wątroba, nie skóra.

– Czyli nie wypacamy tych niedobrych toksyn?

– Nie. Możemy wypacać elektrolity, minerały, więc oczywiście nawadnianie w saunie jest kluczowe. O nie możemy o tym zapominać. Ale niestety detoks tutaj nie działa. Kolejna sprawa – jesteśmy chorzy, przeziębieni, więc idziemy do sauny, żeby się wyleczyć. I to niestety też jest mit. Jeśli idziemy chorzy do sauny, to możemy zarazić inne osoby – to po pierwsze. Po drugie – sauna kosztuje nasz organizm bardzo dużo energii, którą powinien przekierować na walkę z wirusem albo bakterią. Sauna jest dobra, ale dla zdrowych. Porównajmy saunę do marszobiegu, kiedy podnosimy sobie tętno do 120-150 uderzeń serca na minutę. Jeśli nie mielibyśmy siły pójść na taki trening, to sauna też nie jest dobrym pomysłem. Chodzi o to, żeby słuchać swojego ciała i wyczuwać, kiedy coś nam nie służy.

– Sauna jako pomysł na utratę wagi. Kolejny mit?

– Ten aspekt jest też dosyć dobrze przebadany. I to jest niestety mit. Jeśli ktoś pilnuje swojej wagi, to może zauważyć po sesji w saunie niewielki spadek. Ale ma to związek głównie z utratą wody. Warto działać profilaktycznie i tę wodę na bieżąco uzupełnić. Sauna nie odchudza. Czasami ludzie w saunie mówią, że czują się zmęczeni, bo to jest jakiś wysiłek, więc na pewno chudną. To tak nie działa. Saunę bardziej można potraktować jako gimnastykę dla układu sercowo-naczyniowego. Dzieje się tak jeśli przeplatamy saunę cyklami schładzającymi. To jest rodzaj treningu – naczynia krwionośne się rozszerzają i kurczą. Regularne saunowanie w badaniach obserwacyjnych wiąże się z niższym ryzykiem zdarzeń sercowo-naczyniowych. To nie jest gwarancja i oczywiście nie zamiennik leczenia, a wartościowy element zdrowego stylu życia.

– W saunie czasami słyszymy dialogi: „Ale będzie piwko dzisiaj smakowało!””.

– Jeśli miałbym się odnieść do połączenia sauna, morsowanie i alkohol to odpowiadam: kategorycznie nie! Alkohol zmienia nasze odczuwanie i postrzeganie, co może prowadzić do ryzykownych zachowań i przegapienia sygnałów ostrzegawczych. Może zwiększyć ryzyko zasłabnięcia, omdlenia, które i tak jest duże w saunie. Szczególnie jeśli ktoś nagle wstanie, wyprostuje się. Inną ryzykowną sytuacją jest zanurzanie głowy. Jeśli ktoś morsuje albo po saunie korzysta z balii i zanurzy głowę, to u osób z predyspozycją może wyzwolić zaburzenia rytmu serca. Z punktu widzenia fizjologii jest to związane z tzw. odruchem nurkowania i nagłym szokiem termicznym

– Wybór saun jest duży. Gdybyś miał zdecydować, którą wybrać: sucha, mokra czy podczerwień?

– To sprawa indywidualna. Komuś służy coś bardziej, innemu mniej. W saunie fińskiej (suchej) temperatura jest wysoka i ktoś może na nią źle reagować. Ta temperatura plus niska wilgotność jest inaczej odczuwana niż na przykład pięćdziesiąt stopni w saunie parowej albo w infrared. Sauna fińska, jeśli ktoś lubi i mu służy, jest jak najbardziej ok. Oczywiście z przerwami na odpoczynek, na regenerację, na schłodzenie, żeby układ sercowo-naczyniowy wrócił do poziomu zero czy prawie zero. Sauna parowa, rzymska, czyli wysoka wilgotność i 45-50 stopni. Tutaj inaczej ta temperatura jest odczuwana, a wiele osób nie docenia tej sauny. Dla osób z katarem albo problemami z zatokami jest fajnym wsparciem. Podczerwień (infrared). Promieniowanie podczerwone podgrzewa bezpośrednio wodę w tkankach, a tym samym wygrzewa inaczej niż sauna fińska i parowa.  Ciało jest wygrzewane tak głęboko, jak wnika promieniowanie podczerwone. Jakie z tego płyną korzyści? Regeneracja mięśni, nie tylko dla tych, którzy są po treningu, ale po urazach czy ulga w bólu stawów. Dla osób, które nie lubią albo takiej dużej wilgoci jak w saunie parowej, albo takiej wysokiej temperatury jak w saunie fińskiej, podczerwień może być świetnym rozwiązaniem. Natomiast w kontekście badań naukowych najmniej danych jest właśnie na temat sauny infrared.

– Schładzanie pomiędzy seansami w saunie albo morsowanie?

– Temat rzeka i dwie różne sprawy. Przypomnijmy – po 35-40 roku życia spada objętość naszej masy mięśniowej, co bezpośrednio koreluje z różnymi chorobami cywilizacyjnymi, długością i komfortem życia. Zatem trening, który ma za zadanie wspierać masę mięśniową i stymulować organizm do wzrostu, jest korzystny pod każdym względem. Do tego sauna i te wszystkie zabiegi zimnem. Jest takie greckie słowo hormeza, które tłumaczy się jako poruszenie. I to nic innego jak właśnie hartowanie organizmu. Czyli wystawiamy organizm na działanie skrajnie wysokiej temperatury albo skrajnie niskiej temperatury. Długofalowo zbyt wysoka i zbyt niska temperatura może zabić. Natomiast jeżeli ją sobie odpowiednio dawkujemy to powoduje, że nasze ciało, układ nerwowy, i układ krwionośny pozostają w elastyczności. I to jest fajny czynnik, który wspiera naszą długowieczność, sprawność, hamuje starzenie również układu nerwowego. Fantastyczna sprawa, jeśli korzystamy z tego rozsądnie. No i tutaj nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o profilaktyce i o badaniach. Podstawą bezpiecznego korzystania z morsowania i saunowania – jest wizyta u kardiologa i sprawdzenie parametrów pracy serca, układu sercowo-naczyniowego. Jeśli ktoś ma np.: niewyrównane nadciśnienie czy arytmię, to niekoniecznie musi mu to wszystko służyć. Dlatego warto porozmawiać z lekarzem – szczególnie jeśli znajdujemy się w grupie ryzyka chorób “sercowo-naczyniowych”.

– Utrata masy mięśniowej wraz z wiekiem. Skoro już to padło, to dodajmy kilka zdań na ten temat. Każda forma aktywności fizycznej jest ważna i buduje masę mięśniową?

– Tak. Naukowcy są zgodni, że jeśli ktoś niczego nie trenuje, a potem jednak zacznie to robić, to nie ma wątpliwości, że jest to duża korzyść dla niego. Coraz więcej mówi się o treningu siłowym jako o czynniku, który stymuluje nasze ciało. Można tu użyć takiego prostego porównania. Człowiek i jego ciało jest maszyną stworzoną do chodzenia, podnoszenia, ciągnięcia, przemieszczania się i do pracy. I jeśli nasze ciało nie dostaje takich bodźców, to niejako zamyka się w sobie. A cały ten aparat mięśniowo-ruchowy jest połączony ze sferą psyche w jeden system. I on przestaje działać. Więc utrzymując ciało w sprawności i aktywności fizycznej dbamy o nasz komfort, o długowieczność, o pamięć. W pewnym wieku to zasadnicza kwestia samopoczucia. Ktoś mówi, że bolą go plecy albo stawy. Bolą, bo nie ćwiczymy! A jeśli ćwiczymy, to nasz aparat mięśniowy trzyma te wszystkie stawy i szkielet w ryzach, a nasze ciało czuje się zwarte. Często brak ruchu pogłębia dolegliwości. Ale jeśli ból jest przewlekły, nocny albo z objawami neurologicznymi – wymaga diagnostyki – wiadomo.

– Dostrzegasz na siłowniach i innych zajęciach więcej osób starszych?

– Zdecydowanie tak.  Trening to jest inwestycja w masę mięśniową, szczególnie po czterdziestce. I w kontekście zdrowia – to jest inwestycja ważniejsza niż odkładanie pieniędzy na trzeci filar emerytalny. To ruch sprawi, że jesteśmy zdrowsi, nasza głowa pracuje lepiej, mamy więcej siły i większe poczucie sprawczości.

Rozmawiał Wojciech Molendowicz

Czytaj specjalne wydanie dts ZDROWIE

[pobierz za darmo]

Filmoteka dts24

207 Videos