Sala Sądeckiej Biblioteki Publicznej w Nowym Sączu, a właściwie dwie sale pękały w szwach na spotkaniu grona przyjaciół, znajomych, mieszkańców regionu i ludzi, którzy towarzyszyli redaktorowi Wojciechowi Molendowiczowi w rocznej delegacji do Nowego Sącza. Przyszli na premierę jego książki, która nie była klasyczną opowieścią o autorze i jego zamyśle na lekturę, a wspólnym układaniem ponad trzydziestoletniej historii.
Jest 1995 rok. Redaktor Wojciech Molendowicz zostaje wysłany na roczną delegacyjną misję do Nowego Sącza. Cel? Wstrząsnąć światem sądeckich mediów, no może z założeniem nie tak drastycznym – miał zadbać o rozwój ,,Gazety Krakowskiej” i tchnąć w nią nowego ducha. Walizki spakowane, doświadczenie wzięte ,,pod pachę” i przed nim 155 kilometrów dzielących Chrzanów, z którego pochodził i Nowy Sącz, w którym miała dokonywać się rewolucja. Dla uzmysłowienia czasu potrzebnego na podróż – ponad dwie godziny trasy samochodem, pociągiem – ponad 3, a autobusami z przesiadkami – jak mówią mapy google – prawie 6. Szybkie założenie: roczna delegacja, pakowanie walizek na powrót i koniec nowosądeckiej przygody. Takiego roku jednak sam autor książki się nie spodziewał…
Zasiedzenie jest do usprawiedliwienia, jeśli w ogóle usprawiedliwiać trzeba, można się przecież zasiedzieć gdzieś dłużej na kawie, w pracy… nawet 30 lat. Kiedy zaczynamy generalne porządki, nie zakładamy, że gdy odsuniemy szafki, za nimi będą ,,bałwany” kurzu, a kiedy już je wysprzątamy, stwierdzimy, że może należy i pokój przemalować, a właściwie to meble w kuchni już niemodne. Ale wracając do sedna sprawy…
30 lat minęło…
4 lutego 2026 roku, biblioteka, dwie zapełnione sale i telebim, który był potrzebny, bo w głównej sali nie pomieścili się wszyscy goście. Ciasto, kawa, klimat spotkania po latach, opowieści z pamięci bohaterów tekstów, których historie znalazły się w książce, ale i tych, którzy niegdyś dali zalążek do stworzenia ,,Dobrego Tygodnika Sądeckiego”. To nie był klasyczny wieczór z autorem, to była ,,posiadówa” przy ognisku, z jednym małym szczegółem – dyrektor biblioteki na rozpalenie ogniska by się nie zgodził.
Nie będziemy skupiać się na tym, że nie zabrakło prezesów firm, polityków, współpracowników byłych i obecnych, ludzi określanych mianem ,,znanych”, skupimy się na tym, że Ci wszyscy ludzie znaleźli się w trzydziestoletnim plecaku redaktora Molendowicza z napisem ,,Rok w delegacji” i często zaczęli być ,,znani”, kiedy wysypali się z tego plecaka w zgrabnej opowieści, czy felietonie. Nie wszyscy zmieścili się na stronach książki, bo i ciężko byłoby taczkami wozić ze sobą olbrzymią, opasłą lekturę ,,do pociągu”, ale wszyscy pisali razem z nim tę historię.
,,Rok w delegacji” jest opowieścią o człowieku, o ludziach i świecie, którym tym ludziom trzeba było opowiedzieć i nadal jest to niezmienne. Niezmienne jest również to, że kluczem do poznania jest czytanie i to chyba najlepsze podsumowanie spotkania zakończonego uściskami, kwiatami, gratulacjami i autografami.
„Umiejętność czytania ma większy wpływ na przyszłość dzieci niż ich status ekonomiczny – to moje ulubione zdanie mijającego 2025 r., a dla mnie 30. w Nowym Sączu. Skoro jednak nie mogę mieć wpływu na czyjś status ekonomiczny, niech się chociaż dorzucę do rozwijania umiejętności czytania. Przecież czytanie jest najważniejsze! Choćby to było czytanie Molendowicza” – brzmi jeden z fragmentów książki.
Fot. Adrian Maraś
Czytaj także: Multidyscyplinarnie w IMO Galerii – muzyka, poezja i mapping na starosądeckim rynku








































































































































































































































































