Serial „Sądeczanka” – nowy sezon. Politycy deklarują: „ruszamy”. Mieszkańcy Nowego Sącza: „my też… ”

Serial „Sądeczanka” – nowy sezon. Politycy deklarują: „ruszamy”. Mieszkańcy Nowego Sącza: „my też… ”

Wczoraj temat budowy DK75 „Sądeczanki” wrócił na polityczną agendę. O inwestycji rozmawiano podczas posiedzenia podkomisji ds. transportu drogowego Komisji Infrastruktury Sejmu RP, o czym poinformowali w mediach społecznościowych posłowie i przedstawiciele rządu.

Wkrótce po posiedzeniu pojawiły się zapowiedzi (ponowione), że budowa nowej DK75 ma zostać podzielona na etapy – w ten sposób, by część trasy zrealizować możliwie szybko.  Co warto zauważyć na wstępie: owo „możliwie szybko” to znaczy za około… 10 lat.

Mniej niż połowa trasy na start

Podział inwestycji na etapy zapowiedział  (już po raz drugi) wiceminister infrastruktury Stanisław Bukowiec. W komunikatach podkreślił, że nowa DK75 ma powstawać „w dialogu” oraz bez powtarzania błędów z przeszłości.

Zgodnie z przedstawionym planem, w pierwszej kolejności realizowane mają być trzy odcinki określane jako niewzbudzające zastrzeżeń, o łącznej długości ok. 21,2 km, czyli ok. 45% trasy: odcinek I Okocim – Uszew (ok. 3,6 km), odcinek III Wytrzyszczka – Łososina Dolna (ok. 5,7 km) i odcinek V Tęgoborze – Nowy Sącz (ok. 9,0 km). Pozostałe fragmenty, czyli odcinek II Uszew – Wytrzyszczka (ok. 19,7 km) oraz odcinek IV Łososina Dolna – Tęgoborze (ok. 9,2 km), mają być realizowane według wariantów społecznych opracowywanych przez samorządy.

Harmonogram: start w 2026, droga po 2034

Z prezentowanych harmonogramów wynika, że dla trzech „spokojniejszych” odcinków procedury mają ruszyć formalnie w 2026 roku (postępowania przetargowe, dokumentacja i geologia). Jednak realne wejście w etap budowy, według tych samych danych – to perspektywa około 2030-2031, a końcowe terminy realizacji części odcinków pojawiają się nawet w widełkach 2034-2036.

Tu zaczyna się druga, znacznie mniej spójna z oficjalnymi deklaracjami, część tej historii. Pod wpisami polityków po wczorajszym posiedzeniu pojawił się komentarz mieszkanki Nowego Sącza, która twierdzi, że 11 mieszkańców miasta złożyło już skargi do sądu po odrzuceniu odwołań od decyzji środowiskowej. Jej zdaniem „nikt z mieszkańcami Nowego Sącza nie rozmawia ani nie rozmawiał” – ani miasto, ani GDDKiA, ani przedstawiciele rządu. W komentarzu przywołano też pismo RDOŚ w Krakowie, z którego ma wynikać, że łącznie wpłynęło 47 odwołań od decyzji środowiskowej, w tym 41 od mieszkańców Nowego Sącza.

Inwestycja formalnie ma przejść do kolejnych działań przygotowawczych, ale społecznie – debata o niej wciąż się nie domyka. Z jednej strony słychać o etapowaniu „dla przyspieszenia”. Z drugiej – mieszkańcy mówią o braku rozmów i kierują sprawy do sądu. Jest jeszcze trzecia perspektywa: historia politycznych deklaracji, obietnic i zapewnień dotyczących budowy tego arcyważnego dla Sądecczyzny połączenia drogowego liczy sobie już kilka dekad a formalności trwają już od dekady (studium korytarzowe powstawało od 2017 roku…)

Sądeczanka więc „rusza”, ale każdy rozumie to słowo inaczej: jedni jako zapowiedź przetargów, drudzy – jako zapowiedź procesów, a trzeci patrzą na daty i pytają, czy to jeszcze „droga”, czy już projekt pokoleniowy.

Od autorki:

Region czeka na tę drogę jak na świętego Graala. Wczorajsze posiedzenie sejmowej podkomisji przyniosło kolejną porcję deklaracji, które już słyszeliśmy: będzie etapami, szybciej, w dialogu. Tyle tylko, że „szybciej” w polskich realiach znaczy: poczekajcie jeszcze 5 -10 lat, a potem zobaczymy. W praktyce dostajemy nie drogę, tylko kalendarz rozczarowań.

Każdy kolejny odcinek serialu „Sądeczanka” ma scenariusz jak déjà vu: decyzje, odwołania, przetargi, konsultacje. A asfaltu wciąż nie widać nawet na horyzoncie. Zamiast efektu, mamy efektowne tabelki z terminami rozpisanymi na dekadę do przodu. Rzeczywistość zderza się z PR-ową narracją: władza wrzuca optymistyczne posty, opozycja krytykuje działania władzy, droga jest cały czas na papierze, a problem w realu. A po każdej zmianie władzy – to samo – tylko role się odwracają.

W Polsce budowa drogi potrafi trwać dłużej niż niejedna wojna. Sądeczanka jest tego smutnym przykładem. I to właśnie te daty, a nie deklaracje, stają się nową walutą zaufania do państwa. Bo w tej historii z długą, już mocno siwiejącą brodą nie chodzi tylko o asfalt. Tylko o to, że nikt już właściwie nie pyta, czy droga powstanie, tylko, ilu mieszkańców dożyje jej otwarcia.

Czytaj też:

Filmoteka dts24

194 Videos