Gdzie jest koszulka radnego i drzewiec radnej, czyli społeczne poszukiwanie artefaktów

Gdzie jest koszulka radnego i drzewiec radnej, czyli społeczne poszukiwanie artefaktów

Prawda, że to skomplikowany tytuł? Jaka koszulka? Jaki drzewiec? O kogo chodzi? No i dlaczego jest jakieś „szukanie”… Czego my szukamy? Artefaktów! Ale w gruncie rzeczy szukamy symboli, naszych lokalnych znaków społecznego istnienia.

Ostatnio nasza redakcja pisała o Panu Radnym Arturze Czerneckim, który podobno awanturował się w pewnym sklepie, a potem symulował „interes publiczny”. No ale już to było, minęło…

Piszę „po nazwiskach”, bo gdy pisałem ostatnio bez nazwisk, wielu Czytelników nie wiedziało, o kogo chodzi, i pisali do redakcji z pretensjami, że to jest tak „bułka przez bibułkę”. Ktoś sugerował, że kurkowa redakcja się asekuruje, ponieważ boi się procesów. My się niczego nie boimy. Pisaliśmy tak, aby podbić percepcję zagadkowością.

Piszemy to trochę z żartem, ale jest też w tym alegoria edukacyjna. To także nasza edukacja obywatelska i wezwanie do czujności, nie rewolucyjnej, a tylko obywatelskiej.

Chodzi o to, jak pewni ludzie wchodzą do polityki, także tej lokalnej. Stosują pewne zabiegi, usypiając naszą czujność, a potem my ich wybieramy jako swoich przedstawicieli, oddając im nasze zaufanie — w jasyr. I to na 5 lat.

Dlatego ten tekst należy czytać interkontekstualnie. (Trudne słowo, ale chcę błysnąć jako redaktor.) Czasami tak trzeba — to podnosi rangę tekstu. Chodzi jednak o prostą sprawę: czytamy „między wierszami”. Czytajmy zatem ten tekst w ten sposób!

Do rzeczy (ad rem) — chodzi o dwoje radnych: Pana Radnego Tomasza Dydę i Panią Radną Ewę Kubacką-Stasiak. Ich status polityczny jest nieco inny, ale jednak jest coś bardzo podobnego. Łączy ich kilka rzeczy. Kluczowa jednak to „dojście do władzy”.

Zaczniemy od Pana Radnego Dydy. Wszyscy znamy sprawę LKS Zawada — rozgrzewała naszą wyobraźnię społeczną w ostatnich miesiącach. A może trwa to już nawet ponad rok? Pan Dyda był w jej tle, niby niewidoczny, ale jednak bardzo kłujący w oczy.

Ale jest i druga sprawa: jakże nas rozgrzewała onegdaj sprawa budowy spalarni przez firmę Newag, jednoznacznie popieraną przez Ratusz. Tutaj było wielu bohaterów, ale „królowa jest tylko jedna”.

Tak nakreślam dramaturgicznie te dwie sytuacje. Różne, a jednak podobne. Jest jak w dramacie greckim — jedność czasu, bo były wybory w 2024.

Bohaterowie tego dramatu postanowili swego czasu znaleźć „hak wyborczy” i wejść do naszej lokalnej polityki nagle i niespodziewanie. Mieli zgoła różne plany, ale obydwoje byli bardzo kreatywni.

Pan Tomasz Dyda zawdział koszulkę LKS Zawada, identyfikował się z klubem. Klub i kibice odwdzięczyli się szczodrze i hojnie: 260 głosów minus rodzina Pana Dydy.

No i właśnie o tę koszulkę teraz chodzi. Wielu widziało Pana Dydę w tej koszulce, podają sytuacje, ale nikt nie ma konkretnego zdjęcia, a miał je podobno na swoim profilu. Teraz nie ma tych zdjęć. Pół miasta szuka choćby jednego zdjęcia. Znaleziono Pana Dydę w koszulkach Dunajca, a nawet reprezentacji Argentyny, a nie ma go odzianego w koszulkę LKS Zawada.

To jest kluczowy artefakt, którego szukamy. Chcemy Panu Dydzie zrobić akcję promocyjną, bo podobno ma startować do zarządu… klubu Zawada w lutym 2026. Gadają na Jagiellońskiej, że taki jest plan wyborczy Pana Dydy — teraz „głodzą” Zawadę, a on zajedzie na wybory w lutym z takim przekazem: mnie wybieracie i kłopoty finansowe pójdą precz. Pamiętamy wszyscy, jak opowiadał Jan Nowicki w „Wielkim Szu”, że kasa może także być hakiem — i to najlepszym. Pan Dyda ma taki plan, że licytuje pieniędzmi, to nic, że nie swoimi.

Kończąc ten wątek: kto ma zdjęcie z Panem Dydą w koszulce LKS Zawady, niech naszej redakcji dostarczy. To mogą być przypadkowe zdjęcia, na przykład z drona, z urodzin, z imprezy biesiadnej. Jak będziemy mieli to zdjęcie, to robimy mu kampanię wyborczą na prezesa LKS Zawada. Tylko on może uratować LKS Zawada!

A Pani Stasiak-Kubacka vel Spalarnia. Ona stanęła na czele społecznego buntu przeciw budowie prywatnej spalarni „w centrum miasta”. Dla jasności: nasza redakcja nie wchodzi teraz w żadne buty sporu „budować — nie budować”. Nas interesuje inżynieria społeczna i socjotechnika. Wszyscy wiedzą, jaką mamy słabość do marketingu wyborczego. O tym także jest ten tekst.

Pani Ewy było pełno wszędzie, epatowała, że jest inżynierką. Wielu uwierzyło w jej niebywałe kompetencje — myśmy także uwierzyli. Stała się nagle osobą publiczną. Tak mocno zaistniała z tematem spalarni, że „nasi sądeccy pisowcy” zaproponowali biorące miejsce na listach. (O Panią Ewę biły się także inne komitety.) No i Pani Ewa błyskotliwie została radną miejską. To była prawdziwa szarża. Podobno ktoś w WSB piesze o tym prace licencjacką, a powinien naszym zdaniem – magisterską.

Potem było zaskakujące wykluczenie z klubu sądeckiego PiS. Dlaczego Panią Ewę usunięto z klubu PiS — to już nie ma większego znaczenia.

Od tego czasu Pani Ewa smali cholewki do koalicji rządzącej w mieście, ściślej — do KN Pana Prezydenta. Pani Ewa realizuje „jakiś” plan. Ona posiada zapewne duże ambicje. Wiemy wszyscy, że sprawa ambicji jest jednak ambiwalentna. To tworzy suspens.

Czego poszukujemy? Jakiego artefaktu? Konkretnie. Kiedyś podczas „narad” w firmie Newag miał miejsce protest przed bramami. I demonstranci, pod przewodnictwem Pani Ewy, nieśli transparenty, a ściślej — takie oldskulowe tablice na kijach, na „drzewcach”. Pamiętamy film „Obywatel Piszczyk” i tam Kobiela dzierżył taki drzewiec, a na nim tablica: „Na Kowno!”, „Wodzu, prowadź!” Oni tam, pod Newagiem, mieli podobne. To nie było przypadkowe.

Czy ktoś ma jakieś zdjęcie, jak Pani Ewa dzierży taki drzewiec albo przemawia na tle takich „banerów”? To ważne, bo pamiętamy: sokiści Newagu przejęli te banery, a potem już ich nie oddali. Krążyła pogłoska, że je połamali. Potem Pan Prezes Konieczek brutalnie i niewybrednie oświadczył do Pani Ewy: „Pani chce być radną? Po moim trupie”. Mocne.

Jakże się mylił — Pani Ewa została radną. Ale co jest zdumiewające, ona najwyraźniej chce być radną kolejnej kadencji. I to z list KN! Co na to Pan Prezes Konieczek? Czy On na to pozwoli tym razem?

Jedno jest pewne, Pani Ewa posiada bardzo duży depozyt wiary w siebie i w sprzyjające okoliczności. To wiara ocierająca się mocno o naiwność. Tak, inżynierowie bywają także naiwni. Humaniści lepiej się teraz poczuli, bo to ich oskarża się o pięknoduchostwo.

Na tym tle Pan Dyda maluje się nam jako czysty pragmatyk. Pamiętamy maturalne pytanie: Wokulski — romantyk czy pozytywista? Pani Ewa jest na pewno romantyczką. Pytanie, czy Pan Dyda jest pozytywistą?

Na koniec nasza redakcja zwraca się do Czytelników z prośbą o przesłanie choćby jednego (dwóch) zdjęcia Pana Dydy w koszulce LKS Zawady i Pani Ewy z drzewcem z napisem — tym kultowym, z częstochowskim rymem: „Nie palcie śmieci, bo tutaj są dzieci”.

Gdy uzyskamy zdjęcia, będziemy pisać kolejne odcinki przygód naszych bohaterów. Oni są niezwykle atrakcyjni, no i zachowujemy parytet. Ale piszemy: ku pokrzepieniu serc! W tych ciężkich czasach należy nam się więcej radości.

Kłaniam się nisko Czytelnikom.

Adam Kurek

Filmoteka dts24

194 Videos