Wiemy powszechnie, że władza – oprócz tego, że jest władzą – potrafi człowieka zupełnie ogłupić. Chodzi jednak zawsze o ludzi, o pojedyncze osoby.
Władza może uderzyć do głowy. U ludzi przypadkowych, nieprzygotowanych, „nieodpornych” wyzwala zachowania niesłychane. Znamy to powiedzenie: cham, biuro, atrament. I niestety, kilka dni temu w Nowym Sączu w pewnym sklepie to powiedzenie się zmaterializowało.
Widzimy to nie raz – jak ludzie władzy zachowują się w domenie publicznej. Z jednej strony uczestniczą w uroczystościach, składają wieńce, przecinają wstęgi. Pod krawatem i z uśmiechem celebrują swój status. Tak, dotyczy to głównie mężczyzn – ochoczo manifestują swoją pozycję, wpływy i poczucie znaczenia, napędzani patriarchatem.
My, zwykli ludzie – nazwijmy się szarakami – wiemy, że kiedy prosty człowiek dostaje władzę czy choćby nominację na zastępcę kierownika magazynu, natychmiast zmienia perspektywę. Przestaje poznawać znajomych na ulicy, zaczyna traktować innych protekcjonalnie, a jednocześnie udaje, że nadal jest „z nami”. Łatwo to wyjaśnić: jego nowe wywyższenie potrzebuje widowni, wobec której może być celebrowane.
Filozofowie dialogu pisali o relacji Ja–Ty. W niej może się realizować proces braterstwa, jak chcieli dialogicy. Ale w wersji prymitywnej ta relacja zamienia się w zwykłą dominację
Ale idę chyba zbyt grubo z filozofią, prof. Józef Tischner zrugałby mnie, za nieadekwatność. Chamstwo wymaga innych narzędzi. Przepraszam jednocześnie za przydługi wstęp – taka to już moja przypadłość.
Otóż niedawno pewien sądecki radny w sklepie pokazał swoją „wyższość” nad pracownikami owego sklepu. Chciał chyba kupić alkohol tuż przed 22.00, sprzedawczyni odmówiła. Wtedy wszczął awanturę, podnosił głos, kierował słowa do personelu i jednej z pracownic. Cytować ich nie będziemy.
Do naszej redakcji trafiło wiele anonimowych sygnałów, że to nie był pierwszy raz. Ten Pan Radny miał już wcześniej podobne „epizody”. Gdy nie został rozpoznany i – w jego mniemaniu – odpowiednio uszanowany, zachowywał się podobnie. Dawał jasno do zrozumienia, że jest kimś ważniejszym, że powinien być traktowany lepiej, że jest po prostu „równiejszy”.
Można by uznać, że po tej scenie sprawa przycichnie. Że radny odpuści, ale jego ego musiało zostać wyjątkowo naruszone. Ów radny postanowił iść dalej. Napisał list – nie do obsługi sklepu, lecz do prezesa całej sieci handlowej. Nadał mu rangę interpelacji publicznej. Podpisywał się tytułami miejskimi. Protestował, że sieć nie sprzedaje alkoholu „do pełnej” 22.00 i wstrzymała sprzedaż już o 21.50. Dowodził łamania prawa.
Swoje, oględnie mówiąc, naganne zachowanie opakował w rzekomą walkę o zasady i o prawo. Pisał jako radny. Epatując tym, szczycił się swoją funkcją, z protekcjonalnym tonem. Prawda, że to kreatywne? A może po prostu – bezczelne. Tak można mylić powszechność z partykularyzmem osobistym.
Znamy tego pana radnego. Nazwiska nie użyjemy. Kiedy inna sadecka redakcja opisała sprawę, odpowiedział, że to żart i nie będzie się odnosił. Nawet dowcipkował, że nie przekręcono jego nazwiska.
To wszystko jest zwyczajnie folwarczne i byle jakie. A przede wszystkim – chamskie.
Radny podtrzymywał swoje stanowisko – kuriozalne. Nie widział nic niestosownego w swoim zachowaniu. No cóż, spuśćmy na to kurtynę przebaczającego milczenia. Jako Obywatele musimy mieć niestety wiele cierpliwości.
A jak powinna zachowywać się osoba publiczna w okolicznościach publicznych? Zwłaszcza ta, która otrzymała mandat od obywateli? Powinna być spolegliwa i życzliwa wobec nas – zwykłych ludzi. To wydaje się oczywiste, choć nie dla wszystkich.
To, co zaprezentował wspomniany radny, to raczej echo folwarku i bylejakości. Dlatego warto przypomnieć kilka zasad z nowego, obywatelskiego kodeksu każdego (radnego w szczególności) – a nie tego pańszczyźnianego:
– pokora ponad przywileje – mandat społeczny nie jest glejtem do wywyższania się, ale zobowiązaniem do skromności.
– służba ponad wygodę – osoba publiczna powinna pamiętać, że to mieszkańcy są jej pracodawcami, nie odwrotnie.
– szacunek wobec drugiego człowieka – czy to sprzedawczyni w sklepie, czy sąsiad na klatce.
– odpowiedzialność za słowo – publiczne awantury i krzyki podważają zaufanie obywateli.
– wzór zachowania – radny, poseł, burmistrz – każdy z nich reprezentuje nas w przestrzeni publicznej. To zobowiązuje.
Przepraszam Czytelników, że nieco moralizuję. Ale ja mogę – nie jestem radnym, osobą publiczną. Jestem zwykłym szarakiem. Wieńców pod pomnikami nie składam, w sklepie zachowuje się cichuteńko.
Oczekuje na pozew sądowy owego radnego, to będzie możliwość pogłębić te sprawę publicznie. O tym trzeba pisać…
Adam Kurek


































































































































































































