Do przerwy 0-1, czyli pomysł na okładkę DTS

Do przerwy 0-1, czyli pomysł na okładkę DTS

A było tak. Na dużej przerwie „Serek” czyli nasz kapitan z najsilniejszym chłopakiem z ekipy szedł umawiać klasowego. Najczęściej na następny dzień po lekcjach, żeby był jeszcze czas obgadać taktykę. Choć gadać nie było o czym. Strategia wydawała się prosta: laga do przodu, a tam się może coś przytrafi. Kto będzie za dużo żyłował* dostanie w łeb i więcej nie gra. Najlepiej wcześniej przetrenować te rozwiązania we własnym gronie. Role na boisku rozdzielał los. Najsłabszy idzie na bramkę, a jak nie ma akurat wolnej bramki, to dwóch jeszcze słabszych, co nie umieją trafić w piłkę, robi za słupki. Jeśli uciekną, słupki robimy z plecaków. Do ataku idzie „Kulcok”. Cała reszta ma mu podawać, a jak się nie da, to wybijać piłkę gdzie popadnie. Ot, cała filozofia futbolu.

Sprawa była piekielnie prosta. Haratało się w gałę zawsze i wszędzie. Po lekcjach, na przerwie, na boisku, na korytarzu, pod blokiem, na łące, na piasku, na asfalcie, na lodzie. Rozgrywki nie toczyły się dziaderskim systemem jesień-wiosna, tylko naszym własnym: wiosna-lato-jesień-zima. A jak tego było mało to człowiek zapisywał się na treningi do klubu. Prestiżowo wskakiwałeś na inny level. „On gra w Fabloku!” – szeptały dziewczyny na szkolnych korytarzach, a rywale z VII C z zajadłością polowali na twoje kości. A jeśli matki przygotowywały dla podwórkowych graczy koszulki, to okazywało się, że wszyscy na boisku grają z numerem 10. Jak Włodzimierz Lubański. Ale to było kilka lat wcześniej.

Kilkanaście (kilkadziesiąt?) lat później z podwórek i szkolnych boisk zniknęli małoletni Lubańscy, Bońki… Zniknęli wszyscy. Chłopaki zamiast haratać w gałę, haratali całymi nocami na kompach. Najpierw prymitywnych, potem na konsolach z kolejnymi wersjami FIFY. Futbol zrobił się wygodniejszy. Kto by tam gonił za szmacianką po błocie („Jacusiu nie biegaj, bo się spocisz!”), skoro od rana do wieczora w telewizji pokazują ligi większych i mniejszych mistrzów, albo całkowitych nie mistrzów. Wystarczy nacisnąć guzik. Ludzie biegli w objaśnianiu świata tłumaczyli nam spokojnie, że wszystko się zmienia, więc kopana też. Kropka.

„Genów nie wydłubiesz” – mawiał pewien filozof w barze „U Siwej”. I chyba miał rację. Jakoś wiosną tego roku podczas konferencji naukowej „Ruch i zdrowie” fizjoterapeuta Mateusz Prusak rzucił z pozoru niewinnie brzmiące zdanie. W Nowym Sączu w akademiach piłkarskich harata w gałę tysiąc chłopaków! Nie uwierzyliśmy. I słusznie. Jakub Nowak, dyrektor sportowy Dunajca, człowiek współpracujący z najmłodszą reprezentacją Polski wyprowadził nas z błędu. W sądeckich akademiach trenuje ponad 1200 najmłodszych piłkarzy. Armia ludzi! I to jest temat wart okładki DTS kończącego się lata. Wreszcie wiemy, gdzie podziali się podwórkowi piłkarze, wypełniający kiedyś całą wolną przestrzeń wokół nas. A jak nie było wolnej przestrzeni, to tłukli piłą miarowo o najbliższy mur. Teraz każdy z nich ma własną torbę na sprzęt sportowy, prawdziwe korki (najpewniej kupione u Pawła Gola Borka na Żywieckiej) i osobistego kierowcę, który zawozi go na trening. A zawożą ich najczęściej troskliwe matki, które jeszcze pół wieku temu, wyszywałyby im czerwoną tasiemką na białej koszulce numer 10. Jak Włodzimierz Lubański.

*żyłować – kiwać w nieskończoność zamiast podać do zawodnika znajdującego się na lepszej pozycji i przysłużyć się rozwojowi akcji swojej drużyny.

 

Filmoteka dts24

217 Videos