Narodziny to akt nadziei. A dziś rodzić (się) w Polsce to czasem także akt odwagi. Bo rośnie ryzyko, że trzeba będzie rodzić (się) w samochodzie. A później – będąc mamą – zapomnieć o sobie i poświęcić się niemal wyłącznie macierzyństwu. Dzietność w Polsce i Europie spada do rekordowo niskiego poziomu, a prywatne placówki z oddziałami położniczymi przejmują rolę publicznych. To nie wizja przyszłości. To dzieje się tu i teraz.
Koniec epoki „urodzonych w Krynicy”
1 sierpnia 2025 roku w Krynicy-Zdroju zamknęły się drzwi porodówki w szpitalu im. dr. Dietla. Przez dekady w metrykach dzieci widniało: „urodzony w Krynicy-Zdroju”. Taki wpis można już uznać za historyczny. Petycja w obronie oddziału, pod którą złożono tysiące autografów nie uratowała oddziału. Droga do najbliższej porodówki w Nowym Sączu bywa na tyle wyboista, że poród w samochodzie ma szansę sta
się dla matek z górskich miejscowości Beskidu Sądeckiego codziennością…
– W 2010 r. w krynickim szpitalu przyszło na świat niemal 1000 dzieci. W 2024 r. liczba porodów wyniosła już tylko 337 i z każdym miesiącem obserwujemy dalsze spadki, a w pierwszym półroczu 2025 roku urodziło się już tylko 140 dzieci. Oznacza to, że z trzech – czterech urodzeń na dzień, średnia spadła do poziomu poniżej jednego porodu na dobę. Nawet najbardziej pesymistyczne prognozy demograficzne z lat ubiegłych nie zakładały aż tak dużych spadków – tak przyczyny trudnej decyzji o zamknięciu oddziału wyjaśniała w rozmowie z dts24 Maria Olszowska z nowosądeckiego starostwa powiatowego. Jak stwierdziła – w 2024 roku Oddział Ginekologiczno-Położniczy oraz część noworodkowa poniosły stratę w wysokości 4,85 miliona złotych i „dalsze ponoszenie tak dużych kosztów nieuchronnie doprowadzi do utraty płynności finansowej placówki, co zagrozi funkcjonowaniu całego szpitala”.
Balansowanie między deficytem a misją
Dyrekcja nowosądeckiego szpitala, gdzie obłożenie nie przekraczało 40 proc. chciałaby uniknąć krynickiego scenariusza.
Od 1 sierpnia liczbę łóżek na porodówce sądeckiego szpitala zmniejszono z 47 do 30.
Zastępca dyrektora szpitala, Bogusław Latacz, przyznał w rozmowie z redakcją RDN, że w sytuacji gdy łóżka położnicze stoją w takiej ilości puste, szpital postanowił przestawić się z rodzenia na leczenie.
– Przekształcamy oddział, chcemy więcej leczyć ginekologicznie, by utrzymać strukturę – stwierdził.
Demografia: liczby bezlitosne
W 2017 roku w Polsce odnotowano 393 tys. urodzeń. W 2023 – już tylko 266 tys., najmniej od dekad. W 2024 GUS ogłosił historyczne minimum współczynnika dzietności: 1,099 dziecka na kobietę. To jeden z najniższych wyników w Europie i świecie. Urodziło się wtedy zaledwie 252 tys. dzieci, przy 409 tys. zgonów. To dwunasty rok z rzędu, gdy więcej Polaków umarło, niż się urodziło.
To nie jest tylko „polski problem”. Europa też rodzi coraz mniej: w 2023 roku w całej UE urodziło się 3,67 mln dzieci – najmniej od lat 60. XX wieku. Średnia dzietność spadła do 1,38 – rekordowo nisko. W bogatszych krajach OECD wskaźnik zjechał z 3,3 (1960 r.) do około 1,5 w 2022 r. Globalna średnia to dziś 2,3 i spada.
Dlaczego? Powody są uniwersalne: rosnące koszty życia i mieszkań, niestabilność pracy. Coraz więcej kobiet rodzi później, blisko trzydziestki, i często na jednym dziecku kończy. Świat kurczy się nie tylko liczbowo, ale i w swojej odwadze i chęci do rodzenia.
Więcej czytaj w najnowszym DTS: https://www.dts24.pl/dts-2025-08-23/



































































































































































































