
Festiwal im. Jana Kiepury trwa zaledwie kilka sierpniowych dni… ale KiepurJanki zostają z nami na cały rok. Mecyje Sądeckie wraz z Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju postanowili przybliżyć społeczeństwu postać wybitnego artysty za pomocą… ciastek. O tym, czym jest ten szczególny przysmak opowiada właściciel Bartłomiej Bochenek.
– Kilka dni temu zakończył się 58. Festiwal im. Jana Kiepury. Skąd przyszedł pomysł na stworzenie KiepurJanek i uczczenie tego wydarzenia w ten właśnie sposób?
– Historia ta ma swój początek w naszej współpracy z Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju. Możemy powiedzieć, że matką chrzestną KiepurJanek jest pani Marta Mordarska, dyrektorka CK. Działaliśmy wspólnie już wcześniej przy różnego rodzaju akcjach i pewnego dnia pani Marta poprosiła nas o wymyślenie jakiegoś przysmaku, który posłuży do promocji Festiwalu im. Jana Kiepury. Odbyliśmy kilka spotkań, na których próbowaliśmy coś wymyślić i tak pani Marta wpadła na pomysł KiepurJanek.
– To postać Jana Kiepury czy jego twórczość stały się główną inspiracją?
– Chcieliśmy stworzyć coś co będzie dla ludzi pamiątką. Poszperaliśmy troszkę w życiorysie Jana Kiepury i znaleźliśmy informację o jego podróżach w tym tych do Włoch – Kiepura był ich wielbicielem a w związku z tym spędzał tam sporo czasu. Tak natrafiliśmy na szczegół o tym, że oprócz samych podróży lubił włoskie słodkości i w ten sposób powstały KiepurJanki. Te ciasteczka to coś w stylu Cantucci, a przysmak ten kojarzy się z Włochami więc poszliśmy właśnie w tym kierunku.

– Czyli wyłapali państwo szczegół z życia Kiepury i zmienili go w produkt, który teraz będzie nieodłącznie kojarzony z artystą i Sądecczyzną.
– KiepurJanki to produkt stworzony konkretnie pod festiwal kiepurowski, ale naszym celem jest, aby był kojarzony z Krynicą-Zdrój. Tak jak w Wadowicach mają kremówki, tak my chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że tutaj znajdą KiepurJanki.
– Były one rozdawane gościom podczas festiwalu, a czy są one dostępne również na co dzień w ofercie cukierni?
– Tak, oczywiście, teraz mieliśmy chwilowy przestój po zakończeniu festiwalu, ale KiepurJanki już wracają do cukierni i będą cały czas dostępne w naszych sklepach oraz w kilku zaprzyjaźnionych punktach w Krynicy-Zdroju. Tak jak mówiłem wcześniej – przerosło nas zainteresowanie produktem, dlatego czekaliśmy na dostarczenie nam opakowań.
– Przejdźmy do tego, jak przygotowywane są te ciastka, co jest w nich takiego szczególnego, że cieszą się tak dużym zainteresowaniem?
– Przede wszystkim są robione z sercem, a powstają przy pomocy naturalnych składników – prawdziwej mąki, jajek, miodów – bez żadnych modyfikowanych produktów. Jako Mecyje Sądeckie stawiamy zawsze na jakość – przy każdym naszym produkcie, bez kompromisów. Dzięki temu są one naprawdę szczególne – mają czysty skład, są pyszne i przywodzą na myśl włoskie smaki.
– Dużo robi tutaj właśnie to, że jest to włoski przysmak, który nie wszędzie w Polsce jest dostępny.
– Tak, dlatego coś takiego spróbowaliśmy podpiąć pod festiwal kiepurowski. Na puszce, do której pakowane są nasze ciastka znajduje się napis ,,smak podróży Mistrza”, a z drugiej strony umieszczony został opis tego do kogo nawiązuje ich nazwa. – KiepurJanki są elegancko opakowane. Skąd pomysł na tę oprawę wizualną? – Oprawą zajęła się nasza menadżerka Pani Agnieszka wraz z graficzką. Pokombinowały trochę, sięgając po zdjęcia z zasobów Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju. Dziewczyny dopracowały każdy detal i tak powstała ostateczna grafika, która nadaje temu produktowi charakter premium. Przedstawia ona Stary Dom Zdrojowy, na tle którego widnieje postać Jana Kiepury. Artysta, silnie związany z Krynicą, występował w Muszli Koncertowej, a całość została zaprojektowana tak, by sprawiała wrażenie, że Kiepura wychodzi z Domu Zdrojowego i kieruje się prosto na koncert.

– Jak wyglądają plany na przyszłość? Czy na 59. Festiwal Jana Kiepury planowane są jakieś urozmaicenia ciastek?
– Na pewno pozostaną te w wersji klasycznej, ale nie wykluczamy różnorodnych urozmaiceń przepisu. Będziemy czegoś szukali – może coś w historii Jana Kiepury jeszcze nas zainspiruje. Tym bardziej, że odezwali się do nas z Sosnowca, czyli miejsca, gdzie Kiepura się urodził. Oni też chcą tam KiepurJanki, bo oprócz Krynicy-Zdrój miasto to również jest nieodzownie związane z artystą. Także widzimy zainteresowanie i bardzo pozytywny odzew. Nawet, gdy w Krynicy-Zdroju chwilowo skończyły się KiepurJanki, to ludzie przyjeżdżali po nie specjalnie do Nowego Sącza. Zaczynamy od Krynicy-Zdroju, a zobaczymy, gdzie nas poniesie dalej.



































































































































































































