Ostatnio na naszej sądeckiej ziemi mieliśmy sporo akcji związanych z imigrantami. Były marsze, listy, wystąpienia. Echa z Warszawy pobrzmiewały mocno także w Nowym Sączu. Na lokalnych forach społecznościowych przetoczyła się nawałnica komentarzy. Głos zabierali mieszkańcy z dwóch odrębnych „baniek”. Dyskusja najczęściej dotyczyła samych imigrantów. Niemal nikt nie dostrzegał pracy marketingowej i roli spin‑doktorów.
Akcja została jednak wykreowana na użytek przyszłej kampanii wyborczej. Zresztą kampanie 2027 do sejmu już trwa.
Nie oznacza to tak w ogóle, że temat imigrantów jest nieważny. Jednak w Polsce jeszcze długo nie będziemy rozmawiać o nim poważnie, dopóki imigranci stanowią polityczne paliwo. Może to się zmieni dopiero wtedy, gdy ZUS zacznie realnie bankrutować, a gospodarka wejdzie w regres.
Postanowiłem zatem zająć się dekonstrukcją tych – w istocie marketingowych – działań. Oczywiście osobnym zagadnieniem jest poważna rozmowa o imigracji w kontekście kwestii społecznych, gospodarczych i systemu przyjmowania pracowników z zagranicy. Można dyskutować o błędach popełnionych przez rządy zachodnich krajów, które nie wypracowały skutecznych systemów integracji, przyjmując przybyszów „jak leci”. Można też mówić o nadciągającej imigracji klimatycznej, która uderzy jak tsunami.
Ja jednak – być może nudno – zawężę ten tekst do wymiaru polityczno‑marketingowego. Tę perspektywę trzeba zrozumieć, jeśli chce się pojąć, co dzieje się na scenie lokalnej i krajowej. Kampania wyborcza już się rozpoczęła, a jej zasadniczym wątkiem będą imigranci. Podobnie jest w całej Europie. Również kampania prezydencka w USA pokazała, że ten temat potrafi przesądzić o wyniku głosowania, jak przy zwycięstwie Donalda Trumpa.
W „bitwie o imigrantów” nie widzi się jej prawdziwego przeznaczenia: to właśnie kampania wyborcza 2027. Z punktu widzenia marketingu politycznego są to całkiem trafne zagrania zarówno PiS Jarosława Kaczyńskiego, jak i Konfederacji. Piszę o tym wyłącznie w kategoriach marketingu. Proszę mi wybaczyć to zawężenie.
Może to moje uproszczenie przerażać, lecz to, co wielu się nie podoba, bywa przydatne marketingowo. Imigranci okazują się użyteczni zarówno dla PiS, jak i Konfederacji. To paliwo prawdopodobnie przesądzi o wyniku wyborów w 2027 roku – to jednak proste równanie marketingowe.
Na tym polu PiS i Konfederacja otwarcie konkurują i licytują się, kto zaprezentuje większy radykalizm. Kaczyński lansuje Roberta Bąkiewicza i kreuje niemal wojnę na granicy z Niemcami. Konfederacja zręcznie odpowiada marszami w całej Polsce.
Kaczyński licytuje dalej i to będzie eskalować. On jest kreatywny w takich operacjach. Niewykluczone, że skończy się to bezpośrednimi akcjami jak w Wałbrzychu, tym razem może nawet dojść do podpaleń czy napaści na cudzoziemców, a może i czegoś znacznie gorszego…
Ostatni protest „Stop imigracji” na sądeckim rynku ściągnął kilkaset osób i lawinę komentarzy w lokalnych grupach na FB. Zderzały się dwie narracje: z jednej strony retoryka „obrony przed nachodźcami”, z drugiej – odwołania do listu kardynała Grzegorza Rysia, przypominającego, że chrześcijaństwo nakazuje gościnność i opiera się na faktach, nie na mitach.
O gospodarce, ZUS‑ie czy rynku pracy niemal nikt nie mówił – emocje krążyły wokół strachu i moralnego obowiązku.
Temat imigrantów staje się paliwem kampanii parlamentarnej 2027 – i obie formacje chcą korzystać z tego samego źródła. Imigranci gwarantują natychmiastową widoczność, ale PiS i Konfederacja rywalizują o prymat w ostrzejszych deklaracjach. Wspólny mianownik to podbijanie lęku. Emocje są kluczowe we współczesnych kampaniach wyborczych.
PiS postawiło na spektakl przy niemieckiej granicy. Jarosław Kaczyński przyjechał do Rosówka, zapowiedział referendum antyimigracyjne i symbolicznie „oddał granicę w ręce obywateli”. W tle pojawił się Bąkiewicz z Ruchem Obrony Granic. W sieci krąży nagranie, na którym instruuje ochotników, jak postępować wobec policji. To przekaz siły: partia nie potrzebuje masowych marszów, wystarczą medialne kadry z płonącymi racami i retoryką o niemieckiej prowokacji.
Konfederacja wybrała inną broń – równoległe marsze „Stop imigracji” w blisko osiemdziesięciu miastach. Marsze mają dowodzić spontanicznego, oddolnego buntu i stanowią subtelny wyrzut wobec PiS, że to Konfederacja „trzyma rękę na pulsie ulicy”.
To dobra strategia Konfederacji, ale PiS i Kaczyński również mają swoje atuty – pokazują, że działają bezpośrednio i „biorą sprawy w swoje ręce”.
Co ciekawe, PiS nie wezwało zwolenników do udziału w marszach. Konfederacja wyraźnie dystansuje się od Bąkiewicza za Marsz Niepodległości.
Każda strona broni własnej estetyki, bo to ona odróżnia markę i przyciąga wyborców. PiS gra powagą państwa i obroną suwerenności, Konfederacja – gniewem młodszych oraz memicznym humorem. Im wyżej licytuje jedna, tym mocniej odpowiada druga. Sztaby monitorują zasięgi i natychmiast podkręcają narrację, gdy tylko algorytmy zwalniają.
Nowy Sącz stał się w tym układzie swoistym poligonem. Miasto jest dość konserwatywne, by strach przed „obcym” rezonował, a zarazem otwarte gospodarczo i uzależnione od pracy cudzoziemców. Protestowali nawet przedsiębiorcy. Na przykład, gdyby zagraniczni pracownicy opuścili zakłady Newagu, Fakro czy Wiśniowskiego, firmy stanęłyby przed poważnymi problemami. Inne także miałyby problemy.
To tutaj testuje się hasła, które później trafiają na ogólnopolskie billboardy. Może przesadzam z sądecką centralnością, ale u nas rzeczywiście jest ciekawie.
Dla obu partii kluczowe jest pierwszeństwo. Kto zostanie uznany za głównego obrońcę granic przed wrażymi imigrantami, zyska lepsze wyniki wyborcze w 2027.
Im dłużej trwa ta „wojna na imigrantów”, tym większe ryzyko realnej przemocy. W sieci każdy kolejny film z patrolu czy marszu musi być bardziej spektakularny od poprzedniego. Może przyjść czas na odważne akcje bezpośrednie.
Na razie jednak wspólny interes zwycięża nad wzajemną niechęcią. PiS i Konfederacja podbijają temat z różnych stron, ale razem utrzymują go na medialnym szczycie. W najbliższych miesiącach zobaczymy więcej konferencji granicznych, będą kolejne równoległe pikiety, a może nawet konkurencyjne aplikacje do zgłaszania „podejrzanej obecności cudzoziemca”.
Dla mieszkańców Nowego Sącza oznacza to kolejne fale emocji, a dla spin‑doktorów – dane w czasie rzeczywistym pokazujące, jak skutecznie strach przekłada się na zamiar głosowania. To właśnie ta kalkulacja, a nie realna debata o gospodarce czy demografii, decyduje dziś o tonie dyskusji rozgrzewającej sądecki rynek.
Stawka jest bardzo wysoka. Załóżmy jednak, że w tej „bitwie na imigrantów” wygrywa Konfederacja i utrzyma ją aż do wyborów 2027. Układ sił przesunie się wyraźnie w jej stronę. Partia Mentzena mogłaby wejść do Sejmu z wynikiem 22–25%., odbierając PiS‑owi kilka punktów i zepchnąć go na poziom niskich trzydziestu procent.
W efekcie żadna większość nie powstanie bez Konfederacji, a rozmowy koalicyjne staną się licytacją. Kaczyński będzie prosił o wsparcie w zamian za twardy pakiet „cięcie podatków” i mocne reformy gospodarcze. Natomiast Tusk – pozbawiony samodzielnej większości – zaoferuje wolnorynkowe resorty, byle tylko zablokować powrót Kaczyńskiego.
Konfederacja może wtedy zagrać czesko‑słowacki wariant i pójść w stronę koalicji liberalno‑centrowej. Mentzen oddaje partnerom sprawy społeczne, zatrzymuje za to finanse i gospodarkę, forsując obniżkę podatków, likwidację daniny solidarnościowej i sztywny limit zezwoleń na pracę cudzoziemców. Kaczyński traci monopol na prawicę, a Tusk dostaje tarczę przeciw zarzutowi „lewactwa”. No ale całkiem realnie może powstać mityczna już koalicja PiS-Konfa. To wariant ciągle wiodący.
Dlatego dla Mentzena wygrana w wojnie na imigrantów jest jednocześnie największą szansą. Jeśli utrzyma narrację bez przekraczania granicy przemocy, w 2027 może dyktować warunki całej scenie. A w odwodzie jest Radek Sikorski, bo to nie Tusk wtedy będzie premierem.
Inna sprawa, że w tej walce na prawicy i to nie tylko o imigrantów, Kaczyński może pójść ostro, bo jest radykalny i może przekroczyć granicę w uderzaniu w Konfederacje i przekreślić mityczną już koalicję PiS-Konfa w 2027.
No ale poszedłem może zbyt mocno w political-fiction. Wracając do „bitwy na imigrantów”, to takie jest jej zasadnicze tło. Taka jest polityka i marketing wyborczy. Może to wielu smucić, ale tak jest.
I o tym chciałem napisać. W Nowym Sączu powinniśmy o tym wiedzieć.
Adam Kurek


































































































































































































