Jedna ze stacji telewizyjnych opublikowała sprostowanie, w którym przeprasza mieszkańców mojego rodzinnego Chrzanowa za przypisanie im największego w skali kraju – 94,66! – poparcia dla Karola Nawrockiego w drugiej turze wyborów prezydenckich. Ludzie w Chrzanowie (zwani przez okoliczne plemiona cabanami) zaniemówili z wrażenia. Kiedy odzyskali głos – czyli język w gębie, bo głos wyborczy dawno spoczywał w urnie – zaczęli jeden przez drugiego dopytywać, jak to się stać mogło, wszak im coś zupełnie innego wychodzi z rachuby.
Na szczęście wspomniana telewizja szybko dodała, że chodzi o gminę Chrzanów na Lubelszczyźnie, a nie o legendarne miasto Chrzanów, mistrzowsko ulokowane w połowie autostrady między Krakowem a Katowicami. Złośliwi oczywiście dodadzą, że Chrzanów – i owszem – może nie głosował hurtowo na kandydata prawicy, ale za to Bóg pokarał ich ceną autostrady. Żeby dojechać do Chrzanowa trzeba zapłacić 17 zł. Najdrożej w Polsce za kilometr asfaltu!
No więc preferencje wyborcze miasta Chrzanowa są znane i ustabilizowane od dawna, choć przecież we współczesnym świecie coraz mniej stałych, więc nawet cabanom mogły się zmienić poglądy polityczne. Wszystko się zmienia, dlaczego akurat nie Chrzanów? Dla przykładu. W czasach, kiedy harataliśmy w gałę na ulicy, stało tam zaparkowanych 6 (słownie sześć) samochodów. Ich szczęśliwych właścicieli mogę obudzony w środku nocy wymienić z imienia i nazwiska. To była liczba constans. Do czasu! Dzisiaj o ilości samochodów na mojej ulicy nie ma nawet co mówić. Łatwiej policzyć samoloty. Przecież wszystko się zmienia. Jak łatwo wywieść na podstawie ogólnie dostępnych danych, każdego roku nad moim rodzinnym domem przelatują 32 922 samoloty. Statystycznie jakieś 90 dziennie, czyli co kwadrans jeden, a skoro w nocy latają rzadziej… No właśnie. Tylko w 2024 r. nad moją chałupą na niedużej wysokości przeleciało 5 540 019 osób (pięć i pół bani!). Niewysoko, bo nad dachami Chrzanowa wiedzie ścieżka startowa lotniska w Balicach. Dlatego wszystkie operacje lotnicze podzieliłem przez dwa. Lądują od strony Ikei. No i co, zatkało kakało? Sto samolotów dziennie nad moją ulicą, na której jeszcze niedawno parkowało sześć samochodów!
Kto nie wierzy, niech spyta Witka Liszki. Czasami mam wrażenie, że Witek więcej lata niż niejeden pilot. Były bramkarz legendarnego teamu szczypiornistów Fabloku (w Chrzanowie wszystko jest legendarne) lubi pstrykać zdjęcia naszego miasta przez okno wznoszącego się samolotu. Przy dobrej widoczności może nawet sprawdzić ,czy wyłączył żelazko. Potem wrzuca te foty wiadomo gdzie, a ja (i dziesiątki innych cabanów) oglądam i zachwycam się, jaki nasz Chrzanów jest piękny. Z tej wysokości. Z bliska widać zmarszczki.
Ok, my tu gadu gadu, a ja tylko chciałem wyjaśnić zaczepiającym mnie w Nowym Sączu analitykom politycznym, że owszem – 94,66 procent wyborców w Chrzanowie głosowało na Karola Nawrockiego, ale to nie w tym Chrzanowie. A kto jeszcze Chrzanowa nie zna, może się tam udać na wakacje. Po co zaraz jakieś Chorwacje wymyślać, skoro można się kopnąć na wczasy do Chrzanowa. Będzie trochę drożej, bo trzeba na bramce wyskoczyć z 17 zł za odcinek tylko trochę dłuższy od anakondy zmierzonej niedawno w dżungli amazońskiej, ale co tam! Koniecznie w planie wycieczki polecam wizytę na legendarnym osiedlu Północ. Choćby dla samolotów tylko. Nad Barskim ani Milenium nigdy nie zobaczycie startującego samolotu. A w Chrzanowie pełny odlot!
Więcej felietonów w najnowszym wydaniu DTS – bezpłatnie pod linkiem:



























































































































































































































